POWITANIE
BOOM. Wreszcie zdecydowałem się na założenie bloga. Mam nadzieję, że wiele osób znajdzie tu motywację, jaką ja znajdywałem czytając blogi innych graczy. Marzy mi się także, aby blog miał wartość edukacyjną. Treść powinna być przekazana przyjaźnie, gdyż z wypracowań z polskiego, o ile mi się je chciało pisać, miałem zawsze bardzo dobre oceny. Proszę nie spamować i nie rozwijać jakichś dziwnych tematów. Mam znajomych moderatorów, więc strzeżcie się spamerzy.
Zacznę oryginalnie od przedstawienia się. W sumie jest to koniecznością, bo nowi użytkownicy mogą mnie w ogóle nie kojarzyć, gdyż od jakiegoś czasu prawie w ogóle się nie udzielam. Bardziej spostrzegawcze osoby mogły jednak zauważyć, że liczba postów przy moim nicku świadczy o całkiem wzmożonej aktywności w przeszłości. No tak, swego czasu zalewałem nasze kochane forum masą nasyconych merytorycznością (nie wiem, czy to ma sens, ale fajnie brzmi) postów. Swego czasu byłem nawet judgem NL FR i w sumie nic dziwnego, skoro nl100 FR BSS grałem, gdy Isildur jeszcze grindował szwedzkie piaskownice. No może trochę przesadziłem. Zacznijmy jednak od początku.
POCZĄTKI, A WŁAŚCIWIE PRE-POCZĄTKI
Zawsze lubiłem gry komputerowe, a najwięcej czasu ‘zużyłem’ grając w Warcraft 3:Reign of Chaos. Grałem w niego nawet po wyjściu TFT. Spędzając przed kompem długie godziny marzyłem, aby był z tego jakiś pożytek, lub bym znalazł jakieś super zajęcie dające zarobek. Słyszałem coś o pokerze, gdyż niektórzy gracze coś tam pogrywali, lecz nie miałem nawet 18 lat, więc karty odpadały i tak sobie grałem w tego Warcrafta bez perspektyw. Notabene nie sądziłem, że taka gra przyniesie jakieś korzyści w przyszłości. Myślę, że dzięki setkom godzin spędzonych przy sterowaniu fiendami czy też innymi gruntami oraz myśleniu non-stop nad strategią i kolejnymi ruchami przeciwnika lepiej ogarniam multitabling itd.
Wystartować w pokerze pomogło mi oczywiście Pokerstrategy. Pewnego razu natrafiłem na jakimś forum poświęconym W3 na wątek dotyczący strony oferującej darmowy kapitał na grę, co brzmiało genialnie, gdyż nie chciałem ryzykować kieszonkowego. Zarejestrowałem się więc gdzieś tak po maturze, a był to maj 2007. Nie mogłem jednak przez kilka miesięcy zabrać się za zdanie quizu. Od października na świeżo rozpoczętych studiach pogrywałem trochę z kolegami na zapałki, jednak prawdziwym impulsem do wzięcia się wreszcie za pokera była rozmowa przy piwku z Terrorem, świetnym graczem W3, którego poznałem pewnego wieczora podczas odbywających się w Wawie eliminacji do WCG. Opowiedział mi on trochę o pokerze i pokazał parę filmików na YT. Szybko ściągnąłem wszystkie serie High Stakes Poker, a po obejrzeniu przeczytałem artykuły i zdałem quiz.
POCZĄTKI, TE WŁAŚCIWE
Grę zacząłem od SSS-owania na Mansion Poker, które wtedy było na Ongame. NL10 dobrze mi szło, lecz na nl25 zawsze dostawałem baty i musiałem wracać do początku i tak chyba przez 3 miesiące, póki nie wyrobiłem bonusu dającego 100$. Wtedy z zawrotnym rollem 150 USD postanowiłem przejść na BSS, co było świetnym posunięciem, gdyż szybko przeskoczyłem przez micro stakes i wbiłem na nl100FR, shotując czasem nl200, już na Evereście. Gra jednak w pewnym momencie zupełnie przestała mi wychodzić i przez pół 2009 roku przegrywałem. Grałem bardzo mało, bo ciężko mi było grindować gdy ciągle dostawałem baty. Tym sposobem przegrałem gdzieś 60% rolla.
Kolejnym impulsem nadającym inny tor moim losom był wypad z moimi ziomkami z Olsztyna na turniej do Sopotu. Wspólne rozmowy w samochodzie i już na miejscu oraz sama gra w turnieju za poważną kwotę, jaką wtedy było 320zł, sprawiły, że uzyskałem ogromną motywację do działania na rzecz zaprzestania marnej gry na full ringach poprzez naukę gry na krótkich stołach. Wypłaciłem rolla zostawiając sobie 400 euro i zacząłem wspinaczkę po limitach, ucząc się głównie z filmików Leatherassa i mbolta ze świętej pamięci Stoxpoker. NL BSS SH gram do teraz, od czasu do czasu grając turnieje. Gram online z okazjonalnymi wypadami na cashe live do Hiltona/Hyatta, gdy jeszcze było to legalne. Kasyna odwiedziłem także w Pradze i Barcelonie i to by było na tyle, trochę bieda, ale w przyszłości na pewno jeszcze sporo pogram, bo grę na żywo lubię. Oczywiście do tego dochodzą liczne cashówki w Olsztynie, gdzie pogrywaliśmy głównie nl100. W necie obecnie można mnie spotkać na nl200-400SH, jednak nicków ani platformy nie zdradzę, nie pytajcie jak coś.
POST-POCZĄTKI, CZYLI TAAAJLAAAANDIAAAAAAAAAA

