I kto to mówi? #2
Poker stanowi znakomitą pożywkę dla stereotypowego myślenia, bo ci, którzy nigdy nie zasiedli do partii Hold’ema, po prostu nie mają o nim pojęcia.
Dziś drugi odcinek cyklu, w którym „na tapetę” bierzemy przedstawicieli różnych grup społecznych i ich stereotypowe spojrzenie na grę w pokera. Tym razem o opinię w sprawie pokera i ustawy hazardowej zapytany został przez kolegę przedstawiciel partyjnego betonu, w polityce - i w układach - siedzący od zawsze.
Legenda Generała
Ja tam prywatnie do pokera nic nie mam. Co żeśmy w wojsku rypali, to głowa mała – żołdy latały jak mołotowy w ’81; ja na wyjściu z kamaszy skórę kupiłem, i na WueSKę od ręki miałem zarobek karciany, ale to ojciec w Komitecie siedział, to nic nie musiałem czekać jak inni - trzy lata na Trabanta, hehehe. A co poniektórzy to goli wyszli, że Jezus Maria… Mówię Ci, Andrzeju, do dziś może jeszcze oddają…
A tak po prawdzie to my do dzisiaj gramy; kiedyś było co piątek, ale teraz Marian w komisji, Boguś w Brukseli, i z doskoku się spotykamy. Już tu każdy jest za dwiema kartami, i pięć na stole, bo normalny pięciokartowy to już przeżytek. Zresztą jak chłopaki od Bogusia pierwszy raz wrócili z „europejskiego”, to mówili, że tam w naszego pokera to nikt nie gra. I nie grał. I oni, chłopie, euracze na stół, Belvedere wódka, wagon Cameli… Musiałem z sejfu unijną walutę wybrać, a tam, kurna, wszystko policzone i ułożone miałem. Ale chociaż gorzałę i fajki mieli swoje. I my to wobec tego w d…, za przeproszeniem, mamy, co ustawa objęła, bo przecież na te srepete, epete, czy co tam w hotelu grali jak wybory były, od nas i tak nikt nie pojedzie, hehehe.
A powiem Ci, że ten Jacek to jest, chłopie, ogier. Eastwood kurna. To akurat dobrze wiem, bo moja kobita z jego matulą na kijki chodzą. I ja się mu nie dziwię. Pamiętam, jak w Babimoście w siedemdziesiątym ósmym czy dziewiątym z jego ojcem grałem - wolne związki na Wybrzeżu powstawały, kwiecień był, bo żeśmy w radio słuchali. Chłopie – czerwony jak d… Lenina, mokry jak wietnamskie lato, przed nim złocisze wymiętolone jakby nimi przez dziesięć lat za ziemniaki płacili. Jak ja przyszedłem, to on już tam jak wrak człowieka siedział. Mówili, że tak to nie grał, nie grał, ale jak się zagonił, to dzieciaki w tenisówkach bez sznurówek zapierdzielały.
Jak już go wywindowali w Celnym, młodego oczywiście, i belkę dali, to nie było, chłopie, przebacz. Ktoś coś tylko szepnął, żeby pokera wyłączyć z interwencji, to ten się czerwony robił jak jego stary. A jak go nie było, bo kawkę gdzie spijał z chłopakami z ministerstwa, to i tak wszyscy mówili, że „Pokera odpuścić to Pan Jacek to nie pozwoli”. I od nas z partii by się kilku lobbystów znalazło, ale to nie wypada – do stracenia więcej. A do niego – Jacusia czyli - nie raz już jeździli: doktorki od statystyki, ten czerwony z Ich Troje jeździł, ale tam nie było, chłopie, gadki.
Reasumując, mój Andrzeju drogi: w pokera to od nas co drugi tnie, bo z męskich rozrywek to więcej masz już tylko dziewczynki. Syn mój w internecie gra i, cwany, jak ja mu na dyskotekę nie dam - a czasem mu nie daję, bo wstyd będzie jak mi się rozpije i dzieciaka zrobi albo gdzie płot przestawi autem – to stamtąd chyba wybiera, z tego internetu. I tyle. Ja tam za niczym nie będę płakał, żadne zmiany mi krzesła spod d… nie zabiorą, kiedy z Marianem i bogusiowymi chłopakami zaplanuję posiadówę... Byleby tylko za rok wybrali.”
Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest przypadkowe i niezamierzone.
by