Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Hellmuth kontra Lamb: kto jest naprawdę graczem roku?

Obaj panowie, Phil Hellmuth oraz Ben Lamb wykazali się niesamowitymi wynikami podczas tegorocznych World Series of Poker. Jednakże tylko jeden z nich zostanie nazwany „Graczem Roku” i będzie mógł cieszyć z trofeum oraz wszystkimi korzyściami płynącymi z tego zaszczytnego miana. Kto zwycięży? Przyjrzyjmy się faktom.

WSOP

Bardzo ciężko jest znaleźć miarę prawdziwego sukcesu, a w szczególności w takiej grze, jaką jest poker, pomimo tego, że tytuł „Gracza Roku” na World Series of Poker zawsze cieszy się szczególną uwagą. Niektóre eventy na WSOP mają buy-in w wysokości 1000 $, inne natomiast dziesięć razy więcej, a w najdroższym turnieju gracze muszą zapłacić aż 50 000 $, aby znaleźć swoje miejsce przy stoliku. Niektóre turnieje przyciągają nawet kilka tysięcy uczestników, w innych natomiast ta liczba ledwo przekracza 200. Większość turniejów rozgrywana jest w Hold'ema, a tylko nieliczne w innych odmianach.

To jednak nie wszystko, system punktowy bowiem jest wyraźnie zdeterminowany przez jeden event – Main Event. A dalej, system nie uwzględnia turniejów, w których gracze wzięli udział, ale nie znaleźli się w kasie – do klasyfikacji liczy się wyłącznie dochód, a nie zysk. Teoretycznie mogłoby się zdarzyć tak, że gracz byłby ogólnie w okolicach zera z całej imprezy, a zgarnąłby bezapelacyjnie tytuł gracza roku. Pomimo tego, jak bardzo ranking POY byłby dopracowany, zawsze znalazło by się kilka możliwości na „niesprawiedliwość” - przynajmniej w naszych oczach, ponieważ my, jako kibice zawsze będziemy podchodzili do tego emocjonalnie i zawsze wytypujemy swoim prawdziwych zwycięzców w Las Vegas.

Teraz zajmijmy się w końcu tegorocznym rankingiem „Gracza Roku WSOP”. Na ten moment walka toczy się wyłącznie między Philem Hellmuthem oraz Benem Lambem, którzy idą łeb w łeb. Obydwaj panowie bez wątpienia pokazali nam niesamowite historie na tegorocznych WSOP, ale nie byli oni jedyni, ponieważ dla przykładu Brian Rast, który nie liczy się praktycznie w wyścigu do miana „Gracza Roku”, wygrał dwie bransoletki WSOP.

Hellmuth na tegorocznych mistrzostwach zgarnął 1 591 004 $. Większość z tej kasy pochodzi z trzech turniejów mistrzowskich mixed games, w których Poker Brat zajmował zawsze 2. miejsce. Ben Lamb natomiast ma na swoim koncie już 2 113 947 $ oraz jedną bransoletkę, poza tym zasiadał przy dwóch innych stolikach finałowych, a teraz w niesamowitym stylu znalazł się wśród November Nine.

Lamb ma niemal zagwarantowany tytuł Gracza Roku, który odbierze w listopadzie. Aby przechylić szanse na swoją stronę, to realistycznie rzecz ujmując, Hellmuth potrzebowałby dwóch bardzo dobrych występów na WSOP Europe, natomiast Ben musiałby odpaść jako jeden z pierwszych w listopadowym finale oraz nie mógłby odebrać ani jednego pensa podczas WSOP-E. To są fakty, teraz jednak porozmawiajmy, kto tak naprawdę jest graczem roku tegorocznych WSOP.

Ben Lamb

Ben LambLamb jest regularnym uczestnikiem najcięższych gier cashowych w Ivey's Room w Las Vegas. Według tego, co sam mówi, swój niesamowity run w tym roku, Ben zawdzięcza bardziej dobrej wariancji, niż czemukolwiek innemu. Takie podejście to oczywiście rzadkość, pomimo tego, że większość najlepszych graczy na świecie podkreśla świetne przygotowanie psychiczne Bena.

