Witam Was wszystkich w ten piękny poranek.
Tutaj lekkie ocieplenie, wychodząc z domu ok 8.00 było 16st, więc nie jest źle.
Ale do rzeczy, dzisiaj pierwsza odsłona mojej historii.
Abyście mnie dobrze zrozumieli muszę cofnąć się kilkanaście lat wstecz.
Pochodzę z Polski południowo - wschodniej czyli najbiedniejszego regionu, do tego z małej wioski i ze skromnej rodziny. Mój Tatuś, jak i wiele innych osób za czasów komuny, musiał wyjechać za granicę "za chlebem". I to właśnie on zaszczepił we mnie ciekawość świata jak również uświadomił mi, że znając tylko polski, raczej nie wiele uda mi się w życiu zrobić.
Już w szkole podstawowej byłam w pełni świadoma, że nie chcę by moje życie wyglądało tak jak innych mieszkańców mojej wioski, czyli nudna praca, ślub z sąsiadem bo to go cała rodzina zna i taki dobry chłopak.. zero perspektyw, liczenie czy starczy do pierwszego na podstawowe potrzeby, a jedyna rozrywka to wypicie piwa po niedzielnej mszy pod jednym z nielicznych sklepów.
Mimo szczerych chęci, miałam nie wiele mediów, jak pewne niektórzy wiedzą, nauczyciele języków obcych wysyłani byli w owych czasach do małych wiosek w ostatniej kolejności.
Jednak w wieku 14 lat rozpoczęłam naukę w jednym z ogólniaków, gdzie miejsce było tylko w klasie z zaawansowanym angielskim. Zdecydowałam się i nie mając pojęcia o tym języku, jak można było się spodziewać, ledwo zaliczyłam przedmiot. Później jednak ostro wzięłam się za robotę i było już tylko lepiej.
W czwartej klasie liceum trzeba było złożyć dokumenty na studia.
Jakież było rozczarowanie w mojej rodzinie kiedy okazało się, że nie pójdę w ślady mojego licznego kuzynostwa i będzie to psychologia a nie prawo.
Nie mogłam się doczekać wyjazdu do dużego miasta. Ponieważ byłam laureatem olimpiady, nie musiałam zdawać na studia, miałam już indeks zapewniony. Tuż po ostatnim egzaminie maturalnym, i dwa tygodnie po 18 urodzinach wyjechałam na wakacje do Hiszpanii.
Dokładnie było to 4 czerwca 1999 roku.
Oczywiście była to podróż autokarem, najpierw dwa dni jazdy, a po drodze przystanek w Cannes i Monte Carlo. Byłam zafascynowana tym co widziałam!!!
W końcu dotarliśmy do celu, miejscowość Lloret de mar 70 km od Barcelony na hiszpańskim wybrzeżu.
Myślałam, że trafiłam do raju. Najbardziej zafascynowały mnie palmy i błękit morza, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Takie widoki do tej pory widziałam tylko na filmach i na opakowaniach batonika Bounty.
Staram się opisać Wam to wszystko w taki sposób w jaki w tym czasie myślałam, czyli oczyma 18 letniej dziewczyny.
Jak się później okazało, mój raj nic nie miał wspólnego z prawdziwą Hiszpanią, jednak dla mnie było to coś wspaniałego.
Niestety mój pobyt w tym raju miał trwać zaledwie tydzień, a ja chciałam tam zostać na zawsze!!! Szczęści mi sprzyjało, zaprzyjaźniłam się, z opiekującą się moją grupą pilotką Kasią. Dzięki temu właśnie...
Ale to będzie w kolejnym odcinku, jeśli oczywiście jesteście zainteresowani?