Filozofia Fizoloffa
Radiowiec, reżyser i aktor teatralny, samorodny fizoloff, który prawie ma dyplom filozofii. Druga część wywiadu z naszym najlepszym newsmenem.

Wywiad przeprowadził:
damianpat
PokerStrategy: Opowiedz proszę o swojej karierze zawodowej zanim trafiłeś na PS, wydaję się być bardzo interesująca...

Fizoloff:
ech... sam nie wiem od czego zacząć... było tego bardzo wiele. Może niejednego to zaskoczy, ale ja nigdy nie skończyłem żadnych studiów. Przeważnie z powodów finansowych. Już w liceum zacząłem pracować. W moim rodzinnym mieście otworzyli wówczas radio. Jako miłośnik dość niszowego kierunku muzycznego postanowiłem uderzyć i... dostałem się do audycji już prowadzonej, jako prezenter. Przez dwa lata było przepysznie. Jednak później, jak pojechałem na podbój Krakowa, również dostałem pracę w radio... to był koszmar. Miałem pie... ego szefa, który wprowadzał taką atmosferę, że nie dało się pracować. Pracowałem tam jako prezenter i realizator... koszmarnie to wspominam. Później były jakieś prace przelotne, w stylu barman, przedstawiciel handlowy etc. Cały czas trzeba było sobie jakoś radzić. Aż w końcu zapałałem wielką miłością do teatru... i po 3 latach walki, założyłem swój własny bałagan razem z moją byłą żoną. Zrobiłem 8 sztuk i... teraz jestem na PokerStrategy 😀
PokerStrategy:
Dlaczego studiowałeś Filozofię? Czy te studia pomagają Ci jakoś teraz w życiu? Skończył je też Palikot ;).
Fizoloff:
Hehe, wszyscy się mnie o to pytają. Szczerze Ci powiem, że studiowałem kilka kierunków. Zacząłem od dziennikarstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale te studia totalnie mi nie podeszły. Poszedłem na filozofię, ponieważ... chciałem na psychologię, ale tam mi się nie udało. Jednak był to ten sam wydział i te same egzaminy. Na zaoczną filozofię były jeszcze miejsca, więc poszedłem, żeby... zwiać przed wojskiem. Serio!!! Jednak sam kierunek okazał się być strzałem w dziesiątkę! Nie byłem świadom tego, że tak bardzo poszerzą się moje horyzonty. Oczywiście sprawa z odpowiedzią na pewne pytania oraz ukierunkowaniem światopoglądu padła w pierwszych kilku miesiącach. Filozofia do tego nie służy. Ona raczej... uczy myślenia, dystansu, patrzenia na pewne rzeczy z wielu punktów widzenia... Wiadomo, że nie ma żadnego prądu filozoficznego, który byłby dobry, wszystkie mają swoje wady oraz zalety - oczywiście wszystkie da się podważyć. Z resztą w filozofii nie chodzi o odpowiedzi, ale o umiejętność stawiania dobrych pytań 😉 Jeżeli chodzi o mnie, to studiowanie tego kierunku pomogło mi niesamowicie w życiu. Przede wszystkim nauczyło mnie dystansu i krytyki do pewnych rzeczy, jak i dystansu i krytyki do siebie samego. To właśnie wykłady u niesamowitego prof. Lipca, jego książki z teorii wartości, jego popychanie do własnych przemyśleń i wniosków teraz procentują. Szczerze Ci powiem, że myślenie nad pewnymi kwestiami czysto teoretycznymi, ontologicznymi ma później ten sam przekład na analizę jakiś problemów w życiu. Poza tym, nie oszukujmy się, filozofia sama w sobie już nie istnieje. Teraz jest tylko historia filozofii
PokerStrategy:
Właśnie tym nas torturują na studiach...
Fizoloff:
Hehe, no wiesz, dla mnie studiowanie historii filozofii z podręczników Tatarkiewicza jest totalnym nieporozumieniem. Z resztą u mnie na studiach był to zakazany podręcznik, ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, że filozofia przede wszystkim tworzy i obala. Jedni tworzą teorię, które inni starają się obalić. Na tym polega właśnie ten postęp. Chodzi o to, że entuzjastów musi być tyle samo, co sceptyków. I teraz patrzenie ogólne na ten postęp uczy myślenia, pokazuje rozwój i to jest właśnie najbardziej ekscytujące. Natomiast, jeżeli ktoś chce walić studentom metalurgii teorie Arystotelesa, Tomasza z Akwinu, czy Hegla bez pokazywania, jak do nich doszło, to jest to totalną pomyłką oraz męczarnią dla tych studentów.
PokerStrategy:
Ja tam to miło wspominam, jedyny przedmiot na którym bez wyrzutów sumienia mogłem pogapić się w okno.