Lamb może pochwalić się sześciocyfrowymi wygranymi przy finałowych stolikach w każdej niemal odmianie pokera oraz bransoletką i drugim miejscem w eventach PLO. To nie były przypadkowe turnieje, Ben ma bowiem na swoim koncie między innymi finał najbardziej prestiżowego turnieju Player's Championship z wpisowym 50 000 $ oraz oczywiście miejsce pośród November Nine, czyli finalistów największego turnieju świata – WSOP Main Eventu.

Patrząc ogólnie, Ben udowodnił swoją wartość w turniejach z ogromną liczbą graczy, w eventach małych, ale z bardzo ciężkim fieldem, a ponadto, wygrał dotychczas więcej kasy na tegorocznych WSOP, niż ktokolwiek inny.

Co najważniejsze jednak, Lamb ciągle ma szanse, aby wygrać Main Event i zostać mistrzem świata no-limit Hold'em. Ale trzeba również powiedzieć, że znajdzie się on wśród pokerowej elity, bez względu na to, jak zagra w listopadowym finale.

Phil Hellmuth

Phil HellmuthTeraz nieco o Philu, którego klasy na tegorocznych mistrzostwach nie można podważyć. Po pierwsze i najważniejsze, trzy drugie miejsca w turniejach mistrzowskich na jednych WSOP to wyczyn naprawdę niesamowity biorąc pod uwagę nawet całą historię World Series of Poker. Oczywiście trzeba wspomnieć o narzucających się wątpliwościach odnośnie gry Hellmutha w heads-upie. Jednakże prawdziwy szacunek należy się Philowi za jego odrodzenie i odbudowę jako gracza.

Poker Brat zebrał w ostatnich latach grube baty i masę krytyki nie tylko pod adresem swojego zachowania, ale przede wszystkim gry. Jego styl, który działał świetnie w epoce przed pokerowym boomem i zapewnił mu 11 bransoletek WSOP, teraz okazał się już przestarzały. Hellmuth oczywiście myślał, że obroni się dzięki wcześniejszym sukcesom oraz pewnym miejscu w pokerowej historii. Okazało się jednak inaczej, a najważniejsze jest to, że sam mistrz to zrozumiał i postanowił dostosować się do obecnych warunków, co przyniosło takie, a nie inne efekty. W tym roku było publicznie wiadomym, że Hellmuth bardzo ciężko pracował nad swoją grą.

Phil był również krytykowany za bycie wyłącznie dobrym graczem w Hold'ema. W tym roku jednakże udowodnił wszystkim, że ten zarzut jest nieaktualny. Drugie miejsca zajął bowiem w turniejach 2-7, Stud Hi/Lo oraz 8 game mix. Co więcej były to eventy mistrzowskie z wpisowym 10 000 $ i większym.

Największa jednakże różnica między nowym a starym Poker Bratem, to kompletna zmiana w zachowaniu, którą zobaczyliśmy w 2011 r. Phil stał się bardzo skromny (a przynajmniej skromny, jak na Phila), chwalił swoich rywali, był szczery, jeżeli chodzi o własne błędy i ogólnie reagował bardzo pozytywnie, gdy karty nie chciały współpracować. Wielkim echem rozniósł się fakt, że Hellmuth odmówił udzielania wywiadów przed zakończeniem mistrzostw oraz zrezygnował ze swojego pompatycznego wejścia na Main Event, z którego był tak znany.

Nie jest oczywiście żadną niespodzianką, że stało się to w kolejnym roku po tym, jak przestał być graczem sponsorowanym przez UB Poker. Zawsze byłem zdania, że jego ekscentryczne zachowania oraz napady złego humoru miały bardziej służyć sponsorowi, niż samemu pokerzyście.

Bez znaczka na czapce oraz w sytuacji, kiedy prawdopodobnie sam musi płacić swojej buy-iny, zobaczyliśmy Phila, który skupił się wyłącznie na pokerze, a nie na bocznych interesach oraz profitach z tego płynących. Dzięki temu, oprócz wielkich pieniędzy oraz wysokiego miejsca w klasyfikacji na „Gracza Roku”, Phil wygrał jeszcze coś zupełnie niemierzalnego – nową rzeszę fanów oraz siebie samego, jako człowieka oraz dawnego mistrza, który potrafi znaleźć się w nowej rzeczywistości.

A teraz do szybkiej puenty. Ben Lamb jest z całą pewnością Graczem Roku WSOP, jednakże to, co stało się z Philem Hellmuthem możemy z całą odpowiedzialnością nazwać Historią Roku!