Skip to forum
Wyprawa do Budapesz...
 
Notifications
Clear all

[Closed] Wyprawa do Budapesztu-relacja

25 Posts
12 Users
0 Reactions
3,213 Views
damianpat
Joined: 20.12.2007

Damianpat i Kopolonand

Damian:

o 12 bylem w Czestochowie, spakowałem swój czarodziejski samorozkładający namiot i byłem gotów do drogi

o 14 pierwszy kryzys, 7 stopni i duży wiatr, jestem skrajnie wychłodzony, więc siedzimy w sklepie, przeciagam jak moge, "moze jeszcze jedna bulke"

o 16 zaczyna padać, 17 znajdujemy nocleg, leje jak z cebra rozkładamy namioty miły gospodarz zaprasza nas do altanki, jest super, choc tylko lekko wieje przez wybita szybe, spie w czapce spiworze polarze dlugich spodniach prawie cieplo

DAY 2

ciagle pada i jest zimno, nieprzyjemnie o 8 rano gospodarz idzie do pracy a my na przystanek autobusowy, ale niezbyt cieplo

dojezdzamy w deszcu 5 km do miasteczka, idziemy do biedronki, jemy sniadanie gramy w szachy i siedzimy tam dosyc dlugi czas,

w koncu wyruszamy, wciaz nieprzyjemnie, ale znajduejemy swietny nocleg, wisniowka z gospodarzem, dlugie historie, i spanie w stodole

snieg z deszczem w nocy kolo 0

DAY 3 nie zgadniecie, wciaz pada ;) Kraków i troche za nim, najgorszy nocleg, pod namiotem, ciagnie od ziemi

DAY 4 jesteśmy zdziwieni, przestało padać, brakuje czegoś, ale na szczescie jest wiatr i chmury, wiec prawie ok ;)

Jemy pierogi w suchej beskidzkiej w barze, który jest jednoczesnie kawiarenka do granicy ze Slowacja jakies 50 km do budapesztu jakies 300 km
przejechane jakies 200 ,zaczynaja sie gory, ciezkie podjazdy

Krzysiek:

Oczywiscie Damian nie napisal kto wygral w szachy, wiec napisze :) tak tak nie myliscie sie kopoland wygrywa 2:1 :D

A tak poza tym humory dopisuja, powoli sie ociepla i z dnia na dzien ma byc coraz lepiej. Wlasnie siedzimy w suchej (chyba mokrej ??? ) beskidzkiej i niestety za jakies 5min znowu bedzie trzeba wyjsc na dworek gdzie temperatura okolo 7 stopni ( odczuwalna duzo mniejsza ) ale juz na szczescie niedlugo Slowacja a tam cieple baseny !!! ahhh az chce sie zyc :)

pozdro


24 replies
Panadol
Joined: 20.04.2007

Damian już wrócił
POWITAĆ GO, bo się obrazi na userów PokerStrategy ;)
Admini gdzie jesteście? :)


LoveinKate
Joined: 05.12.2007

Witam
Niezłą wyprawę sobie urządziłeś. Szczególnie o tej porze roku...miesiąc za późno jak na namiot ;-) Przynajmniej ciekawa przygoda...będzie co opowiadać wnukom.
Grałeś w szachy czy to tylko taka spontaniczna gra ?
Sporo szachistów gra w pokera. Pytam bo sam grałem za młodu, a teraz trochę mniej niż kiedyś.

pozdrawiam


damianpat
Joined: 20.12.2007

jak będe mial chwile to opowiem
na razie powiem tylko tyle 720 km w 8 dni

temperatury w dzien okolo 3 stopni

na szczescie w nocy nie padal snieg

predkosc maksymalna 65km/h


lekarz20
Joined: 17.06.2008

predkosc maksymalna 65km/h

to pociagiem jechaliscie:P?


damianpat
Joined: 20.12.2007

rowerem ;)


xbudekx
Joined: 24.06.2008

damianpat napisał
rowerem ;)

Ale ciągle z górki :)

Fajna wyprawa. Ale ja chyba bym się nie podjął takiego questa. Nie mniej czekam na relacje.

Pozdrawiam.


JacekPL
Joined: 02.06.2008

Ja też gratuluję zapału. Liczyłem na ciąg dalszy relacji, bo się tak jakoś szybko skończyła. Gdzie relacja ze Słowacji, z Budapesztu? Dojechaliście tam, czy z powodu zimna zawróciliście? Będą jakieś zdjęcia?


Czekamy na więcej szczegółów.


No właśnie, tak jak Jacek liczyłem na jakąś większą relację, a tu po jednym poście wszystko ucichło :P. Ale teraz pewnie damianpat szykuje coś obszerniejszego i się dowiemy więcej. No i zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia!

Przy okazji, gratuluję odwagi i zapału. Szkoda tylko, że z pogodą nie trafiliście :(


kopoland
Joined: 29.07.2007

xbudekx napisał

damianpat napisał
rowerem ;)

Ale ciągle z górki :)

Pozdrawiam.

Tak tylko najpierw trzeba było pod nią wjechać :) No i niestety mała kraksa przydarzyła się przy takiej prędkości ale na szczęście wyszliśmy z tego cało :)




kopoland
Joined: 29.07.2007
sedum77
Joined: 19.09.2007

Ładnei ładnie, co to ten rower ma 3 kółka ?


sedum77 -> Wydało się, cała wyprawa to ściema, a zdjęcia są "photoshoped" :D.

1. Co to za most na pierwszy zdjęciu?
2. Drugie zdjęcie - jeździliście slalomem, żeby km więcej nabić? :D
3. Trzecie zdjęcie - zdradzilibyście który jest który :P
4. Fajnie wyszły te foty nocne =)


damianpat
Joined: 20.12.2007

bo jest z przyczepką ;)

nie jeździlismy slalomem


damianpat
Joined: 20.12.2007

Po powrocie nie mogę się zebrać, jestem cieniem samego siebie, brakuje mi motywacji i energii, mam napisać arta do gazety i nie chce mi się, obiecałem Wam relację i może to pomoże mi stworzyć później jakiś fajny artykuł

Motywacja:

Rok temu zrobiłem 420 km w 3 dni, z Łodzi do Sopotu, było ciekawie, widoki, ludzie krajobrazy, wyścigi balonów, refleksja nad tym, że Polska to taki płaski kraj, że armie mogą bez problemów łazić tam i nazad

W tym roku strasznie się zmieniłem, praca, studia, dziewczyna, wszystko bezpieczne uporządkowane, dużo kasy, dużo miłości, mało przygód, czułem, że gniazdko w mojej głowie się powiększa, a mój tyłek przykleja się do krzesła i rośnie

Przygotowania

Niezbyt rozsądne, do końca nie mogę znaleźć partnera, maggman, który był chętny rezygnuje, zwodził mnie przez jakiś czas, ale wierzyłem w niego, że jest typem człowieka, który jeśli podejmie decyzję, to będzie realizował z żelazną konsekwencją niestety, brak decyzji...

Desperacja, zakładam na forum pokerowym topic o wyprawie rowerowej, odzywa się Kopoland. Strzał w dzięsiątke jak się później okazuje...
Nie chcę żadnych for rowerowych, bo boję się podróży z prosem, którego sprzęt będzie wart za dużo

Sprzęt
Niewiarygodnie drogi, ale warto, przygotowania pochłonęły jakiś 1000zł, Przyczepka 500zł, spodenki kolarskie, rekawiczki, kask 200 zł, remont generalny roweru 200 zł do tego koszulka termoaktywna od Asi, która prawie uratowała mi życie Czułem się jak dziecko w sklepie, które przebiera się w kolarza, rok temu, nie miałem nic, ale dałem radę

Sponsor
Jest drogo, więc myślę sobie znajdę sponsora, robię konspekt wyprawy, i rozsyłam do gazet, radia, telewizji, bo żeby ktoś wyłożył kasę potrzeba patrona medialnego, nikt się nie odzywa oczywiście. Crosso chce mi dać 30% rabatu na swoje sakwy, czyli jakieś 150zł, jeśli będzie wychwalał ich w rowertorur, producent przyczepki daje 25% z prośbą tylko o opinie i parę zdjęć, tak więc przyczepka. Rowertour piszę że jeśli relacja będzie dobra to 300zl -400zl dla mnie, więc wkrótce siadam do tego

Termin
Najgorszy z możliwych 15 września, dzień po urodzinach, temperatura 5 stopni, wiatr, deszcz zachmurzenie całkowite, ale nie mogę się już wycofać, kłótnia z rodzicami, rano jeszcze idę załatwić wpis do indeksu, niezastąpiona Kasia go zawozi i jestem wolny

Trasa
Północ jest krótka, Wschód dziki, nie jest w UE, zachód drogi, zostaje więc tylko południe, w planach Budapeszt, a potem się zobaczy, może też Wiedeń, żeby było bardziej głośno wybieramy greenway Szlak bursztynowy Kraków Budapeszt, jak się okazuje nie do końca istniejący

Szlak bursztynowy

Pierwsze schody w Krakowie, nikt nie wie, gdzie się zaczyna, gdy na niego trafiamy to przez godzinę jeździmy w kółko bo krzyżuje się 5 szlaków i nie wiadomo, który, który, Patrzymy na jego mapkę, i myslimy złapiemy go w następnym miasteczku, idziemy do informacji i nic nie wiedzą.

Decyzja: Walić szlak, jedziemy swoją drogą do granicy W Jablonko, czy coś takiego obok Chyżnego ;) Szlak jest spektakularny, naglę pojawia się, jesteśmy na nim, po czym równie nagle znika, prowadzi do centrum miasta i urywa się, szukanie go to prawdziwa przygoda, ale jest zimno i pada, a my jesteśmy zmęczeni

Na Słowacji nie istnieje. Na Węgrzech, już od granicy, jest najpiękniejszą trasą rowerową, jaką kiedykolwiek widziałem, wijący się Dunaj, wzgórza, parkim, ogrody i tak prawie do samego Budapesztu

W drodze

To miał być zwykły prymitywny wysiłek, taka rąbanka dla mięsni, co potrafię robić. Pogoda pokrzyżowała plany, pierwszego dnia robimy tylko jakieś 60km po wyjaździe z Częstochowy, bo zaczyna padać, jestem skrajnie wychłodzony, nie potrafię się zaadoptować.

Śpimy u kogoś w altance, za darmo oczywiście, żeby zejść z kosztów, postanowiliśmy pytać sie ludzi, czy nas przenocują, dadzą stodołe pozwolą rozbić namiot etc wprawę ma w tym Krzysiek,

Jest zimno ale dajemy radę, rano gospodarz jest zniecierpliwony, musi isć do pracy, a my idziemy na przystanek autobusowy, bo leję jak z cebra, godzina, dwie, strasznie się wychładzamy, desperacka decyzja- w drogę, dojeżdamy do najbliższego miasteczka

Biedronka naszym domem, bierzemy wrzątek robimy herbatę, jemy śniadanie, mała atrakcja turystyczna, próbujemy coś przejechać i robimy zaledwie 30 km

Wieczorem wódka z gospodarzem, zaprasza nas do siebie na kolacje i śniadanie, śpimy sobie w stodole ;)

Rano wyruszamy wciąż trochę siąpi i pada, zaczynają się góry, wyjeżdzamy z Olkusza, robimy 70 km prawie przyzwoity wynik, śpimy pod namiotem i to okazuje się być błędem, jest strasznie zimno, nie śpię budzę się w nocy, zmęczenie i moja umiarkowana klaustrofobia, robi swoje, zaczyna się psychoza

Wcześniej dostajemy krzesełka ogrodowe i udajemy, że jest fajnie i ciepło

W nocy krzyczę. Budzę się i nie mogę znaleźć wyjścia namiotu, znajduje i się uspokajam, boję się tego, że zabraknie mi powietrza, etc, nie mogę się uspokajać. W końcu wyjmuje nóż "w razie czego przetnę namiot" i spokojny prawie zasypiam z nożem w ręku ;)

Wyjeżdzamy szybko, jest zimno, robimy prawie 90 km i dojeżdamy pod granicę, mijamy Zawoje i to błąd, robi się ciemno, zimno, a my w niezliczonych serpentynach wspinamy się pod górę, jesteśmy wycieńczeni, podjazd ma parę km, gorzej jest na zjeździe, temperatura powietrza 2stopnie, odczuwalna przy prędkości 50km/h minusowa, gdy dojeżdamy na dół, jesteśmy skrajnie wychłodzeni, bierzemy więc sobie tani pokoik, 20 zł

