Wczoraj w nocy czasu polskiego, sześciu uzbrojonych i zamaskowanych napastników wtargnęło do Casino Royale w Monterrey w Meksyku. Bandyci, którzy najprawdopodobniej należą do jednego z karteli narkotykowych rozlali benzynę i podpali budynek. W tym momencie mówi się o 53 ofiarach śmiertelnych.
Płonące Casino Royale w Monterrey (fot. Reuters)
Monterrey było uważane za najbezpieczniejsze miasto w Ameryce Łacińskiej – wszystko zmieniło się w tym roku. Wczoraj około godziny 16:00 czasu lokalnego (23:00 czasu polskiego) doszło do wielkiej tragedii. Jak donosi portal onet.pl, sześciu napastników wtargnęło do Casino Royale w tym mieście, rozlali tam benzynę, a następnie podpalili.
Świadkowie mówią, że bandyci kazali wyjść wszystkim klientom na zewnątrz, jednakże część ludzi ze strachu przed uzbrojonymi mężczyznami uciekła wgłąb budynku. Większość z nich zginęła. Ciała znaleziono przede wszystkim w toaletach, gdzie ukrywali się przerażeni klienci.
Na ten moment mówi się o 53 ofiarach śmiertelnych, co jest najbardziej krwawą tragedią w tym znanym, meksykańskim centrum rozrywki od 2006 r. - wtedy to prezydent Felipe Calderon zapowiedział walkę z kartelami narkotykowymi.
Meksykańskie kartele, które są uważane za jedne z najbardziej bezwzględnych organizacji przestępczych na świecie, nie trudnią się wyłącznie handlem narkotykami, ale również wymuszeniami, porwaniami oraz handlem bronią.
Monterrey, które miało niegdyś opinię najbezpieczniejszego miasta w Ameryce Łacińskiej oraz szczyciło się najwyższym PKB wśród wszystkich metropolii tego regionu, para się ostatnio w wielkimi problemami kryminalnymi. Według portalu onet.pl winna temu jest wielka wojna między gangami Zetas i Gulf, w wyniku której liczba zabójstw na tle narkotykowym w bieżącym roku już wyniosła niemal dwukrotnie więcej niż rok temu i trzy razy więcej niż dwa lata temu.