Fizoloff:
I w dodatku, jak się dobrze patrzyłeś... z zamyśleniem, to mogłeś liczyć na fory u wykładowcy 😀
PokerStrategy: Proszę opowiedz mi jeszcze o tej pracy w radiu...
Fizoloff:
W radio... wiesz, najwspanialsze było to, że mogłeś puszczać swoją ulubioną muzykę i wiesz, że ktoś tego lubi słuchać. Tak było w rozgłośni w Sanoku - moim rodzinnym mieście. Natomiast w Krakowie było totalnie inaczej. Pojawiły się obostrzenia, pojawiły się pewne wytyczne odnośnie muzyki. To było totalnie nie z mojej bajki. Nie dlatego, że nie potrafię się przyporządkować, ale dlatego, że jak puściłem jeden kawałek, który nie podobał się mojemu szefowi, to miałem darmową pracę przez 2 godziny... tyle nam właśnie uwalał z wypłaty. Więc była to praca w stresie... a w stresie łatwo o błędy... a po kolejnych błędach były kolejne awantury i tak w kółko. W końcu postanowiłem się zwolnić.
PokerStrategy:
Musi Ci się teraz podobać na PS, bo tu nie ma zbyt wiele stresu...
Fizoloff:
Hehe, no też nie do końca... stres jest zawsze, ale na PS jest on bardzo konstruktywny. To coś zupełnie innego niż to, co było tam. Przychodziłeś rano o godzinie 6:30, o 7:00 miałeś wejść z wiadomościami. Przez ten czas trzeba było przygotować się do wszystkiego. Wiesz, konsola realizatorska, to nie 4 potencjometry na krzyż... to dość poważne zadanie. Ale niestety w tym czasie stał nad nami szef i rypał nas za wszystko, nawet za to, że ktoś zrobił coś, kiedy mnie tam jeszcze nie było. Teraz się z tego śmieję, ale prawdę mówiąc, wtedy byłem w strasznym stanie. Teraz jest inaczej. Stres możesz mieć wówczas, kiedy sam coś zawalisz, czegoś nie zrobisz, z czymś nie zdążysz. Ale prawdę mówiąc, szefowie są tak bardzo w porządku, że jest Ci głupio czegoś nie zrobić, czy coś zawalić.
PokerStrategy: Proszę opowiedz mi o swojej ulubionej muzyce...
Fizoloff:
Zawsze byłem fanem, wielkim fanem rocka progresywnego. To jest taki mój konik, którego nie zaniedbuję. Ze starszych/nowszych, to uwielbiam Pink Floyd, Marillion, King Crimson oraz Genesis. Natomiast z nowych wynalazków, lubię Porcupine Tree oraz nasze rodzime produkty - Indukti oraz Riverside. Poza rockiem progresywnym lubię jazz oraz klasykę. I oczywiście jestem wielkim fanem Iron Maiden. Nie gardzę również Massive Attack oraz Archive.
PokerStrategy:
Krótko, ulubiona płyta...
Fizoloff:
Kurcze, to się zmienia... jeszcze 4-5 lat temu był to "The Dark Side of the Moon" Floydów, teraz sam nie wiem... wyszła genialna płyta Marillion "Marbles", a ostatnio słucham cały czas "Happiness is the Road" tej samej grupy.
PokerStrategy:
Ulubiona książka?
Fizoloff: Nie mam. Jest tak wiele pozycji, które szanuję i lubię, że nie jestem w stanie wybrać jednej. Jest kilka, które wywarły na mnie szczególne wrażenie. Przypomina mi się historia, jak przeczytałem w jedną noc "Absalomie Absalomie" Williama Faulknera i około 4:00 nad ranem wyszedłem z domu na spacer, bo nie mogłem spać. Chodziłem długo... jak przyszedłem do domu, to dostałem burę od mamy, bo miałem być już w szkole.
PokerStrategy:
Ponoć z pracą w radiu wiążą się ciekawe anegdoty...
Fizoloff:
Moja audycja w radio rozpoczynała się o 22:00 i trwała do północy. Zazwyczaj w rozgłośni nie było już nikogo i prowadzący audycję realizował się sam. Pamiętam że zapowiedziałem utwór Porcupine Tree "The Skies Moves Sideways", który trwa około 17 min.
PokerStrategy:
Byłeś z jakąś dziewczyną?
Fizoloff: W pewnym momencie wyluzowany, tak się zacząłem wczuwać w muzykę, że wydawałem z siebie nieartykułowane dźwięki perkusji, gitary oraz innych instrumentów. W pewnym momencie dzwoni tel. Odbieram "Słucham?" A tam mój szef "Paweł, k..a wyłącz ten je..y mikrofon
PokerStrategy:
Teatr...
