Skip to forum
Notifications
Clear all

[Closed] Livin' la Vida Loca

63 Posts
21 Users
0 Reactions
2,376 Views

Witam wszystkich,

Za przykładem Jacka i po przeczytaniu jego bloga postawiłam również i ja założyć swój w którym chciałabym Wam opowiedzieć jak ja trafiłam do PokerStraregy. Zanim jednak to nastąpiło, przebyłam bardzo długą drogę z moich rodzinnych Bieszczad na Gibraltar.

Wszystko zaczęło się w roku 1999 w małej miejscowości Lloret de mar, niedaleko Barcelony. Kolejne przystanki w moim życiu to: Kalifornia, Castellon, Granada i w końcu Gibraltar, a właściwie miejscowość La Linea gdzie obecnie mieszkam.

W tym miejscu będę się również starała obalić wiele mitów na temat Hiszpanii i Hiszpanów.

Zapewne zastanawiacie się dlaczego taki tytuł bloga, wyjawię Wam to w dalszych odsłonach i zapewniam, że historia jest niezwykła.

Jutro pierwsza odsłona mojego bloga, mam nadzieję, że będzie się podobał.


62 replies

Zapowiada się ciekawa historia. Juz jestem ciekawy. Myslę, że nie tylko ja.


mam taką nadzieję,

na pewno jest ona niezwykła, zwłaszcza przygoda jaka przytrafiła mi się w USA.


buenaracha napisał
...
W tym miejscu będę się również starała obalić wiele mitów na temat Hiszpanii i Hiszpanów.
...

Bardzo mnie ciekawi, jakie Ty mity obalisz.
Moja żona to czystej krwi Hiszpanką, dlatego parę mitów mogłem obalić już na własnej skórze. Niestety. A przede wszystkim ten, który opowiada, że u nich rodzina trzyma się razem. Owszem, trzymają się razem, dopóki nie jesteś w biedzie i nie trzeba Ci pomóc.

Życzę powodzenia w pisaniu bloga. No i wklejaj fotki, bo skoro masz zamiar iść w ślady Jacka, to musisz umieszczać duuuużo zdjęć w blugu :)

I pamiętaj, dohpaZ zawsze czuwa :D, a jak nie wierzysz, to zapytaj Jacka ;)


kumiszcz
Joined: 18.01.2008

Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy :D Mam nadzieję, że Twój blog będzie równie ciekawy, ba nawet lepszy niż Jacka =) Pamiętaj tylko o wstawianiu fotografii, niezwykle uatrakcyjniają bloga ;)


Niestety muszę się z Tobą zgodzić w tej kwestii, chociaż tego akurat nie uważam za stereotyp. Myślę, że mało osób wie jak silne są tu więzy rodzinne, a figura Matki przypomina mi model arabski, czyli jest święta i nietykalna., nieważne co zrobi.

Telefon do mamy musi być kilka razy dziennie i nawet jeśli do omówienia pozostały już tylko tematy typu, jakie jabłka wybrać, zielone czy czerwone..

Do tego cała rodzina jest w przekonaniu, że można dzwonić o każdej porze, nawet w środku nocy. Również o każdej porze można przyjść w odwiedziny bez zapowiedzi, wraz z całym sztabem ciotek, wujków i kuzynów.

Każde, nawet najdrobniejsze wydarzenie jest natychmiast przekazywane dalej.

Jak ma się zwykłą grypę, dzwoni cała, nawet najdalsza rodzina, ale jak już trzeba się Tobą zająć, to jakoś dziwnie wszyscy są zajęci.

Generalnie Hiszpanie, chociaż nie wydawałoby się nam, są z innej kultury i ciężko jest znaleźć tutaj prawdziwych przyjaciół, czyli takich którzy nadają się nie tylko na fiestę, ale i w biedzie..


MoroP
Joined: 09.01.2007

Powodzenia w blogowaniu, miejmy nadzieję, że będziesz częściej pisać niż twój co-worker Simoo :P


Oczywiście,

nie zamierzam iść w ślady Szymona...

No co Ty.


kfas
Joined: 18.05.2007

Kolejny fajny blog. Czekam na opowiesc z Rickym Martinem ;)
Que tengas una racha buena! ;)
Saludos


Nic nie ma wspólnego z Ricky Martinem, ale opowieści będą ciekawe.


kaczuba
Joined: 20.10.2007

Z ciekawością zajrzę tu jutro. :)

Tylko proszę bez hiszpańskiego. :O


sedum77
Joined: 19.09.2007

OOO :D Dobrze, że tutaj trafiłem :)

Zapisze się, żeby mieć na maila powiadomienia :)

Pozdrawiam i życzę powodzenia :D


buenaracha napisał
Nic nie ma wspólnego z Ricky Martinem, ale opowieści będą ciekawe.

A z Iglesiasem może?;)


kaczuba
Joined: 20.10.2007

maggman napisał

buenaracha napisał
Nic nie ma wspólnego z Ricky Martinem, ale opowieści będą ciekawe.

A z Iglesiasem może?;)

I can be your hero, baby!


buenaracha napisał
Oczywiście,
nie zamierzam iść w ślady Szymona...
No co Ty.

A to czemu ?( simoo rulezz :P
W blogu simoo poruszane są przecież najważniejsze kwestie i problemy polskiej sekcji PokerStrategy ;)
Tam umieszczamy nasz wpis z numerem 1000, który to jest skrzętnie dokumentowany w formie screen shotu przez naszego pra-admina.


Witam Was wszystkich w ten piękny poranek.

