Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Bo dealować trzeba umieć

Czy uważacie, że poker jest trudną grą? Wiele ciężkich decyzji, emocje, adrenalina, nierzadko też wielkie pieniądze - to wszystko powoduje, że wygrywają zwykle ci, którzy popełnią najmniej błędów. Często jednak zapominamy o obsłudze - rozdających, którzy cały czas muszą być w 100% bezbłędni, mimo ciążącej na nich presji. A co, jeśli pomyli się dealer?

Incydent w Panamá City

dealer
Jose zrezygnował tej nocy z wyjścia na
 miasto - najważniejszy był turniej.

Historia ta mogłaby rozpoczynać się na przykład tak:
w pewien ciepły marcowy wieczór w Panamie, portowej stolicy środkowoamerykańskiego państwa o tej samej nazwie, Jose zasiadł do turnieju pokerowego o wielkie pieniądze. Od samego początku czuł, że to będzie "jego" event i wydawało się, że miał rację - czas płynął, a on piął się coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie zakończył Dzień 1. na pozycji chipleadera.

Był z siebie zadowolony, ale wiedział, że może zajść jeszcze dalej - dlatego zrezygnował z planowanej fiesty podczas happy hour w lokalnym przybytku uciech wszelakich i mimo rozbrzmiewających na ulicach dźwięków samby, które szarpały jego latynoską duszę, postanowił zregenerować siły, poświęcając noc wyłącznie na odpoczynek.

Następnego dnia jego determinacja została nagrodzona - po długich zmaganiach doszedł do finałowej dziesiątki i tylko jedna eliminacja dzieliła go już od final table. Przez głowę przemknęła mu myśl o gwarantowanej puli nagród turnieju - 500 000 $ - i tym, ile wynosiła nagroda za pierwsze miejsce. Szybko jednak otrząsnął się z błogiego zamyślenia - w końcu był zawodowcem, a to nie był jego pierwszy turniej - i skoncentrował się na grze. A było na co patrzeć - właśnie jeden z graczy postawił zakład za wszystkie swoje żetony i został sprawdzony. Gdyby odpadł, Jose oraz ośmiu pozostałych przy stole zawodników, zakończyłoby szczęśliwie ten nużący i trudny Dzień 2., awansując do stolika finałowego, który miał się odbyć następnego dnia.

dealerka
Klasyka pokera turniejowego - rzut
monetą o "życie".

Siedzący na pozycji small blind Wenezuelczyk pushował, chcąc prawdopodobnie ukraść pulę, lecz los chciał, że na big blindzie siedział niedawny mistrz LAPT Chile, mając as-król. Po szybkim callu gracze odsłonili karty - okazało się, że small blind ma zaskakująco mocną rękę: parę dam. A więc coinflip miał zdecydować o tym, czy wyłoniony zostanie już final table...

Zmęczone oczy wszystkich skierowały się ku dealerce, która w pośpiechu wyłożyła flopa: J-K-2. Długie godziny spędzone przy stoliku oraz presja, pod którą się znajdowała sprawiły jednak, że zapomniała "spalić" jednej karty przed rozdaniem kart wspólnych.

Nastąpiła chwila konsternacji. Wszyscy widzieli, że król, który dawał big blindowi prowadzenie i prawdopodobnie eliminował z gry Wenezuelczyka, był drugą, nie pierwszą, kartą wyłożoną na stół. Zapanowała nerwowa atmosfera, a w oczekiwaniu na floormana sfrustrowani gracze miotali pod nosem hiszpańskie oraz amerykańskie przekleństwa, wyrażając swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji.

W końcu nastąpiło rozstrzygnięcie - flopa należało rozdać jeszcze raz. Po ponownym wyłożeniu kart  zadowolony z tego powodu mógł być jedynie small blind, któremu się poszczęściło - tym razem jego damy się utrzymały i pozostał w turnieju. Kilka rąk później, Jose nie miał takiego szczęścia - jego QQ przegrało z parą asów i to on, ku swojemu zdziwieniu, został bubble boyem stolika finałowego. Wielkie pieniądze przemknęły mu przed nosem. A gdyby nie ten błąd dealera...

Tam gdzie dealują, tam karty lecą

diler
Pomyłki niektórych dealerów są bardziej
kosztowne, niż innych...

Powyższa historia nie powstała bynajmniej w upojonej tequilą i tęsknotą za latynoskimi rytmami wyobraźni autora tego artykułu. Jest ona w swej istocie zgodna z wydarzeniami, które opisuje Jose Barbero na blogu PokerStars (choć pewne "białe plamy" zostały przeze mnie wypełnione), relacjonując LAPT Panama, a opisywany błąd dealera zdarzył się naprawdę.