Fizoloff:
Moja kariera aktorska zaczęła się 8 lat temu od totalnego chałturzenia. Nie chce nawet o tym mówić, bo czasami to mi wstyd. W pewnym momencie, moja była żona, która wtedy jeszcze nie była moją żoną, powiedziała, żebym poszedł na egzaminy na PWST. Chciałem zdawać na dramaturgię. Miałem w sumie jakiś tam dramat napisany, to zaniosłem. Totalnie o tym zapomniałem, ale w pewnym momencie przypomniało mi się, że w sumie, to startuję do szkoły. Poszedłem do sekretariatu po odbiór dokumentów. Pani mi grzecznie zakomunikowała, że moja praca przeszła pozytywną weryfikację i znalazłem się w kolejnej części egzaminów. Poszedłem na kolejny etap... i na kolejny... i na kolejny... i w końcu się okazało, że z kilkuset nadesłanych dramatów zostało nas 6 osób na ostatnim etapie. Przyjmowali 3. Tam nie poszło, jak trzeba i znalazłem się tuż pod kreską. Pamiętam, że totalnie się tym nie przejąłem, ponieważ wiedziałem, że nie mogę studiować dziennie ze względu na brak kasy... Wyszła do mnie jedna pani z komisji i powiedziała mi, żebym pisał odwołanie i jeszcze jedno miejsce się znajdzie... nigdy tego nie zrobiłem. W sumie nie wiem, co by się stało. Wiem tylko jedno, że jakbym wtedy się dostał, to byłbym pierwszym w historii studentem na PWST, który nigdy w życiu nie był w teatrze. Ale to nas jakoś zmotywowało. Więc postanowiliśmy założyć swój własny bałagan. Co więcej, odkryłem niszę w branży - zaczęliśmy robić spektakle po angielsku. Po dwóch latach miałem monopol na granie po ichniemu dla naszych na takim poziomie.
PokerStrategy: Były z tego pieniądze? Skąd znałeś dobrze język, mi to się wydaje strasznie trudne...
Fizoloff:
Co do kasy, to nie mogłem narzekać. Dało się żyć. Problem był taki, że tylko przez pół roku. Natomiast odnośnie języka, to nie znałem dobrze. Miałem od tego ludzi. Jednak mam bardzo dobrą przyswajalność akcentów, więc przetłumaczenie tekstu w moim wykonaniu nie było dobre, ale zagranie go na scenie, to już zupełnie inna sprawa.
PokerStrategy:
Co znaczy przez pół roku, a drugie pół?
Fizoloff:
Pół roku, tyle ile tak naprawdę gra sezon teatralny. Później ogórek, wiesz, przez te pół roku dało się odłożyć na drugie pół... ale prawdę mówiąc zawsze nieco pod koniec brakowało. Z resztą, ja nie jestem dobrym dusigroszem.
PokerStrategy:
Co grywaliście?
Fizoloff:
Wiesz, ja zrobiłem 8 spektakli. W większości były to komedie, które polegały na położeniu publiki na podłodze. Miałem oczywiście napady innych emocji i zrobiłem spektakl szczególny. Była to sztuka grana tylko po polsku. Totalnie niekomercyjna rzecz. Pamiętam, jak graliśmy go w warszawskim Lapidarium, na jakimś festiwalu. Wtedy można było powiedzieć, że wznieśliśmy się na wyżyny. Publiczność po naszym zejściu ze sceny milczała przez długi czas. Około minuty. To bardzo długo. Ale się nie ruszali... nie mogli. Dopiero jak wyszliśmy, to dostaliśmy brawa na stojąco. Był to bardzo osobisty spektakl. Teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jeszcze do niego nie dorosłem, pomimo tego, że sam napisałem ten scenariusz... hehe... no tak to było...
PokerStrategy:
To teraz z innej beczki, grasz jeszcze czasem w pokera?
Fizoloff: Gram w pokera, ale niestety nie regularnie, jeśli już to PLO 50. Mam bankroll na FTP, jednak zasiadam do stolików tylko wtedy, jak mam czas oraz dobrą kondycję. Można powiedzieć, że gram dla zabawy, ale samej gry nie traktuję oczywiście, jako zabawę. Postawiłem na pracę dla PokerStrategy i tego się trzymam. Bogiem, a prawdą, to dopiero teraz mam super wyniki!!!
PokerStrategy:
Twoje największe marzenie...
Fizoloff:
Mieć cel, który sprosta tym wszystkim środkom, jakimi teraz dysponuję.
PokerStrategy:
Czy nie boisz się, że gwałtowny rozwój naszej społeczności sprawi, że straci ona swój intymny, rodzinny charakter?
