Hiszpański rząd postawił przed operatorami ubiegającymi się o wydanie licencji zaskakujący wymóg - mają oni zapłacić naliczony wstecz podatek za ostatnie cztery lata działalności. Czy którykolwiek poker room sprosta temu zadaniu?
Jak informowaliśmy was niedawno, od pierwszego czerwca Hiszpanie wyłączeni zostaną z międzynarodowej puli graczy i rywalizować będą mogli jedynie na platformach, które otrzymają od hiszpańskiego rządu specjalną licencję. Nowe prawo - samo w sobie stanowiące już bardzo mocny cios wymierzony w pokerową społeczność - to jednak nie wszystko, czym hiszpańskie władze postanowiły nas zaskoczyć.
Zaledwie trzy tygodnie przed wejściem w życie nowych regulacji, rząd Hiszpanii postawił przed aplikantami nowy warunek. Wnioskodawcy ubiegający się o wydanie licencji zobowiązani zostali do zapłacenia podatku, który z mocą wsteczną zostanie im naliczony za ostatnie cztery lata funkcjonowania.
Dla większości operatorów, ruch ten oznaczać może koniec marzeń o świadczeniu usług na terenie Hiszpanii. Szybko policzyć można bowiem, że podatek za przedmiotowy okres wyliczony dla największych firm branżowych wynosiłby w przybliżeniu: dla bwin.party 60 mln €, dla Sportingbet/Miapuesta 50 mln €, zaś dla PokerStars 200 mln €.
Niektóre źródła donoszą wprawdzie, że PokerStars poważnie rozważa zapłacenie kwoty "zaległego" podatku, jednak dla pozostałych operatorów może okazać się to niemożliwe.
Bez względu na to, czy działanie rządu hiszpańskiego spowoduje faktyczną likwidację rynku pokera online w tym kraju, czy też doprowadzi do ustanowienia na nim monopolu usług, odbije się ono negatywnie dla całej społeczności pokerowej. Nie tylko hiszpańskiej.