Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Jeden stejk, drugi stejk - nie ma mistejk

Pokerowy staking w naszym kraju od dawna przypomina zoo. Każdy chce zarobić, ale połowa nie wie jak, a druga połowa wie to aż za dobrze.

O (nie)jednym takim co chciał wszystko

"Tyle mi wyszło. Plus czutka, jakieś 13 %."

Znacie bajkę o niebieskim chłopczyku, który wystawiał stakingi? Otóż był sobie gracz w pokera, który do gry bardzo się przykładał. Stawał się coraz lepszy, dzięki czemu mógł spełniać swe marzenia. Zaczął podróżować po naziemnych seriach, a wysokie koszty turniejów głównych rekompensował sobie wystawianiem stakingów, które sprzedawały się jak świeże bułeczki. To także sprawiało, że wierzył, iż jest naprawdę wielki.

Pewnego ranka obudził się w pełni odmieniony, niby ze spiżową masą zamiast mięśni, a w żyłach w miejscu krwi tętniła ognista lawa. Przyśnił mu się „rzyg” i „mega czutka” – wystawił więc staking z MU w wysokości 1,415094339622642. Niestety, społeczeństwo okazało się krótkowzroczne i głuche na rzeczy wielkie: oferta się nie sprzedała i nikt od tamtego dnia nie widział w dziale stakingów niebieskiego chłopczyka.

Dance me to the end...

Staking Pro Lyle Berman jest zaniepokojony
 zyskownością waszych ofert

Morał cuchnie na kilometr, ale każdy kij ma dwa końce. Popyt i podaż trwają w namiętnym uścisku nie tylko w dziale sprzedaży udziałów na PokerStrategy.com. Oprócz wielu słusznie pod względem matematycznym skonstruowanych ofert od graczy legitymujących się tym, co trzeba, mamy biedaków bez wyników i próbek ściskających kciuki za odmianę losu (uprzedzając krytykę - vide choćby AceBestini), gamblerów żebrzących o emocjonalne paliwo, cwaniaczków jadących na jednym wyniku oraz barwną feerię złodziei i oszustów.

Jesteśmy jednak podobno na tyle inteligentną grupą społeczną, że powody sprzedawania rajstop w warzywniaku być muszą: otóż po drugiej stronie, oprócz potencjalnych udziałowców analizujących cyferki i sumiennie ważących każdego centa, mnóstwo jest osób odwiedzających dział stakingu dla relaksu. Wychwytują one niemal na ślepo znane nicki, przesadnie ufają thumbs-upom, hurtem biorą ułamki procentów we wszystkich dostępnych ofertach bądź bawią się w kolekturę. Tak oto podaż tańczy z popytem – absurdalne oferty sprzedają się lepiej niż Bułgarki na „siódemce”, wobec czego wystawcy przygotowują kolejne absurdy. A na końcu tego łańcucha płaczą goście od kilku tygodni czekający na odzew Pana Złoty Status.

Zdaję sobie sprawę z tego, że oto wtykam kij w mrowisko i mogę powoli zacząć schylać głowę w oczekiwaniu na topór krytyki, który niechybnie spróbuje ściąć ją choćby wiele mówiącym milczeniem, jednak tak naprawdę jest mi po prostu wstyd. Wstyd mi, że patrząc przez pryzmat przedmiotowego podforum pokerowa społeczność dzieli się na dzieci we mgle, które nie powinny być nawet break even na NL2, oraz rozmieniających się na drobne najlepszych z najlepszych, którzy za pomocą „czutki” i „mega rzygu” skutecznie władają umysłami żałosnych amatorów grubych shipów.

"Żółci 300"

Oferenci ostrożnie pompujący MU/cut najchętniej woleliby, żebym się nie wpieprzał w zarośla, bo im zwierzynę płoszę. Niby to i normalne, bo każdy pokerzysta powinien być w swym fachu biznesmenem, a w biznesie sentymentów nie ma. O tym, że nadmierne żerowanie na planktonie ocieka egoizmem wspominać nie należy – wszak karty to nie Caritas, a chłopaki to są w agencjach towarzyskich. Ale istotny jest fakt, iż wykorzystywanie niewiedzy (głupoty) maluczkich inwestorów jest niebezpieczne dla pokerowego ekosystemu i kiepsko rokuje na przyszłość działu stakingu. Pogląd, że „wszystko się sprzeda i będzie się sprzedawać” puchnie wprost proporcjonalnie do liczby oszukanych i spłukanych, a jedno i drugie jest konsekwencją obecnej sytuacji na naszym straganie z udziałami.

Co się tyczy kolegów na zakupach: jeśli ktoś ma wolne środki na dobry gambling – życzę szerokiej drogi. Ale tak to zwykle bywa, że najbardziej aktywni w świecie stakingowych komedii kryminalnych są ci, którzy nie poradzili sobie z pokerem od strony gracza, a mimo to za bardzo lubią piki i trefle, by raz na zawsze zrezygnować z karcianej rozrywki. Dla niektórych stakowanie oznacza dywersyfikację portfela poziomu zerowego, kiedy to pozornie czyni się dobrze, ale robiąc to po omacku, bez poznawczych fundamentów, w rezultacie nie robi się nic dobrego. Taki target to miód na klawiaturę naszego niebieskiego chłopca z pierwszych akapitów, a także gogusiów od choroby, awarii internetu, zalanego laptopa i „kukającej” zza ramienia mamy.

Jak wyglądać będzie przyszłość stakingów na PokerStrategy.com? To zależeć będzie wyłącznie od zachłanności czarodziejów spod znaku „mega czutki” i liczby surfujących na niewiedzy inwestorów oszustów, bo najgorzej bywa wtedy, gdy torba przychodzi w momencie dokonania przelewu.

by acebestini

//