Fizoloff:
Wiesz, to jest ciężka sprawa. Nie powiem, że dużo z atmosfery, która była kiedyś na PokerStrategy, już teraz jest tylko mglistym wspomnieniem, które powoduje nostalgiczne "ECH". Jednak nie możemy patrzeć na to w ten sposób. Rozwój społeczności jest zawsze dobry dla podnoszenia umiejętności. A to jest przecież priorytet. Jeżeli chodzi natomiast o ludzi, to przecież dalej mamy ze sobą świetne relacje! Przecież rozmawiamy ze sobą. Mamy ze sobą kontakt etc. Nigdy w życiu bym nie zamienił znajomości z Szymonem, Panadolem, Walderamem i oczywiście z Tobą na żadne inne frykasy. A przecież o to chodzi!
PokerStrategy: Jak Ci się pracowało nad EPT
WARSAW?
Fizoloff: Ciężko. A tak prawdę mówiąc,
to było ekscytujące przeżycie. Może oprócz biegania
przez 3 poziomy z press roomu do kasyna i z powrotem na piechotę, to
było OK. No i... to ich żarcie. Po dwóch dniach jedzenia
tego wykwintnego crapu z Hyatta,
człowiek tęskni za zwykłą kanapką z szynką albo produktem
seropodobnym hahaha. A co do samej relacji, wiesz, to był już mój
drugi live reporting. Wiele się nauczyłem pierwszym razem, kiedy
byłem sam. Tylko w ostatni dzień przyszedł mi w sukurs Bilson.
Teraz wiedziałem, że chcę go mieć ponownie. Jednak wiesz, gdy się
relacjonuje większy turniej, dwie osoby to za mało. Gdy ja
wklepywałem nowe wejścia do CMSa, Bilson siedział na dole i łapał
akcje. Nie mógł być we wszystkich miejscach naraz, wiele
uciekało. Ja dodatkowo musiałem robić zdjęcia, obrabiać i
wsadzać na stronę. Jak to się mówi, cały czas brakowało
rąk... albo raczej oczu 😉
PokerStrategy: Czy uważasz się za eksperta od
pokera?
Fizoloff: Wiesz, ekspert to takie bardzo pojemne
pojęcie. Raczej nigdy nie myślałem o sobie, jak o kimś takim.
Jeżeli chodzi o samą grę, to z pewnością jest ogrom graczy, z
którymi nie zasiadłbym do stolika, ale od których
mógłbym się sporo nauczyć. To raczej ekspertem od samej
teorii mnie nie czyni. Mam jakiś tam wypracowany swój styl
gry, radzę sobie całkiem nieźle na tych limitach, na których
gram obecnie - czyli rekreacja na NL25 oraz PLO50 HU - na więcej
mi roll nie pozwala, ani ilość czasu, jaką mogę poświęcić.
Jeżeli chodzi natomiast o znajomość świata pokerowego, to w tym
momencie jestem jednym z nielicznych ludzi w Polsce, którzy
mają taką wiedzę. Tutaj można by się kusić, ale ja tego nie
zrobię... jeszcze wiele do nauczenia, poznania i odkrycia zostało.
PokerStrategy: Skąd bierzesz pomysł na newsy?
Fizoloff: W większości przypadków nie
trzeba brać pomysłów, ponieważ są to rzeczy, które
najzwyczajniej w świecie się dzieją. Co za tym idzie, trzeba je
sprzedać naszym użytkownikom. Po prostu sprawdzam, co tam się
ciekawego wydarzyło i ot cała fizoloffia... hehehehe. Natomiast
jeżeli masz na myśli pojawiające się od czasu do czasu felietony,
przykładowo o damskim pokerze albo o rosyjskim rynku pokerowym, to
pomysły biorę z... głowy?
PokerStrategy: Ile newsów dziennie jesteś w stanie wyprodukować?
Fizoloff: Ilość newsów nie jest tutaj
żadnym wykładnikiem. Chyba raczej czas poświęcony na ich
wstawienie na serwis. Wiesz, czasami jest tak, że pracuje zaledwie
2-3 godziny i jest po wszystkim. Jednak niekiedy przychodzą takie
dni, kiedy są powiedzmy rozgrywane dwa turnieje symultanicznie i
wtedy trzeba to ogarnąć. Wówczas siedzę po kilkanaście
godzin i najzwyczajniej dłubię. Gdy pisaliśmy newsy z WSOPa, to
przecież nie mogłem wyjść na prostą, ponieważ działo się
znacznie więcej, niż byłem w stanie sam zrelacjonować. Wtedy
praktycznie nie odchodziłem od komputera, tylko klepałem w
klawiaturę. Jak już wpadnę w rytm, to tylko brak kawy albo
papierochów może mnie odciągnąć od kompa.
PokerStrategy:
Dziękuje Ci za wywiad mistrzu.
Fizoloff:
Dzięki serdecznie za rozmowę. Mam jeszcze jedno zdanie dla userów
PokerStrategy: porażki to nic więcej, jak etapy i środki do
osiągnięciu sukcesu! - Tego się trzymajcie,