Czy w MTT jest więcej miejsca na kreatywność niż w cashach?
Czy turnieje wymagają więcej kreatywności od gier cashowych, ponieważ pojawia się w nich tak wiele unikalnych spotów?

W tym tygodniu odbyłem świetną sesję szkoleniową z LemOn36 (nagranie z niej będzie dostępne już niedługo), która skupiała się głównie na różnicach między MTT i grami cash.
W pewnym momencie mój rozmówca powiedział coś, czego początkowo nie zrozumiałem, ale szybko się zgodziłem, gdy dokładniej mi to wyjaśnił. Zasugerował mianowicie, że w MTT jest więcej miejsca dla czystego talentu.
Miał przez to na myśli to, że gry cashowe są znacznie bardziej schematyczne i 99,99% pojawiających się w nich spotów zdarzyło się już wcześniej. W związku z tym grinderzy gier cashowych zdobywają swoje EV poprzez nieustanne odtwarzanie tych samych spotów, dzięki czemu dokładnie wiedzą, co robić w każdej sytuacji.
Według niego, w turniejach każdy spot jest wyjątkowy. Każdy stack przy stole jest inny, co wpływa na optymalną strategię. Do tego dochodzą czynniki takie jak ICM, nie wspominając o kwestiach logistycznych, takich jak zwiększanie poziomów, koniec pierwszego dnia, rozdzielanie stołów itp.
W turniejach spoty, które nigdy wcześniej nie wystąpiły, są motywem przewodnim. Tym samym bardziej utalentowani gracze mają tu pole do popisu, bo są w stanie lepiej się dostosowywać. Za przykład podał Bencb, który gra tylko dwa dni w tygodniu, a jednak wciąż robi wielki profit. Cashowcy z kolei, według niego, muszą stawiać na volume. Jednym słowem grinderzy MTT mają więcej możliwości kreowania sobie przewag.
Więcej ruchomych części

Pisałem już o tym, dlaczego według mnie MTT są trudniejsze od cashówek, ale to również jest bardzo ciekawa obserwacja, której nie miałem okazji przeanalizować, a uważam, że jest słuszna.
Jedne z najciekawszych pokerowych dyskusji, jakie odbyłem, dotyczyły nietypowych scenariuszy turniejowych, które nie pojawiły się nigdy wcześniej i być może nie pojawią się już ponownie. Dobrym przykładem jest to, jak kilka lat temu prowadziłem w leaderboardzie PKO i wraz z Darą O'Kearney'em i Davidem Lappinem próbowaliśmy obliczyć, ile średnio warte jest dla mnie bounty w turnieju, biorąc pod uwagę także punkty do tabeli liderów. Odpowiedź brzmiała... dużo.
W tym roku zająłem trzecie miejsce w tej samej tabeli liderów i po wyliczeniach doszedłem do wniosku, że ostatniego dnia każde bounty było dla mnie warte cztery razy więcej niż dla innych graczy.
W zeszłym roku odbyłem podobną dyskusję ze znajomym, który również prowadził w podobnym rankingu w pokerze na żywo. Omawialiśmy optymalną strategię, gdy grał przeciwko innym graczom, którzy również brali udział w rywalizacji, w porównaniu ze strategią reszty fieldu, która tego nie robiła. Ba, może nawet nie wiedziała, że jakaś dodatkowa klasyfikacja istnieje.
Mógłbym kontynuować, ale rozumiecie już chyba, o co chodzi. LemOn36 miał rację. Kiedy jest tak wiele ruchomych części, jak w turniejach, jest więcej miejsca do uwolnienia pełni potencjału dla utalentowanego gracza, który potrafi myśleć samodzielnie.
Czy w turniejach jest więcej miejsca na kreatywność? Dajcie znać w komentarzu: