Historia 4
Był pochmurny poniedziałkowy poranek, nie padało, ale zanosiło się na to. Niebo trochę ciemniejsze, a godzina wczesna, dochodziła trzynasta. Ja, dwudziestokilkuletni i przystojny student Akademii Wychowania Fizycznego… kierunek zarządzanie, właśnie wybierałem się na swoją uczelnie. Lekko niewyspany, gdyż niedzielny wieczór został poświęcony na grę w pokera do późnych godziny oraz na oglądaniu fascynujące widowiska, jakim była Wojna Domowa, inicjatywy PokerStrategy.com w której sam brałem udział.
Byłem już w banie (tł. Tramwaj), gdy zadzwonił telefon. Niepośpiesznie odebrałem:
- Co tam? – Rzekłem elokwentnie do dzwoniącego znajomego.
- Nie masz ochoty na turniej pokerowy dzisiaj – zapytał.
Głupie pytanie, pomyślałem. Przecież wie jak mnie to ciągnie, idiota skończony.
- No, dlaczego by nie – udałem nie zainteresowanego i lekko znudzonego – Gdzie? I o której?
- O 15:30 wyjeżdżamy, zapatrz się w korony. Jedziemy do Ostrawy
Przez krótką chwile w moim mózgu był bałagan, jak w damskiej torebce. Bodźce do mnie nie docierały, jednym słowem, warzywo. Nie wiedząc, co powiedzieć, rzuciłem. –He?
- No jedziemy do Czech na turniej, jak nie pójdzie to idziemy na cash. Browary są za darmo, późnym wieczorem wchodzi ciepła płyta.
Brzmiało zachęcająco. Piwo, jedzenie i poker. Czy można wyobrazić sobie coś piękniejszego?
- No dobra jadę. Ile muszę mieć hajsu – zapytałem orientacyjnie. Wiedziałem, że więcej niż 50zł nie mam zamiaru przeznaczyć na ten spontaniczny wypad. Po chwili głuchej ciszy kumpel odezwał się.
- Ile chcesz. To jest freeroll, jednak rebuy wynosi sto koron, add-on również. A co do cash’a to zależy ile chcesz wydać. Będą dwa stoły… - mówił jak nawiedzony, prawie bez przerw. Przy słabej akustyce, w końcu byłem w tramwaju, musiałem nieźle się skupić, aby to zapamiętać – … 5/10 oraz 10/20. Ja biorę trochę więcej, bo idę na ten drugi.
Pomyślałem spoko sprawa, jak na pierwszy raz można spróbować.
- Dobra, coś wezmę – rzekłem – To do zobaczenia – po tych słowach się rozłączyłem. Pozostało mi wysiąść na najbliższym przystanku i jak najszybciej wrócić do domu.
Po zakupie koron, tylko dwieście (trzydzieści dwa złote), wróciłem do domu. Zjadłem szybki obiad, spakowałem się i ruszyłem w wyprawę z planem wygrania tego freeroll’a inwestując jak najmniejszy kapitał, jeden rebuy i jeden add-on maksymalnie. Cash’a postanowiłem odpuścić, nie wiedziałem jak bardzo się myliłem. W drogę zabrało się jeszcze dwoje znajomych. Jeden w moim wieku, drugi w wieku mojego ojca. Tak, więc towarzystwo doborowe. Po dwóch godzinach drogi, w moim wypadku dwóch godzinach snu, dotarliśmy do Ostrawy. Szybko udaliśmy się do kasyna, gdzie postanowiliśmy skonsumować posiłek i wypić piwo.
Nie wiem czy zauważyliście, ale piwo w Czechach leją strasznie długo. Nie tak jak u nas. A to dlatego, że oni nie leją go po ściankach kufla. Dodatkowo, piana jest tak gęsta, że można w nią wsadzić wykałaczkę. Spróbujcie to zrobić z Tyskim bądź innym lanym, polskim piwem.
Po posiłku zapisaliśmy się do turnieju, na starcie pojawiło się aż 72 gracz, z czego 68 to byli Czesi. Struktura turnieju wyglądała na turbo. Stack początkowy 2000, pierwszy poziom blindów 25/50, następny po 15 minutach 50/100, następny 100/200 i tak dalej. Przerwa co trzy poziomy blindów. Ja wylosowałem stolik numer 3, los jednak chciał, że dwójka znajomych musiała grać na jednym, ach te szczęście. Początkowe rozdania nie przyniosły akcji w moim wykonaniu, jednak zauważyłem, że stolik jest dość słaby. Jeden gracz się wyróżniał, przez co szybko się podwoił, a potem potroił. Ale mając AA i AK na ręce to nie taka trudna sprawa. Pierwszą grywaną rękę dostałem na drugim poziomie blindów. Były to dziesiątki, short na UTG wysypał się mając 7blindów. Ja mając ok. 17 postanowiłem izolować moim pushem. Niestety miałem chip Lidera po lewej, który po długim namyśle sprawdził nas obu. Moje TT musiało rywalizować z 99 shorta i AQo chip lidera. Krupier rozłożył trzy karty i już wiedziałem, że mam nikłe szanse na wygraną: AQ3 turn 6 i river 8.
Szybko, wraz z shortem, wzięliśmy rebuy’a i znów miałem 2000 w stacku. Niestety zero rąk startowych, gdy już dostałem AJs to miałem 10 dużych ciemnych, bo blindy wzrosły. Nasz short, znów spadł po jakimś pechowym rozdaniu i miał tylko 6 blindów. I w tym rozdaniu znów powiedział to magiczne słowo:
- All In – ja po chwili zastanowienia i strasznych wcześniejszych rękach postanowiłem mu odpowiedzieć.
- Me All In too – nikt inny nie sprawdził i moim oczom ukazała się jego ręka, KJo. Uśmiechnąłem się w duchu, a on zaklął po czesku. Pojawił się flop, nie pamiętam już jaki, ale nie było ani Jacków, ani Asów, ani Króli, na razie. Turn spadł straszny: Król. W tym momencie ja zakląłem, natomiast river już mnie pogrążył w czarnej rozpaczy gdyż pojawił się trzeci Król i zostały mi cztery blindy.
Z pierwszym turniejem live odpadłem chwilę później pushując T9s.
Lekko załamany i niepocieszony odpadnięciem, poszedłem oglądać zmagania znajomych. Jeden odpadł jeszcze przede mną, ten który do mnie dzwonił, jak sam powiedział:
- Grałem zbyt loose, ale to dlatego że chciałem iść na cash – taa, oczywiście. Jesteś po prostu słaby, pomyślałem Kolejny odpadł po przerwie, oddając żetony naszemu najstarszemu znajomemu. Tak, więc w turnieju pozostał „tatuś”, bo tak go nazywaliśmy, a my udaliśmy się po piwo. Ja postanowiłem oglądać walkę ostatniego turniejowca, a pozostała dwójka poszła na stoliki pieniężne. Po ponad trzydziestu minutach i ostatni znajomy odpadł. Push QTs nadział się na AK i niestety przeciwnik trafił tripsa Króli, w tym dniu one rządziły na stołach. W międzyczasie kończyłem trzeci piwo i o dziwo nic mi nie było. W czeskich piwa, cena jest adekwatna do ilości procentów, a więc im niższa cena tym mniej procentów. Dziś piwa były za darmo.
