Staram się grać już jakiś czas. Może ze dwa lata. Wielu stara se wygrywać, ja od tych dwóch lat staram się grać.
Jestem na stażu w Biurze Prasowym Urzędu Marszałkowskiego. Nie lubię pracować i nie lubię zarabiać mniej niż typ ze "stopem" pod przedszkolem. Ale na szczęście bardziej niż nie lubię roboty lubię pieniądze (których i tak praktycznie nie mam na stażu). Prze**ane.
Pracuję, bo zacząłem pisać doktorat, a nie dają nam stypendium niestety. No i oczywiście pracuję, bo z pokera nie ma emerytury ;)...
Mam narzeczoną, Monikę. Jesteśmy razem ze cztery lata. Nie znosi pokera.
Do pracy mam daleko - wstaję o 5:10, wracam o 17:00. Jem, bla bla, i do książek na dwie godzinki siadam, tak do 20:00. Kładę się o 22:00. Te dwie godziny przed snem najczęściej mam dla Niej. Można sie przyzwyczaić. Sęk w tym, że kocham grać i przyzwyczajać się nie chcę.
Mam kilku ziomków na parę godzinek na sobotę. Wyobraźcie sobie, że chodzicie cały tydzień głodni i tylko w sobotę dają wam wagon Rafaello. No, czasem coś tam w tygodniu podjem: gryz jabłka w postaci paru S&G, gdy: patrz --> "Te dwie godziny przed snem najczęściej mam dla Niej", czy prawdziwe "kulinarne imieniny" gdy chwycę chorobowe. Monika nie jest problemem. Bez niej chodziłbym nie tylko głodny, ale także obdarty, brudny i chory. Ale jest jak jest i w dołku ssie przez cały tydzień.
No dobra. czasem zagram w pracy, gdy nikt nie patrzy, jakieś szybkie turbo. W weekendy gdy kładę się później od Niej, to później o jakieś 6 godzin spędzonych z kochanką - MTT. Otóż to: cashówki to nie mój typ, Sity to tylko ładne dupcie. Romansuję (częściej tylko platonicznie) z wielostołówkami.
Kiedy mam czas i nie mogę grać, czytam. W pierwszej kolejności książki do doktoratu (temat: Wpływ mafii na polityke Włoch i USA, czytam z przyjemnością), w drugiej - analizy rąk, artykuły, oglądam co się da. Harringtona wyrecytuję lepiej niż szóstoklasista Inwokację. Ale co z tego. Jestem k***a milionerem na bezludnej wyspie.
Nie wiem czy napiszę coś jeszcze kiedykolwiek. Niedługo do domu. Byle do piątej. A jutro Rafaello.