Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Jak nie radzić sobie z domniemanym oszustwem

Barry Carter uważa, że nawet gdyby udowodniono oszustwo w aferze "J4o Gate", samo śledztwo mogło wywołać więcej złego niż dobrego.





garrett
Garrett Adelstein 

Kilka miesięcy temu napisałem artykuł o tym, jak powinno się radzić z oszustwami, nawet jeśli w krótkim okresie niszczy to reputację gry. Nadal trzymam się tego stanowiska, ale uważam, że powinno się to robić w odpowiedni sposób.

Sam starałęm się dość mocno nie wnikać w całą aferę, z wyjątkiem pisania o najistotniejszych aktualizacjach. W momencie tworzenia tego artykułu wierzę, że Robbi Jade Lew nie jest oszustką, aczkolwiek czeka nas pewnie jeszcze nie jeden zwrot akcji, który sprawi, że będę musiał zweryfikować swoje poglądy. Tak ta opera mydlana funkcjonowała do tej pory.

Gdyby okazało się, że Lew faktycznie jest winna, wydaje się, że dochodzenie i tak mogło wyrządzić pokerowi więcej szkody, niż samo oszustwo.

Próbka

Zacznijmy od tego, jak szybko społeczność pokerowa i Garrett Adelstein naskoczyli na nią z oskarżeniami. To było tylko jedno rozdanie, które nie miało sensu. Bez wątpienia akcja była niedorzeczna, ale wciąż to było tylko jedno rozdanie, w którym nie była nawet faworytem do wygranej. Od tego momentu społeczność zabrała się do ostrej analizy, zbierając najdrobniejsze dowody i powołując się na nie. Tak dużo mówi się o tym, jak istotna jest duża próbka w pokerze, a tutaj znamienici członkowie społeczności dokonują górnolotnych założeń na podstawie jednego rozdania.

Wydaje mi się, że świat pokera bardzo dobrze czuł się z tym, jak przebiegało śledztwo w sprawie Mike'a Postle'a. To był autentyczny przypadek oszustwa na streamie live, na przestrzeni setek rozdań. Fajnie było uczestniczyć w tej nagonce, grupa różnych pod każdym względem graczy czuła się dzięki temu częścią czegoś ważnego. Pokerowej społeczności zdecydowanie brakuje czasów Postle'a i wielu bardzo chciałoby, by one wróciły.

Ta branża opiera się na graczach rekreacyjnych, a cała ta historia jest jednym z najgorszych przypadków wykluczenia z gry słabego zawodnika, bo ten źle rozegrał swoją rękę. Bardzo złe dla pokera jest, gdy poważny gracz nazywa nowicjusza na czacie "fishem", a w tym przypadku dzieje się to publicznie.

Grabienie błota

No i jest jeszcze całe to błoto, które zostało zagrabione od początku tej afery. Każdy, kto brał udział w tym feralnym rozdaniu, na stole lub za kulisami, był inwigilowany i ujawniano elementy jego prywatnego życia. Kiedy piszę ten artykuł, Matt Berkey obrzuca się błotem z szefem Hustlera, Nickiem Vertuccim. Wygląda na to, że w grach na wysokie stawki, szczególnie w Los Angeles, regularnie udział bierze kilku podejrzanych typów. Nie jest to jakaś wielka niespodzianka, ale nawet jeśli okaże się, że nie byli oni bezpośrednio zamieszani w żadne oszustwo, potwierdza się wiele obaw pokerowego świata, dotyczących high stakes'owych gier.

Ta historia rozlała się po mediach głównego nurtu, podzieliła społeczność, Garrett zachowuje się tak, jakby miał już nigdy więcej nie grać w karty, pokerzyści wyglądają na nieumiejących przegrywać, a nad streamami live unosi się wątpliwość związana z potencjalnymi oszustwami. Poza wdrożeniem środków bezpieczeństwa na streamach, J4o-Gate wyrządziła grze naprawdę wiele złego. 

Jeśli niezaprzeczalnie potwierdzi się, że Robbi Jade Lew oszukiwała, do czego według mnie nie dojdzie, to będę cieszył się z jej zdemaskowania. Jeśli okaże się, że ktokolwiek z ekipy Hustler brał w tym udział, lub robił coś innego, co jest szkodliwe dla pokera, również będę się cieszył. Takie rzeczy muszą wychodzić na jaw, niezależnie od konsekwencji.

Jest jednak lepszy sposób na dochodzenie do prawdy i sugerowałbym nie wykorzystywać jednego pokerowego rozdania, jako pretekstu do prowadzenia wielotygodniowych dochodzeń, wysyłając przy tym wiadomość do graczy rekreacyjnych, że ich błędy mogą być dogłębnie analizowane.

Przynajmniej memy były znakomite.

Jakie wnioski możemy wyciągnąć ze "śledztwa" przeprowadzonego w tej historii?