Na zegarku dochodziła już 20:30 a ja nie miałem grosza w portfelu, dodatkowo dwóch znajomy, „tatuś” i kolega, który mnie wyciągnął do tego kasyna, grali żwawo cash. Trzeci kolega, po dwudziestu minutach gry na stawkach 10/20 stracił tysiąc koron i zrezygnował z dalszej walki i przystąpił do nowej, piwnej. Tu szło mu zdecydowanie lepiej, bo przeciwnicy odpadali jeden za drugim. W tym momencie miał już czterech rywali za sobą. Ja lekko znudzony i podchmielony postanowiłem wykonać ruch, nie był on może najszlachetniejszy, ale zawsze coś. Pożyczyłem dwieście koron od „tatuśka” i zasiadłem do stolika 5/10 mając aż 20 ciemnych, było to istne minimum. Celem była gra dla zabicia czasu, jednak po chwili narodził się inny cel, wyższy.
Po swojej lewej zasiadł bardzo wygadany Czech z dużą ilością pieniędzy, pięć razy więcej ode mnie. Widać było że chce grać swoimi pieniędzmi i wygrywać szybko kolejne. Dodatkowo nie lubił Polaków, gdyż za każdym razem, gdy wchodziłem do gry, on jak najszybciej próbował mnie z niej wyrzucić. Przez większość czasu udawało mu się to, do momentu…
W ręku pojawiła się moja ulubiona ręka: 77. Po dwóch limpach na wcześniejszych pozycjach, ja z CO również postanowiłem zlimpować. Widząc moje zagranie, Czech podbił do 25 i dostał trzy sprawdzenia ode mnie również. Krupier odsłonił flop: A T i 7 rainbow. Limperzy przeczekali, ja również gdyż wiedziałem, że Czech odwali jakąś szopkę, nie bywałe było moje zdziwienie, gdy ten również przeczekał. Pojawił się turn: 4 dla mnie blank. Limperzy znów przeczekali, ja już nie mogłem, musiałem budować pule. Podbiłem za ½ puli a Czech momentalnie podbił o dwukrotności puli. Limperzy jak szybko sprawdzali, tak szybko zrzucili karty. Ja po krótkim namyśle, postanowiłem wrzucić całą swoją gotówkę na stół, łącznie prawie dwieście koron. Przeciwnik zrobił snap call i z ogromnym uśmiechem pokazał mi AT. Ja z jeszcze większym pokazałem mu mojego seta „kos”, nie spodobało mu się to jednak trzymał fason, nie długo. Na river spadła kolejna 7 i Czech musiał obejść się smakiem polskiej kapusty. Miałem już czterysta koron i zacząłem agresywniejszą grę, steale, luźniejsze podbicia i tak po kilku rozdaniach miałem pięćset koron. Następne rozdanie dla tej batalii Polsko-Czeskiej było kluczowe i odmieniło cały wieczór. Na pozycji BU dostałem A4s w pikach. Gdy kolej przyszła na mnie, już było trzech graczy w puli, Ja, Czech i duży blind również dorzuciły odpowiednie ilości żetonów. Krupier ponownie pokazał trzy karty, tym razem: Th 8c i 7c. I już w mojej głowie załączyły się trybiki i wyższy poziom pracy umysłowej, w końcu miałem nutsowy flushdraw. Blindy przeczekały. Gracz z UTG podbił o połowę puli, kolejni dwaj spasowali a ja postanowiłem wykonać reraise o trzykrotność wartości podbicia. Agresywny Czech sprawdził, duży blind odpadł a agresor sprawdził. Pojawiła się karta Qc i już miałem nutsa. Wszyscy postanowili poczekać i na river spadła idealna karta: 9 i tu zaczęła się burza. Gracz z UTG podbił za połowę puli, ja przebiłem go stawiając na All in’ie a Czech wszedł za wszystko. UTG po krótkim namyśle sprawdził a mnie nie zostało wiele do zrobienia, również wszedłem za wszystko. Czech z uśmiechem pokazał KJs w pikach. UTG pokazał AJ jednak jego strit był mało warty. I na koniec ja i mój nuts flush. Gdy Czech sięgał po pule ja odsłoniłem karty i zabrałem łącznie tysiąc dwieście pięćdziesiąt koron i z szerokim uśmiechem oraz grymasami za swoimi plecami, odszedłem od stołu. To była moja pierwsza wysoka wygrana tego dnia. Następna nastąpiła kilka godzin później.