Fajnie jest pobyć w cieple, przekraczamy granicę, i okazuje się, że szlak nie istnieje, spotykamy turystów, którzy podróżują w odwrotna stroną Holendrzy Wiedeń, Budapeszt Kraków i robimy 100 km, Słowacja jest piękna, bardzo piękna, dajemy się zmoczyć, jak para frajerów, świetnie unikamy dużego deszczu w małym jeździmy, mamy patenty:

Patenty
: na buty foliowe reklamówki, na ręce, wełniane, a na nie takie żółte do zmywania

ponownie pensjonacik 200 koron, nie mamy nic do jedzenia, zjeżdżamy na dół do hipermarketu i wracamy

Kolejny dzień jest rekordowy, robimy 160 km kończąc na Węgrzech. Ale nie uprzedzajmy wypadków, czeka nas 60km gór, w tym jakiś Słowacki kurort, zimno, znaki, żeby tiry redukowały na 2, ograniczenie do 40, my robimy prawie 70, błąd, wyczepia się moja przyczepka. Strach. Na szczęście gotowa do dalszej jazdy.

Zaczyna się najciekawszy etap trasy, na Słowacji jeździliśmy poboczem, głównych dróg, 100 km zjazd, osiągamy ładne prędkości i tak na początku niesmiale mówimy skończmy dzień na Słowacji,

gdzies 50km od granicy, robi się ciepło, bardzo przyjemnie, widzymy po raz pierwszy słońce

granicę przekraczamy w Sahach, głownie ze wgzlędu na to, że Słowacy przed granicą są chciwi 300 koron to minimum w obskurnym zajezdzie dla tirowcow

10 km w głąb, aż zmęczeni rozbijamy się gdzieś na czyimś polu
Budząc się nie wiemy, jak wiele do Budapesztu, okazuje się, że dzień również rekordowy bo prawie 140km, Jest pięknie i ciepło, wyjechaliśmy z chmur. Węgrzy są super uczynni, ale trzeba mówić po angielsku, w centrum Budapesztu koło 18 całą noc jeździmy i zwiedzamy, o 5 rano pociąg,

Piękne i drogie miasto,

Zostawić Budapeszt

Bardzo ciężkie, Intercity, Budapeszt-Warszawa nie bierze rowerów, chcemy Budapeszt- Bratysława, ale okazuje się, że nie ma biletów

Zdesperowani jedziemy Budapeszt-Koszyce, później do Popradu i jeszcze jakaś miejscowosć

Postanawiamy rowerami przekroczyć granicę, na mapie wygląda to jak spacer, ale tak nie jest, brak snu i zmęczenie robi, swoje mamy 4h na 60km podjazdu, bo o 19 jest ostatni pociąg

gnamy co sił, mięśnie jadą na oparach, i tu pierwszy błąd tego dnia, mylą nam się drogi i robimy 12km za dużo

wciąż walczymy, jest pięknie i zimno, śnieg wysoko w Tatrach, przekraczym Łysą Polanę i chcemy jechać do Poronina, drugi błąd, wybieramy drogą do Zakopanego

Decyzja nocleg. Nie ma tego złego. Lansik na Krupówkach, świetny pub Cafe piano i spokojny sen

;)


Bardzo fajne relacja Damian!

Zazdroszcze Wam, sam bym chetnie przeżył taką przygodę, choć jestem słabym rowerzystą ;)

Ja z kolei za jakies 2 lata planuje wyprawe koleja transsyberyjską :D Fajnie by było jakby sie udało :)

Szacunek chłopaki, twardzi jesteście :)

Pozdrawiam


Panadol
Joined: 20.04.2007
damianpat
Joined: 20.12.2007

kopalek, ja też nie jestem twardzielem, za rok kopoland coś mówił o wyprawie ukraina, mołdawia rumunia, może to Cię zaciekawi

kolej transsyberyjska jest fajna ;) ale droga...


kopoland
Joined: 29.07.2007

Za rok to tak planuje na weekend majowy Litwa, Łotwa, Estonia a w wakacje Ukraina Moldawia Rumunia Bulgaria :))

A co do koleji transyberyjskiej to koszt kolo 1000zl jednak jest spory problem z dostaniem biletow. Jednak jezeli komus bardzo zalezy to mam znajomych w Moskwie to moga zarezerwowac bilet :)

pozdro