Nie wiem, kiedy zapadła ta decyzja, ale pewnie siedziałem wkurzony przy książkach przed jakimś kolokwium a za oknem piździło. Postanowiłem zrobić sobie przerwę od studiów i po obronieniu pracy licencjackiej na Wydziale Zarządzania UW ruszyć w świat. Moje studia były dosyć lajtowe i miałem masę czasu na pokera, jednak postanowiłem skupić się na jednej rzeczy i zobaczyć, jak to się potoczy. Póki co toczy się w dobrym kierunku.
Początkowo chciałem ruszyć na podbój Ameryki i po 2 dniach czytania forum 2+2 najmocniejszym typem była Panama. Miałem nawet wstępną ekipę, jednak został z niej tylko TheNaturat, który ostatecznie też sfoldował. Do Azji mnie jakoś nigdy specjalnie nie ciągnęło, no i była już bardzo popularna wśród pokerzystów, jednak sprawa przeciągającej się obrony oraz poszukiwania ekipy + obowiązek organizowania wszystkiego sprawiły, że napisałem na gg do kuraka i miesiąc później byłem w Tajlandii. Chłopaki sobie pomieszkiwali już od października i wszystko było ogarnięte. Znalazły się wolne apartamenty w tym oto pałacu, w którym mieszkali (basenu niestety nie widać, ale był po lewej):

Wystarczyło tylko kupić bilet, zaszczepić się, wyrobić wizę i spakować walizki, co też uczyniłem i 14 grudnia wylądowałem na Phuket. Już parę dni później miałem okazję odwiedzić Bali w Indonezji, ponieważ chłopaki musieli odnowić wizę, no a my sami z kolegą, z którym doleciałem, nie chcieliśmy zostawać. Z Bali wyszła trochę lipa, bo myśleli że jest tam podobnie jak w Tajlandii, a okazało się, że w grudniu jest tam pora deszczowa i bardzo dużo padało. Ogólnie jednak wypad jak najbardziej na plus, zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Polecieli też z nami Panadol i Kopoland, a na potwierdzenie mych słów możecie się udać do bloga Panadola i o tym poczytać. Imprezy były całkiem fajne, szczególnie w klubie Sky Garden.

Kolejne dni upływały na grindowaniu, chillowaniu na plaży/basenie przy domu, imprezowaniu i okazjonalnych wycieczkach po wyspie, bądź do Malezji, bądź też na Phi Phi (najpiękniejsze miejsce, w którym byłem):




Dwóch graczy już wróciło do Polski, z pozostałą piątką (+1 co mieszka w pralni;)) wynajęliśmy od marca całkiem ballerską chatkę. http://phuketrenthouse.com/973/rawai-villa-house-near-beach-5-bedrooms-furnished-100000-baht
Nie będę tu teraz wszystkiego o Tajlandii opowiadał, ogólnie jest zajebiście
Jak macie jakieś pytania to walcie, jestem już tu prawie 4 miesiące to powinienem sobie poradzić z odpowiedzią. Jak nie podołam to wpadnie Kurak i pozamiata. On już tu zimuje 2 rok z rzędu, już mu się oczy skośne robią.
Pozdro fishe. Na koniec jeszcze moja fotka, w tle reszta pokerowej chatki.

Wasze zdrówko.