Zadowolony z sukcesu, oddałem dwieście koron koledze i po wypiciu kolejnych dwóch piw w nie lada humorze postanowiłem zagrać na stoliku 10/20 wpłacając pozostałość mojej wygranej, czyli tysiąc pięćdziesiąt koron. Pierwsze rozdania nie przynosiły sukcesów, wahania środków wynosiły dwieście koron na plus bądź na minus, do momentu. Po około dwóch godzinach gry zdecydowałem się na pierwszy staddle. Aż czterech graczy mnie sprawdziło i gdy przyszła moja kolej zobaczyłem AJo i postanowiłem mocno podbić, zagrałem za dwieście, pozostawiając sobie przeszło dziewięćset koron. Dostałem dwa sprawdzenie, gdyż nie uwierzono mi w moją siłę. Krupierka, tak kobieta, do tego bardzo ładna, odsłoniła trzy kart: J 5 4 rainbow. Postanowiłem przeczekać, kolejny gracz również jednak następny zabetował za ¼ puli, dołożyłem i zrobił się pojedynek jeden na jeden. Na turn spadł A i już wiedziałem, że tego rozdanie nie przegram, znów postanowiłem przeczekać, przeciwnik również. Na river spadła jakaś karta, dobrze już nie pamiętam i postanowiłem zagrać za połowę swojego stack’a czyli czterysta koron, rywal szybko postawił mnie na All in’ie, a ja bez namysłu sprawdziłem. Czech, bo jak wcześniej pisałem Polaków było tylko czterech, pokazał dwie pary Asy na 5 jednak było to za słabe na moje AJ i miałem już przeszło dwa i półtysiąca koron. Powinienem już wtedy zakończyć grę, jednak nie zrobiłem tego i to był mój błąd.
Po kolejnych kilku godzinach zgromadziłem około trzech tysięcy koron, gdy mój znajomy postanowił zagrać za wszystko przed flopem mając tysiąc trzysta koron, to nie było nic nowego w jego zagraniu, robił już tak wcześniej pokazując 66 oraz JTs. Nie miałem zamiaru go sprawdzać jednak znalazłem American Airliness. Tak pierwsze Asy tego dnia. Zrobiłem instant call i usłyszałem.
- Kumpla chcesz okraść? – Zapytał dość ironicznie. Wiedział, że wyznaje zasadę: „Przy stole nie ma kolegów” I tak po chwili pokazał co ma. Była to moja ulubiona ręka: 77 Na ten widok lekko się uśmiechnąłem i pokazałem AA. Na stole zapanował gwar i poruszenie, bo w puli już było przeszło dwa i pół tysiąca koron. Krupierka ukazała karty i mój uśmiech znikł: 7 4 2 Set z pierwszej karty, to nie mogło się zdarzyć!
- Kurwa! – Zakląłem głośno a kumpel już skakał z radości. Następne karty nie przyniosły zmian, Król i 8. Tak więc straciłem tysiąc trzysta koron z Asami i po tym rozdaniu postanowiłem zrezygnować z dalszej gry i przyłączyć się do potyczki piwnej. W tym momencie kolega, strasznie szarpał się z ósmym rywalem, z odległości wyglądało, że przegrywa tą walkę. Ja po kilku następnych piwa, więcej nie pamiętam i ocknąłem się w drodze do domu. Mając w portfelu tysiąc czterysta koron, nie mam bladego pojęcia gdzie podziało się trzysta, wracałem zadowolony i pijany do swojego szarego życia.
Wycieczka do Ostrawy z pewnością zostanie powtórzona, jednak czas będzie trudny do określenia. Na sto procent nie będę tyle pił. Mam nadzieje, że historia się podobała. Po części oparta została ona na faktach.