Szukając bloga na wtorkową tapetę trzeba przebić się przez ogromną gęstwinę słów, rąk i wykresów. Dziś blog o HU z HU w tle. Przewrotnie? Bo wysokoprocentowo...
Jeffrey kiedyś prowadził już wirtualny pamiętnik, jego wolnym czasem zawładnęła jednak kobieta - ręce miał więc zajęte czym innym i dość miał z pewnością klikania myszki... Blogowo powrócił jako współlokator trójki pokerzystów i chyba nie tylko ja zastanawiałem się, czy i w jego przypadku odwieczny konflikt kobiety z pokerem zakończył się flawless wiktorią grindu i fatality dla przyrostu naturalnego kraju. Anyway - kolega w przerwach między czesaniem heads-upów opróżnia kolejne flasze ognistej wody, co w boskim rankingu przyjemności zajmuje trzecie miejsce za strzeleniem decydującej bramki w finale piłkarskich mistrzostw i utknięciem w windzie z Megan Fox.
Wpisy stricte pokerowe od początku przeplatały się z ogólnymi przemyśleniami, którym do kart niekiedy dalej niż koncertom Behemotha do znalezienia się w harmonogramie lednickich Spotkań Młodych. jeffreypl1 w czasie Euro traktował o Euro, w czasie pardubickiego festiwalu - o czeskiej grze przy przyjemnym jak niemowlakowi maminy cyc Staropramenie. Wszystko okraszone muzyką, z Masta Acem i Massive Attack na trackliście.
Ostatni, powakacyjny post, dał najlepszą z możliwych odpowiedź na zagwozdkę z pierwszego akapitu - kobieta ma się dobrze, a i pokerowe softy nie leżą odłogiem. Że volume nie taki? Doby Panie nie wydłużysz; i tak lepiej być tu, gdzie jesteś, niż tam, gdzie stoją przerobieni spekulanci, budowlańcy bez wolnych sobót i zombie spod znaku League of Legends. "Write, play, love" - w tym filmie obędzie się bez Julii Roberts i Bardema; jest za to jeffreypl1 i jego własne, dobre życie. Enjoy!