Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Poker zaczyna się po czterdziestce. Najważniejszy heads up w życiu

334 Posty
125 Użytkownicy
6 Reakcje
36 K Wyświetlenia

Witam wszystkich :fdrink

Mam na imię Andrzej, mieszkam w Łodzi i jestem młodym duchem facetem w średnim wieku (43 to mam nadzieję jeszcze jest wiek średni ;))

Jestem pasjonatem pokera, głównie texas holdem, jednak od jakiegoś czasu również omaszka na mikro limitach nie jest mi obca, głównie z potrzeby utrzymania srebra, żeby nie stracić kontaktu z rzeczywistością pokerową. Mimo pasji do pokera jestem tylko graczem amatorem, nie gram w pokera „for living” , nie zmienia to jednak faktu, że swoja pasję traktuję poważnie i staram się grać jak najlepiej potrafię.

Co robię w dziale blogi ze swoim tematem?

Powiem szczerze, że sam nie wiem :D …no może nie do końca nie wiem. Chyba głównym powodem rozpoczęcia tego bloga jest wewnętrzna potrzeba wyjścia z cienia skrytości i bycia bardziej otwartym dla świata (czyżby to kwestia wieku?).

Drugim niemniej ważnym powodem była umowa z moim znajomym Jackiem, którego trochę zaraziłem naszym sportem (on rejestruje się na PS i bierze się za naukę pokera a ja zakładam bloga), którą zawarliśmy przy buteleczce.

Spoiler

Ja sam i dwa Jacki, nie miałem szans aby wywinąć się od bloga, tym bardziej, że chyba sam dojrzałem do popełnienia tego projektu.

Pomysł wszedł w życie, decyzja zapadła, blog powstał. :fdrink

Teraz tylko trzeba go kontynuować. Trochę się boję o jego przyszłość bo jestem z natury leniwy.

Głęboko wierzę, że lenistwo nie stanie na przeszkodzie mojej próbie uzewnętrzniania się. Jestem bardzo podekscytowany i zmotywowany do dalszego pisania i niech tak zostanie :D

Ogólnie mam nadzieje, że będę miał o czym pisać i że moje wypociny znajda odbiorców a jeśli tak się nie stanie to liczę na to, że systematyczne pisanie bloga zmotywuje mnie do pracy nad sobą i pokonywania lenistwa w dziedzinie edukacji pokerowej, która ostatnio trochę zaniedbałem……no ale jak się mało gra to i uczyć się nie chce za bardzo :D

Jednak już niedługo powinno się to wszystko zmienić. Wraca FTP i moje play money będą znów przydatne do gry.

W następnych wpisach przedstawię swoje pokerowe początki aż do chwili obecnej (muszę to zrobić bardziej chyba dla siebie, gdyż z wiekiem pamięć potrafi płatać figle no i będzie to taka „podróż sentymentalna” i przy okazji „rachunek sumienia” dla mnie) potem już zajmę się prowadzeniem bloga na bieżąco :f_cool:.

I tak na zakończenie początku bloga
2 dni temu (05.09) była 66 rocznica urodzin Freddiego Mercury, nie mogę się oprzeć przed wrzuceniem "mojej" piosenki, która zawsze poprawiała moją motywację do działania :P .


Odpowiedz
Cytat
333 odpowiedzi

Jednego czytelnika masz :f_cool: . Tylko nie spoczywaj na laurach i kontynuuj pisanie :D


Odpowiedz
Cytat
dilmah77
Dołączył: 04.06.2012

To i drugi się znalazł :)
Czekam na kolejne wpisy :)


Odpowiedz
Cytat
mustang0018
Dołączył: 13.04.2012

dawaj pan dawaj, bedziem zaglądać


Odpowiedz
Cytat

Z planami bywa tak, że rzadko kiedy uda się spełnić zawarte w nich założenia i trzeba wprowadzać korekty. Tak też stało się i u mnie. Plan opisania dzisiaj do południa początków mojej przygody z pokerem spełzł na niczym.

Powód był jak zwykle prozaiczny

Z racji butelkowej pogody sąsiad wyciągnął mnie na jedno małe piwko, mimo szczerych chęci i postanowień na jednym piwku się nie skończyło :P Rozwinęliśmy żagle i odpłynęliśmy w krainę upojenia i zapomnienia.

Dzisiaj organizm wystawił mi rachunek za wczorajsze szaleństwa i walczę z niemiłosiernym kacem, który powoduje brak kompatybilności mojego umysłu z resztą ciała, do tego żona pastwi się nade mną usiłując zagonić mnie do sprzątania. Kurwa co ja jej zrobiłem? Czy nie widzi, że cierpię? Zero współczucia z jej strony. Chyba zadzwonię na Niebieską Linię i zgłoszę znęcanie :D .

Mam nadzieję, że wieczorem dam radę coś tutaj spłodzić. :fdrink


Odpowiedz
Cytat
Soulspicious
Dołączył: 21.04.2010

Z pewnością będę zaglądał. Życzę powodzenia przy stołach i szybkiego przyswajania wiedzy pokerowej. ;)

Napisane przez anglin
Kurwa co ja jej zrobiłem? Czy nie widzi, że cierpię? Zero współczucia z jej strony.

:fdrink


Odpowiedz
Cytat
BleakAmaranth
Dołączył: 23.12.2010

Cześć.

Grałeś headsupa z Gusem Hansenem? Jeśli tak to fajnie by było, żebyś napisał na czym polegała kwalifikacja do tego eventu i ile ostatecznie wygrałeś. :P


Odpowiedz
Cytat

@BleakAmaranth grałem z Gusem heads upa mam nadzieję, że uda mi się wytrwać w pisaniu bloga i dojdę do tego momentu swojej "kariey" :fdrink


Odpowiedz
Cytat

Skutki wczorajszego rozwinięcia żagla powoli staja się odległe jak Kamczatka. Pora na moja historię.

Pierwsze koty za płoty, czyli początki przygody z pokerem

Moja przygoda z Texas holdem zaczęła się pod koniec 2008 roku, gdy jako okazjonalny odstawiacz meczów na Unibecie, dostałem ofertę 10 darmowych euro na grę w pokera. 10 euro fajnie dostać, o pokerze jakieś tam pojęcie mam, w latach szkolnych 5 card draw urozmaicał nasze spotkania. Oczywiście był on tylko dodatkiem bo głównymi bohaterem była :

Zainstalowałem sobie oprogramowanie i tu zaczęły się schody, wszedłem z tą nieszczęsną dyszką na stolik NL10 i spotkała mnie przykra niespodzianka, dostałem tylko dwie karty, WTF??? A gdzie reszta? Co ja mam z tym zrobić?

Spoiler

Wyglądałem wtedy mniej więcej tak

Nie będę tu dużo pisał, kasa szybko zmieniła właściciela, a ja wróciłem do swojego obstawiania. Niemniej jednak texas holdem pozostał w mojej głowie gdzie systematycznie i skutecznie atakował z poziomu podświadomości mój mózg: co to za dziwny poker? Czym to się je? itp.

Zacząłem szperać w Internecie w poszukiwaniu informacji o tej dziwnej grze i trafiłem na nieistniejące już forum pokerowe(widuje tu na stronie wielu jego dawnych użytkowników, przynajmniej nicki są podobne lub identyczne) gdzie znalazłem podstawowe zasady gry takie jak ręce startowe i rola pozycji.

Uznałem, że taka wiedza w zupełności mi wystarczy.
Przecież poker to nie jest trudna gra. :facepalm:

Wróciłem na Unibet i zacząłem grac freerole, żeby sprawdzić jak poznane przeze mnie zasady mają się do rzeczywistości.
Coś w tych zasadach jest, rzeczywiście bez sensu wchodzić z UTG z K4s.
Nie zapomnę radości jak pierwszy raz byłem w kasie , wygrałem bodajże 10 eurocentów, jednak satysfakcja i radość z zajęcia miejsca w pierwszej setce turnieju była olbrzymia. Grałem te freerole przez kilka tygodni i w sumie miałem tam parę FT i raz nawet udało mi się wygrać jeden co wprawiło mnie w niemałą euforię porównywalną pewnie do FT w SM na starsach. :D

Jednak granie freeroli zaczęło być nudne. Brakowało adrenaliny związanej z grą, przecież istota pokera do gra na pieniądze.

Przeglądając rzeczone forum trafiłem na super prostą i dająca prawie 100% szans na zwycięstwo strategię short stack (tak wtedy mi się wydawało gdy o niej czytałem). Napełniony wiedzą i skuszony ofertą bonusu rozpocząłem swoja grę na jednym ze skinów sieci Ongame z wpłaconymi na ich konto 60$. Na początku pojawiły się małe problemy. To już nie jest freeroll, gram na pieniądze(niewielkie bo niewielkie ale jednak pieniądze) i powiem szczerze, że pierwsze ręce grałem z uczuciem „scary money” :facepalm:
na szczęście z czasem przyzwyczaiłem się i przestałem grac dolarami a zacząłem big blindami.

Jako początkujący gracz zacząłem grę od jednego stolika i z czasem doszedłem do gry na 4, czułem się wtedy jak największy multitabler w dziejach pokera online :D. Nie grałem dużo ale w tygodniu udało mi się znaleźć tych kilka godzin na grę. Musiałem mieć niezłego upswinga bo po 2 miesiącach gry z 30 BI na NL10 SSS miałem 30BI na NL30. Czułem się wtedy pokerowym Bogiem :pokerface:.

W przerwach od gier SSS pykałem sobie od czasu do czasu freerole na Unibecie. Pamiętam, że wtedy (rok 2009) pojawił się tam Michał Wiśniewski ze swoim Blefem, a może to się nazywało Wiśniewski Terminator? (cholera już nie pamiętam ale w sumie nieważne). W lobby wyczytałem, że poza normalna pulą nagród zwycięzca tego turnieju dostanie wejściówkę wartości 110 euro na grę w domu Michała. Ja nie zagram w takim turnieju? Zapisałem się szybciutko i z niecierpliwością czekałem na jego rozpoczęcie.

Wiadomo, że moja wiedza turniejowa była taka sobie (kłamałem była w zasadzie zerowa :]). Pomimo braku umiejętności turniej układał mi się nad wyraz dobrze, doszedłem do stolika finałowego. W grze było 10 osób i 9 miejsc płatnych. Mój stack nie był imponujący. niestety wtedy nie wiedziałem co to współczynnik M więc nie mogłem przykładać do tego wagi, grałem po prostu kartami. W każdym razie w 2 ręce stołu finałowego dostałm AJs i wrzuciłem all ina, ktoś mnie sprawdził z KQ i odpadłem. Nie ukrywam, że wkurw był niezły, prawie 4 godziny gry i odpadam przed kasą do tego rano wstanę niewyspany!!!!!!!!! Kurwa, kurwa, kurwa!!!!!!!!!!
I do tego długo nie mogłem usnąć po takim „bad beacie” :facepalm:.

Jakież było moje zdziwienie gdy następnego dnia dostałem maila od Agnezji007, że jako buble boy turnieju dostałem wejściówkę na grę w domu Michała. Szczęka mi opadła, serce mocniej zabiło a potem pojawiły się wątpliwości może to jednak jest jakiś żart? Na szczęście okazało się, że to czysta prawda i, że jadę do Michała grać „na żywo”. :nh

Skoro już o Michale mowa to jako ciekawostkę pozwolę sobie wstawić piosenkę, której cover wykonało Ich Troje, co pozwoliło zespołowi dostać się pod strzechy wielu domów i rozpoczęło ich w sumie zawrotna karierę. Chociaż ja osobiście stanowczo wole pierwsze dwie, mniej znane płyty zespołu.

Na dzisiaj starczy, żeby nie zanudzać za bardzo.
Teraz pora odpocząć i przygotować umysł na trening TimotheeSa. :fdrink


Odpowiedz
Cytat
kapelusznik
Dołączył: 12.01.2009

Siemanko anglin! :)
GL :fdrink


Odpowiedz
Cytat

siema Kapelusz :fdrink


Odpowiedz
Cytat

Dyszka ode mnie na zachete :D


Odpowiedz
Cytat
Raffir
Dołączył: 05.01.2011

.
Dawaj, dawaj ;)


Odpowiedz
Cytat

Miał być ciąg dalszy „mojego pokerowego rachunku sumienia" ale nie będzie :ayfkm:

Dzisiejszy dzień, jak to na dzień święty przystało miałem „przyjemność” spędzić w świątyni. Nie w kościele bynajmniej.
W świątyni większości kobiet (i pewnie części facetów też, w każdym razie nie mojej). Ta świątynia to galeria handlowa.

Rano żona zakomunikowała mi z poważną miną, że musimy jechać do Portu Łódź bo nie ma butów na jesień. Już prawie wyrwało mi się pytanie, a te 30 par w szafie z czego 5 jeszcze nie rozpakowanych? Na szczęście wieloletnie doświadczenie w małżeństwie nie dopuściło do popełnienia takiego faux pax. Nie ma sensu oponować, żadne argumenty nie obalą podjętej przez kobietę decyzji o zakupach.

Po prostu trzeba to przyjąć na wątłe barki i spróbować przetrwać. Rola tragarza i nosiciela karty kredytowej (bo chyba tylko po to kobiety biorą facetów do sklepów) nie jest taka straszna. Można się przyzwyczaić. Tym bardziej, że w takich galeriach dużo się dzieje i można poczynić dużo ciekawych obserwacji :D.

Najgorsza jest pierwsza godzina, nie należy wtedy miauczeć i próbować oderwać się od swojej Pani na kuszące fotele i kanapy ustawione w korytarzach galerii, które wręcz krzyczą „usiądź na mnie, usiądź”, hehe nie ze mną te numery, dobrze wiem jakim fochem skończyła by się moja samowola. Trzeba być cierpliwym.

Po godzinie czasami krócej w zależności od ilości nabytych niepotrzebnych rzeczy, serce kobiety mięknie. Wtedy łaskawie zgadza się na to, na co czeka się od samego wejścia do świątyni.
„Kochanie jak chcesz to sobie usiądź a ja sama zajrzę do tych kilku sklepów w pobliżu”.
Tak też stało się i dzisiaj. :D

Na kanapach siedziało kilku takich jak ja nieszczęśników. Wymieniliśmy miedzy sobą porozumiewawcze spojrzenia, pełne bólu i cierpienia ale też i radości. Jesteśmy w gronie wybranych, możemy siedzieć na kanapie :D.
Gdy już złożyłem swoje zmęczone członki w łagodne i kojące objęcia kanapy od razu zrobiło mi się błogo. Poczułem, że trafiłem do nowego lepszego świata.

Obok mnie siedział facet taki podobny zupełnie do nikogo, prowadzący konwersacje przez telefon, na tyle głośną, że mimo hałasu panującego w holu dało się wywnioskować, ze rozmawia z kochanką. Rozmowa tak standardowa, że nie było by sensu jej przytaczać, jednak jest to istotne do dalszej części historii. Otóż rzeczony pan żalił się strasznie jak to mu źle i niedobrze w małżeństwie, jednak dla naszej opowieści istotne jest to, że żona wydziela mu codziennie kasę, żeby kupił sobie śniadanie do pracy.

Po jakimś czasie rozmowa została przerwana szybkim "muszę kończyć właśnie nadchodzi" i pojawiła się żona mojego gadatliwego sąsiada. Była to korpulentna pani z małym wąsem.

Mężczyzna poderwał się na równe nogi, przyodział swą twarz w uśmiech numer 4 i już chciał się odezwać, gdy pani małżonka, wskazując na idącą korytarzem śliczną dziewczynę z pięknym bukiecikiem kwiatów, zapytała:

„Stasiu, dlaczego nie kupujesz mi kwiatów?”
Mężczyzna lekko zaskoczony po chwili odpowiedział
„rybko, bo nie mam za co, oddaje Ci wszystkie pieniądze”
Na to pani z wąsem (małym):
„to mniej jedz”

Cholera, jak to można łatwo zmienić znaczenie przysłowia o żołądku i sercu.

Zakupy skończyły się po kilku godzinach, jestem wykończony (pomimo skwapliwego korzystania z gościnności kanap i foteli ), a tu dzisiaj wieczorem jeszcze satelita do HESOPA. Musze dojść do siebie po całodziennych wrażeniach.


Odpowiedz
Cytat
kapelusznik
Dołączył: 12.01.2009

Dobry wpis :D Ja jeszcze niewytrenowany, więc siadam kiedy chcę :D Ale foch jest standardem :ayfkm:

Ja mam tekst, który działa, gdy już nie mogę wysiedzieć (albo raczej WYSTAĆ) w sklepie:
"ZOBACZYMY, JAK PÓJDZIESZ ZE MNĄ DO MEDIA MARKTU!"

Groźba w stylu "przejrzę wszystkie monitory, dotknę wszystkich guzików w radiach i sprawdzę wszystkie nowe laptopy, jakie są na półkach" przeważnie działa :D


Odpowiedz
Cytat

Kapelusz, dla mojej żony Media Markt nie istnieje, tak samo jak pokerroomy nie będące w ofercie PS.com :D . Za sama próbę zaciągnięcia jej tam wychwyciłbym globala :D


Odpowiedz
Cytat

Wpis o zakupach super :fdrink


Odpowiedz
Cytat
kewlys
Dołączył: 10.09.2009

Będę zaglądał jako tzw. "średniak"


Odpowiedz
Cytat

Pierwsze koty za płoty, czyli początki przygody z pokerem cd

W ogóle z tym turniejem w domu Michała były problemy od początku. Pierwotnie miał on odbyć się w Wielką Sobotę co już stanowiło problem szczególnie dla mojej żony(jej rola była istotna w tej eskapadzie, gdyż miała być moim kierowcą :D ), jednak dzięki perswazji i przekupstwie udało mi się ją przekonać, że mimo niefortunnego terminu powinniśmy tam pojechać. W końcu nie na co dzień można zagrać w karty ze znanym artystą i to do tego w jego domu.

Po tym jak przekonałem żonę okazało się, że organizatorzy również zauważyli niezbyt trafny wybór terminu turnieju i zostaje on przełożony na piątek po świętach (cholera, po co obiecywałem jej ten pierścionek?). Zacząłem przygotowania do „wielkiego turnieju” gorączkowo szukając na moim forum informacji o MTT, niewiele ich wtedy było no ale trochę udało mi się wiedzy liznąć (wtedy nie odróżniałem MTT od sng a w sumie turniej u Michała to było 18 osobowe sng, no ale to już szczegół :D).

Święta minęły i spadła na nas wiadomość, że babcia mojej żony zmarła i pogrzeb odbędzie się w czwartek, dzień przed turniejem, problemem było to, że pogrzeb miał miejsce w Pyrzycach. Kolejne negocjacje z kobieta (ładnie nazwane, klęczałem przed nią i błagałem :D), które zakończyły się dla mnie dobrze i ustaliliśmy, że w piątek rano wracamy z Pyrzyc do Łodzi, odświeżamy się i ruszamy pod Warszawę do domu Michała.

Podróż powrotna odbyła się bez zbytnich przygód i wieczorem pojawiliśmy się w domu Michała. Chata robiła wrażenie, w sumie pierwszy raz widziałem od wewnątrz dom znanego artysty. Nie tylko dom zrobił na mnie wrażenie, również jego gospodarze czyli Michał i Ania. Bardzo mili ludzie, tacy ……normalni . Poza gospodarzami byli również obecni inni gracze tego turnieju, wyglądali jak stare dobre grono znajomych. Oczywiście większość rozmów dotyczyła pokera, używali wielu dziwnych określeń o których w życiu nie słyszałem, starałem się robić dobra minę do złej gry, żeby od razu nie rozpoznano we mnie donka a w głowie cały czas kotłowała się natarczywa i nie dająca odrzucić się myśl : kurwa co to jest ten floating o którym ciągle mówią? Marynarze jacyś czy co?

Spoiler

tak przy okazji przypomniała mi się sytuacja z początków mojej gry online. Grałem w jakimś freerolu i po moim beznadziejnym zagraniu oddałem połowę stacka jakiemuś Szwedowi. Jakież było moje zdziwienie gdy na czacie ten Szwed napisał „ty anglin… „trochę mnie to zdziwiło Szwed i umie po naszemu, no ale przecież mógł to być Polak, który mieszka w Szwecji. Więc grzecznie mu napisałem po Polsku co chce ode mnie? On na to po angielsku, że nie rozumie, jak to kurwa nie rozumie, zaczyna pisać do mnie po Polsku a teraz pisze po angielsku, że nie rozumie?. Spytałem więc go grzecznie tym razem po angielsku co chce ode mnie i czemu najpierw zaczepia mnie po polsku a potem pisze, że nie rozumie jak mu odpowiadam w naszym języku. Minęło trochę czasu zanim wytłumaczył mi co oznacza „ty” przy stoliku pokerowym :facepalm: .

Nerwy coraz bardziej dawały znać o sobie, mój żołądek kurczył się coraz bardziej. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, ze w życiu nie grałem na żywo, jak liczyć pulę, czy żetony maja nominały?….no i jak to technicznie zrobić, żeby zobaczyć swoje karty tak aby przeciwnik ich nie podejrzał?

Zacząłem żałować, że się tam pojawiłem. Na szczęście nie byłem jedyny w takiej sytuacji :tongue:, zauważyłem pod ściana równie wypłoszonego co ja chłopaka. Podszedłem do niego i wyszło, że obaj jesteśmy debiutantami w grze live. Zrobiło mi się raźniej na duchu, zawsze lepiej mieć kompana w niedoli ;).

Start turnieju zbliżał się nieuchronnie, na ekranie komputera wyświetliły się miejsca przy stołach gdzie będziemy siedzieć. Ja trafiłem na stół nr 2. Tak zacząłem zastanawiać się gdzie jest ten stół bo w pomieszczeniu widziałem tylko jeden i za nim basen, okazało się, że mój stół ustawiony był w basenie (oczywiście basen był bez wody :D).

Tuż przed rozpoczęciem turnieju opuściła mnie żona, nie na stałe niestety ;). Stwierdziła, że jest zmęczona i jedzie do hotelu. Miałem do niej zadzwonić jak skończę turniej, żeby mnie odebrała. Próbowałem ją przekonać, żeby chociaż jakiś czas została, niestety zmęczone podróżą
kobiety (i nie tylko) są uparte.

Zostałem sam jak palec w jaskini lwa pomiędzy żadnymi mojego stacka wyjadaczami. Nadszedł czas gry. Z duszą na ramieniu zająłem swoje miejsce. Ciasno przy tym stole, a jakie ciężkie są te żetony, na szczęście maja nominały nie jest źle :P. Rozległa się magiczne „shuffle up and deal”
Po losowaniu pozycji załapałem się na SB, w sumie dobrze, popatrzę jak inni do robią zanim dojdzie do mnie kolejka :pokerface:.

Pierwsze rozdanie, karty rozdane, korci mnie żeby zobaczyć co mam ale widzę, że nikt nie spogląda od razu w karty tylko czeka aż poprzedzający gracz podejmie decyzję, nie będę się przecież wyłamywał, poczekam sobie a co tam. Same foldy do CO. Zawodnik z tej pozycji podbił i w końcu przyszła moja kolej, próbuję zajrzeć co mam (powtarzając czynności, które zaobserwowałem u innych graczy) jednak z nerwów nie mogłem odgiąć leżących moich kart, ja pierdole pierwsza ręka i już blamaż. Niewiele myśląc wziąłem obie karty w ręce, odsunąłem się trochę od stołu i sprawdziłem co mam. Moim oczom ukazał się przecudowny widok….jeeeeeee mam JJ, CO jesteś mój :D.

Co teraz robić? Sprawdzać, przebijać? ( wtedy jeszcze chyba nie znałem określenia 3 bet) . Postanowiłem go przebić, CO sprawdził. Zaraz zobaczę flopa =). Flop spadł niski coś w stylu 9, 5, 3 . Cholera co teraz robić? Instytucja planowania reki była dla mnie wtedy tak samo znana jak budżet Burkinii Faso.

No nic poczekam i zobaczę co zrobi przeciwnik :pokerface:. On zabetował, mam go =). Niewiele myśląc przebiłem jego beta, 5x albo nawet 6x ( w końcu wielkość nie ma znaczenia :facepalm: ). Na swoje przebicie dostałem w twarz all inem, o kurwa….co robic? przecież mam JJ nie mogę tego zrzucić, nie ma wyższych kart na flopie a przeciwnik na pewno mnie blefuje. Po takiej „dogłębnej analizie” sprawdziłem. Gość pokazał AA. Turn ani river nie przyniosły mi pomocy a do mnie zaczęła docierać świadomość, że właśnie oto odpadłem w pierwszej ręce turnieju, ta dołująca wiadomość została potwierdzona bardzo nieprzyjemnym dla mnie okrzykiem dealera „seat open”.
Mmoje odpadnięcie sprawiło niemałe poruszenie wśród pozostałych graczy, oczywiście nie miało to nic wspólnego ze współczuciem dla mnie…..okazało się, że jestem pierwszym graczem w historii tego turnieju, który odpadł w pierwszej ręce (i jedynym jak się później okazało). Tak czy inaczej zapisałem się w annałach tego cyklu :facepalm:.

Szybko pożegnałem się z gospodarzami i pozostałymi uczestnikami i zadzwoniłem do żony aby mnie odebrała z domu Michała, z tonu jej głosu wywnioskowałem, że ma ze mnie niezłą bekę (nie dziwie się jej w ogóle, bo ja do dziś uśmiecham się na wspomnienie tej gry).

Mimo takiego obrotu sprawy gra live spodobała mi się i obiecałem sobie, że jeśli tylko będę miał okazje to na pewno jeszcze zagram na żywo.


Odpowiedz
Cytat
kapelusznik
Dołączył: 12.01.2009

Dobry wpis. Ogólnie denerwuje mnie, gdy widzę komentarze w stylu "Wiśniewski to śmieć, idiota, błazen". Prywatnie jest mega pozytywną osobą, dobrze określiłeś "normalną" :)

Wiesz na co wszyscy czekamy? :pokerface: :pokerface: Gugugugugugus! :fdrink


Odpowiedz
Cytat