Ma ona też swoje szczęśliwe post scriptum - Barbero odpadł z panamskiego turnieju, lecz wrócił do pokoju wcześniej, wyspał się, a następnego dnia postanowił od rana zagrać online w turnieju z cyklu FTOPS, którego ostatecznie wygrał, zgarniając 166 000 $ - o 16 000 $ więcej, niż przewidziane było za pierwsze miejsce w opisywanym evencie live. Nie umniejsza to jednak znaczenia pomyłki dealerki - gdyby nie ona, grałby przecież przy stoliku finałowym.

Choć bywa to trudne do zaakceptowania, to prawda jest taka, że rozdającym także czasem przytrafiają się błędy, nawet jeśli są doskonale wyszkoleni i mają duże doświadczenie w swoim zawodzie. Ba, na wielu dużych turniejach, w tym na samym World Series of Poker (którego dealerzy mają akurat dość złą sławę) także spotkać można takie sytuacje. Barwnym przykładem jest tu chociażby sytuacja z udziałem Estelle Denis podczas WSOP 2009:

Można ubolewać na tego rodzaju błędami, lecz nie da się ich uniknąć - czasem po prostu człowiek zawodzi, wykonując prostą czynność po raz milion dwusetny w życiu. I co wtedy? Jak powinniśmy zareagować?

A kto jest bezbłędny, niech pierwszy rzuci żetonem...

dealerka
Takiej dealerce można by
wiele wybaczyć...

Mimo, że jest to niewątpliwie pewien problem dla graczy i może mieć dla nich poważne finansowe konsekwencje, misdeale (czy inny pomyłki obsługi) przydarzyć się mogą wszędzie i do pewnego stopnia powinniśmy wykazać wyrozumiałość - każdemu z nas w pracy zdarzyło się przecież popełnić błąd, a czasem bywają one bardzo kosztowne.

Tym bardziej powinnyśmy też cenić dobrze wykonujących swoją pracę dealerów i gdy jesteśmy zadowoleni z jakości świadczonych usług, nagrodzić ich małym napiwkiem (o ile pozwalają na to reguły!) czy też chociażby dobrym słowem.

Pomyłki dealerów można traktować jako jeszcze jeden element składowy wariancji - nie są one przecież wycelowane przeciwko konkretnemu zawodnikowi, lecz zdarzają się zupełnie losowo, a stracić lub zyskać na nich mogą zarówno Phil Hellmuth, jak i zupełny amator, występujący po raz pierwszy w turnieju o stawkę większą, niż równowartość przeciętnego rachunku na stacji benzynowej. Każdy event ma też swoje własne zasady dotyczące misdeali - czasem jest to anulowanie części lub nawet całości rozdania, czasem sprawę załatwia się bardziej polubownie.

bank error
Czasem nawet bank może się pomylić.

Internetowe fora pełne są historii związanych z pomyłkami dealerów w różnych grach (od cashówek za "drobne" do wielkich turniejów), a każda z nich ma inne zakończenie. Co ciekawe, najwięcej narzekań na dealerów znaleźć można ze strony graczy operujących na stosunkowo niskich stawkach, którzy winą rozdających o utratę tak "pokaźnych kwot" jak 100 czy 500 dolarów.

Rzadziej jednak spotyka się profesjonalistów, którzy narzekają na pomyłki rozdających (które w ich wypadku kosztować mogą znacznie więcej) - są oni bowiem na tyle doświadczeni, że wiedzą, iż takie sytuacje się zdarzają i nierzadko bywali już po "obu stronach barykady", zyskując bądź tracąc na błędach dealerów. Zdają sobie też sprawę z tego, ile warty jest dobry dealer (sic!) i jak trudna i stresująca bywa ich praca, więc nie roztrząsają przesadnie sytuacji, w których zawinił ktoś z obsługi.

Dlatego też, mimo buzującej adrenaliny i dużych emocji przy stoliku, starajmy się nie zapominać, że rozdający to też ludzie i w związku z tym zdarzają im się gorsze momenty. Oni z pewnością docenią naszą życzliwość i lepiej będą radzić sobie z presją, która na nich ciąży, co oznacza mniej pomyłek i więcej płynnego pokera dla wszystkich. A przecież o to nam właśnie chodzi...

O życiu pokerowego dealera możecie też przeczytać w wywiadzie z jednym z naszych użytkowników.

by toluvel
//