Szukając bloga na wtorkową tapetę trzeba przebić się przez ogromną gęstwinę słów, rąk i wykresów. Dziś przedstawiamy pamiętnik gracza, który ćwiczy i pozdrawia z przeróżnych zakątków świata.
Na starcie bloga pozdroandpocwicz "grał sobie ringi i mieszkał w Bangkoku". Niby oranżadę można u nas kupić w każdym wiejskim GieeSie, petardy na straganie zawsze znajdą się w arsenale jakiegoś Rumuna, widoki z okna niezgorsze i o koleżanki bezpieczniej, niż w Tajlandii, to jednak blog zapowiadał się w kopyto: pokerowy grinder na dachu syjamskiego świata błyskawicznie zebrał żądną krótkospódniczkowych, skośnookich fotografii publiczność.
Świat, w którym okład z młodych piersi kosztuje mniej, niż szamanko, musi się podobać. pozdroandpocwicz w bardzo długich i przyjemnych chwilach pomiędzy czesaniem NL200 zdawał relacje z podróży do Malezji, Tajwanu, Japonii i Macau, gdzie oglądał maluczkich z jednych z najwyższych budynków świata, przegrywał czterocyfrowe pule do chińskich pingwinów i krew z węża zagryzał wężem. W końcu jednak postanowił wrócić do Europy i zamieszkać w Bułgarii, gdzie ogromne piwska popijał dymem z LMów za 4,2 lewa i pozował do siatkarskich fotek z samym Zygmunetm "Vizir" Chajzerem.
Poker gdzieś tam przemyka po blogowych kartach, clue pamiętnika jest jednak dobre życie na emigracji, które w połączeniu z grindem jawi się jako marzenie co najmniej połowy użytkowników forum. pozdroandpocwicz się spełnia i to jest najważniejsze, a jeśli potrafi przy tym podzielić się zapachem życia karcianego obieżyświata - dobre to dla tych, którzy dziś marzą, ale może już jutro spakują lapka i wsiądą w samolot. Pozdro i poćwicz, bo sky's the limit!