Uprzedzając pytania - gdzie byłem jak mnie nie było 
Na brak mojej aktywności na PS w zasadzie od początku 2011 roku złożyło się kilka czynników. Najważniejsze to
-rozwój własnej stajni stackingowej, którą możemy nazwać roboczo A2 - kiedyś wrzuciłem tu adres, więc pewnie sporo osób słyszało o niej. Firma powstała na początku zeszłego roku na gruzach innego projektu który z różnych względów nie wypalił. W każdym razie założeniem było zebranie ludzi z HS którzy mieli z różnych względów problemy, zaoferowanie im dostępu do wiedzy czołowych graczy w ich dziedzinach i stabilizacji dochodów, oczywiście w zamian za część profitów. Mieliśmy naprawdę olbrzymie szczęście, jako że gdy firma zaczynała nabierać rozpędu przyszedł Czarny Piątek, a potem upadek FTP, co kosztowało nas kilka bankrolli zablokowanych na Full Tilcie, ale za to na rynku pojawiły się setki utalentowanych graczy szukających stake'a - wówczas firma naprawdę się rozrosła, próbowaliśmy też wtedy otworzyć się na graczy z niższych stawek by wykorzystać okazję związaną z sytuacją na rynku, ale zainteresowanie przekroczyło wszelkie kalkulacje - przez pewien czas otrzymywaliśmy po kilkadziesiąt podań dziennie, przez co osoby odpowiedzialne za opiekę nad graczami i wstępną selekcję przestały wyrabiać, a my sami-właściciele pracowaliśmy w szaleńczym tempie po kilkanaście godzin na dobę. Oczywiście z czasem sytuacja się uspokoiła, a także zatrudniliśmy więcej osób, ale nadal rąk do pracy nigdy dość, a pewne rzeczy trzeba robić samemu. Ten temat powróci szerzej w jednym z kolejnych postów który krąży mi już po głowie
-duże zmiany w życiu, grze itd. - rok 2011 był dla mnie naprawdę przełomowy, raz że był to rok w którym naprawdę zadomowiłem się na high-stakes, a dwa że zmieniłem odmianę. Do czasu upadku FTP grindowałem rusha NL400 robiąc miesiąc w miesiąc profity rzędu 20-30k$, jednak koniec tego formatu oznaczał praktycznie koniec full-ringów w dotychczasowym kształcie. Od tamtego czasu skupiłem się na stołach heads-up, gdzie pogrywałem już wcześniej na low/mid stakes, jednak nigdy nie traktując jej szczególnie poważnie. W heads-upach szczególnie dobrze sprawdziła się taktyka którą opisywałem we wcześniejszych blogach - taktyka bardzo dokładniej analizy przeciwników opartej na ich historii rąk - w HU mogę sobie spokojnie pozwolić na wybór przeciwnika, i spędzić tydzień czy więcej czasu analizując jego sposób myślenia zanim usiądę do stołu, co w połączeniu z lekkim bumhuntingiem pozwoliło mi przez ostatnie 9 miesięcy z dobrymi wynikami radzić sobie na stawkach nawet do nl10k.
Dodatkowo latem 2011 byłem po raz pierwszy w Macau - nie będę pisał dużo na ten temat, jako że nie widziałem jeszcze nikogo kto byłby w stanie w tekście oddać charakter tego miejsca, ale w każdym razie spędziłem tam kilka tygodni grindując niemal codziennie na naprawdę wysokich stawkach, mając kontakt z graczami światowej klasy i pulami które nieraz były siedmiocyfrowe (w hkd obv ;)). W każdym razie cały wypad skończył się bardzo pozytywnie, wróciłem z ładnym profitem, ale przede wszystkim nabrałem pewności siebie której w grach live mi zawsze brakowało.
Od tego czasu do Macau wróciłem, i wrócę jeszcze pewnie wiele razy, ale co ważniejsze udało mi się także znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Stałem przed trudnym wyborem jako że w Macau praktycznie nie da się grać online ze względu na różnicę stref czasowych - nasz wieczór u nich wypada w środku nocy lub nad ranem, ale z drugiej strony Macau oferowało stały kontakt z dużymi grami live, o które ciężko w Europie. Postanowiłem jednak zamieszkać na naszym kontynencie, i skupić się na grze online, jako oferującej stabilniejszy dochód i mniejszą wariancję, i na ten moment nie żałuję tej decyzji - w Macau oczywiście powstała nie jedna pokerowa fortuna, ale też zdziwilibyście się ilu znanych prosów musiało pożyczać pieniądze na bilet powrotny, podczas gdy grając online rzadko zdarza mi się kończyć miesiąc pod kreską, a przejście na HU pozwoliło mi odnaleźć magię w grze - wróciła ta dawna fascynacja, chęc rywalizacji i pęd do gry które miałem gdy przebijałem się po limitach full-ringowych, a które zaginęły gdzieś po drodze. W każdym razie okazało się że jeżeli trochę poszukać to w Europie można też znaleźć ciekawe gry live, choć nie w kasynach gdzie większość ich szuka - większe pieniądze, nawet porównywalne z tymi w Macau leżą w grach prywatnych, między znajomymi znajomych etc., gdzie nieraz trzeba naprawdę dobrze się postarać by zostać przyjętym, i uważać by nie zniechęcić rywali zbytnią agresją itd., ale te niewygody to mała cena za możliwość mieszkania w Europie, co oznacza przyjazny klimat, bliskość cywilizowanego świata, i przede wszystkim możliwość gry online. W każdym razie moja sytuacja trochę się ustablizowała, skończyłem tułaczkę po świecie, mieszkam w (faktycznym) centrum Europy z czwórką innych grinderów, z czym wiążę spore nadzieje na przyszłość, ale o tym już w kolejnym odcinku, w każdym razie skutkiem tego mam nadzieję że będę miał więcej czasu i energii do poświęcenia PokerStrategy, co też jest jednym z powodów powstania tego bloga ;).