Tutaj lekkie ocieplenie, wychodząc z domu ok 8.00 było 16st, więc nie jest źle.

Ale do rzeczy, dzisiaj pierwsza odsłona mojej historii.

Abyście mnie dobrze zrozumieli muszę cofnąć się kilkanaście lat wstecz.

Pochodzę z Polski południowo - wschodniej czyli najbiedniejszego regionu, do tego z małej wioski i ze skromnej rodziny. Mój Tatuś, jak i wiele innych osób za czasów komuny, musiał wyjechać za granicę "za chlebem". I to właśnie on zaszczepił we mnie ciekawość świata jak również uświadomił mi, że znając tylko polski, raczej nie wiele uda mi się w życiu zrobić.

Już w szkole podstawowej byłam w pełni świadoma, że nie chcę by moje życie wyglądało tak jak innych mieszkańców mojej wioski, czyli nudna praca, ślub z sąsiadem bo to go cała rodzina zna i taki dobry chłopak.. zero perspektyw, liczenie czy starczy do pierwszego na podstawowe potrzeby, a jedyna rozrywka to wypicie piwa po niedzielnej mszy pod jednym z nielicznych sklepów.

Mimo szczerych chęci, miałam nie wiele mediów, jak pewne niektórzy wiedzą, nauczyciele języków obcych wysyłani byli w owych czasach do małych wiosek w ostatniej kolejności.

Jednak w wieku 14 lat rozpoczęłam naukę w jednym z ogólniaków, gdzie miejsce było tylko w klasie z zaawansowanym angielskim. Zdecydowałam się i nie mając pojęcia o tym języku, jak można było się spodziewać, ledwo zaliczyłam przedmiot. Później jednak ostro wzięłam się za robotę i było już tylko lepiej.

W czwartej klasie liceum trzeba było złożyć dokumenty na studia.

Jakież było rozczarowanie w mojej rodzinie kiedy okazało się, że nie pójdę w ślady mojego licznego kuzynostwa i będzie to psychologia a nie prawo.

Nie mogłam się doczekać wyjazdu do dużego miasta. Ponieważ byłam laureatem olimpiady, nie musiałam zdawać na studia, miałam już indeks zapewniony. Tuż po ostatnim egzaminie maturalnym, i dwa tygodnie po 18 urodzinach wyjechałam na wakacje do Hiszpanii.

Dokładnie było to 4 czerwca 1999 roku.

Oczywiście była to podróż autokarem, najpierw dwa dni jazdy, a po drodze przystanek w Cannes i Monte Carlo. Byłam zafascynowana tym co widziałam!!!

W końcu dotarliśmy do celu, miejscowość Lloret de mar 70 km od Barcelony na hiszpańskim wybrzeżu.

Myślałam, że trafiłam do raju. Najbardziej zafascynowały mnie palmy i błękit morza, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Takie widoki do tej pory widziałam tylko na filmach i na opakowaniach batonika Bounty.

Staram się opisać Wam to wszystko w taki sposób w jaki w tym czasie myślałam, czyli oczyma 18 letniej dziewczyny.

Jak się później okazało, mój raj nic nie miał wspólnego z prawdziwą Hiszpanią, jednak dla mnie było to coś wspaniałego.

Niestety mój pobyt w tym raju miał trwać zaledwie tydzień, a ja chciałam tam zostać na zawsze!!! Szczęści mi sprzyjało, zaprzyjaźniłam się, z opiekującą się moją grupą pilotką Kasią. Dzięki temu właśnie...

Ale to będzie w kolejnym odcinku, jeśli oczywiście jesteście zainteresowani?


szachistka
Joined: 04.07.2008

Ja jestem zainteresowana:)Zazdroszcze Ci.Mam w palanach wyjazd do Japoni,Chin a jeszcze za granica nigdzie nie bylam:(


Dalej, dalej Pani Adminko, bardzo dobrze sie zapowiada :) (ale nie ma fotek ;( )


Pyszu
Joined: 11.03.2007

Blog został dołączony do porannej listy materiałów wartych przeczytania.

Jeśli wspomniałaś o Lloret de Mar to chyba warto dodać do listy rzeczy robiących wrażenie kosmiczne wybrzeże i perfidne kamyczki zamiast piasku, które są tak nagrzane, że nie da się po nich normalnie chodzić. Poza kilkoma głównymi, przeważają wąskie uliczki, gdzie jak się wpasujesz to potem ciężko wyjechać. Jak idziesz przez kurort to masa fajnych panienek zaprasza Cię właśnie do TEGO NAJLEPSZEGO lokalu w całym mieście proponując darmowe drinki. Po dłuższej konwersacji okazuje się że każda jest polką.
Wszystkie kluby w mieście jest klubami ze striptizem, tylko pokaz zacznie się za 15 min. Do tej pory kup sobie drinka i poczekaj. Za 15 min powiedzą dokładnie to samo ;)
Do tego genialny klub, którego nazwa mówi sama za siebie: "Bonkers" :)
"Najlepsze piwo na świecie" San Miguel ;)

Życzę częstych przypływów weny twórczej. Fotoblogi są znacznie ciekawsze :)
Cierpliwości w ogarnianiu teorii pokerowej.


Janosikgdy
Joined: 06.05.2007

super blog, jak dla mnie to już przebiłaś Jacka :)
Sam nie mogę na miejscu usiedzieć, kochając podróże, więc dobrze Ciebie rozumiem. A Hiszpania, ah, Hiszpanie są bardzo do polaków podobni, ciągle chleją i mało robią :D