Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Kapica: nie mamy wiedzy o istnieniu grupy zawodowych graczy

Doczekaliśmy się w końcu odpowiedzi Ministerstwa Finansów na interpelacje posła Tomaszewskiego. Można się z nich dowiedzieć między innymi, czym jest poker, czym różni się od scrabble oraz że rozdawanie kart i ... rozdawanie kart.

Tomaszewski
Tadeusz Tomaszewski
Źródło zdjęcia: profil na Facebook.com

Pod koniec zeszłego tygodnia Ministerstwo Finansów opublikowało odpowiedzi na interpelacje posła Tomaszewskiego w sprawie tak zwanej ustawy hazardowej. Autorem tegoż jest oczywiście kierownik całego zamieszania, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów Jacek Kapica.

Tym razem nie można powiedzieć, że minister Kapica nie zaskoczył. Zaskoczył i to bardzo, ale niestety ponownie w bardzo negatywny sposób. Prawdę powiedziawszy jest to kawał betonowego tekstu, napisanego przez człowieka, który dał wyraz swojej ignorancji i braku elementarnej wiedzy w temacie.

Na samym początku pan Minister raczy nas swoją wiedzą o pokerze. Oto jego obraz naszej ulubionej gry:

Gra składa się z: rozdania kart, licytacji oraz wygranej w przypadku posiadania najlepszego układu kart. Przy rozdaniu kart gracz nie ma wpływu na to, jakie karty otrzyma. Gracz ma wpływ na dalszy ciąg gry w zakresie, jaki wiąże się z wyborem opcji obstawienia, może "spasować", "zaczekać", "stawiać", "sprawdzić" lub "przebić". W związku z powyższym wynik gry zależy w szczególności od przypadku, bowiem gra polega na rozdaniu kart, na które gracz nie ma żadnego wpływu.

Dla pana Kapicy gra w pokera to po pierwsze pojedyncze rozdania, które nie determinują się wzajemnie. Nie ma czegoś takiego jak long run, czy historia gry, a co z tego wynika nie ma znaczenia selekcja rąk, style gry oraz strategia długoterminowa. Ale to jeszcze nic, z tego tekstu wynika, że każde rozdanie w pokerze kończy się showdownem i to jest WYNIK gry! W mniemaniu pana podsekretarza, gra w pokera wygląda mniej więcej tak: krupier rozdaje karty, Kaziu obstawia 1000 PLN, Tadziu dokłada, bo przecież nie ma innej możliwości i później obaj panowie pokazują karty. Jeżeli postawić sprawę w ten sposób, to oczywiście należy zgodzić się z konkluzją ministra, że:

W tym zakresie nie można mówić o umiejętnościach gracza oraz przyjętej przez niego strategii, które nie mają wpływu na zwycięski układ kart, umożliwiający mu zwycięstwo.

Dalej mamy odpowiedź dotyczącą ekspertyz:

Obowiązujący stan prawny jednoznacznie kwalifikuje przedmiotową grę jako podlegającą rygorom ustawy o grach hazardowych. W świetle powyższego niezasadne było występowanie o ekspertyzy biegłych, potrzebne do uznania gry w karty poker Texas Hold'em za grę losową, a tym samym Minister Finansów nie dysponuje takimi ekspertyzami.

Ależ oczywiście panie ministrze, przecież mając tak wspaniały obraz pokera, który powstał dzięki panującym stereotypom, ciężko jest prosić kogokolwiek o zdanie. Problem polega na tym, że wyssane z palca teorie nie powinny być przyjmowane bezkrytycznie. To właśnie od ekspertyzy powinno się rozpocząć definiowanie, a nie konieczność uzyskania ekspertyz uzależniać od bardzo ograniczonej i wziętej z powietrza definicji.

Pan Kapica ponownie zasłania się wyrokami sądów, których chyba nie czytał. Jednakże najciekawszym jest takie oto stwierdzenie.

Zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych (... - przykłady spraw), w grach, w których jeden z etapów zależy od przypadku, również wynik całej gry zależy od przypadku, a w konsekwencji gra ma charakter losowy. Na podstawie przywołanych orzeczeń należy uznać, że dla oceny losowości danego przedsięwzięcia istotne są także elementy inne niż wynik gry.

W takim razie co przesądza o losowości danego przedsięwzięcia? Minister z uporem maniaka karmi nas jednym zastosowaniem swoich wybujałych teorii do pokera, ale w innych przypadkach bierze pod uwagę pozostałe okoliczności. To w końcu jeden element losowy świadczy o losowym charakterze całego przedsięwzięcia, czy nie? Co zatem z rozdawaniem kart w brydżu oraz skacie?

W przypadku zasad gry w karty typu skat czy brydż o wyniku rozgrywki nie decyduje przypadek, ale zasadniczo przyjęta przez graczy taktyka gry. Poszczególni uczestnicy ww. gier mają świadomy wpływ na osiągnięte przez siebie wyniki.

A pokerzyści nie mają świadomego wpływu. W pokerze fundamentalnym jest pojedyncze rozdanie kart i wychodzi na to, że kilka milionów graczy na całym świecie ma złudne przeświadczenie, że decydują o przebiegu rozgrywki. Minister totalnie nie postarał się w tej odpowiedzi. Uraczył nas kolejnym sloganem oraz teoriami bez żadnego pokrycia. Nieco bardziej natomiast przyłożył się do scrabble. Oto, jak ładnie wyeliminował znaczenie czynnika losowego w tejże grze:

Mechanizm zdobywania punktów pozwala uzyskiwać najlepsze wyniki uczestnikom, którzy wykażą się doskonałą znajomością języka polskiego, umiejętnością analizy sytuacji na planszy, szybkiego układania wyrazów z posiadanych liter, spostrzegawczością czy też odpowiednio dobraną strategią gry. Zdobywanie punktów przez poszczególnych uczestników nie ma zatem charakteru losowego. W przypadku gry w scrabble trudno w zasadzie wskazać na wpływ elementu losowości na wynik gry.

Dla ministra nie ma znaczenia, jakie się literki posiada (czyli wylosuje), znaczenie ma, co się z nimi potrafi zrobić. Nie może jednak przyjąć do świadomości, że pokerze jest dokładnie tak samo. Identyczne argumenty bowiem o wiedzy, strategii oraz umiejętnościach wytaczali pokerzyści, jednakże tego już pan Kapica nie był w stanie sobie wyobrazić. Dalej czytamy, że:

Tomaszewski
Jacek Kapica
Źródło zdjęcia: bankier.pl

To umiejętności i wiedza gracza, a nie otrzymane literki decydują bowiem o tym, czy gracz zdoła ułożyć wyraz, czy też nie.

Panie ministrze, proszę mi zatem z pięciu liter Ć D F Z Ś stworzyć wyraz „żyrafa” albo jakikolwiek inny sensowny wyraz. No tak, przecież nie gra pan zawodowo w scrabble ... ale pewnikiem znaleźliby się i tacy, którym ta sztuka by się udała.

Abstrahując już zupełnie od tego, czy poker jest grą losową, czy też nie, pan minister robi nagle wielkie oczy, gdy mowa o zawodowych graczach.

Ministerstwo Finansów nie dysponuje wiedzą na temat ewentualnego występowania zjawiska "zawodowych graczy". W pytaniu nie wyjaśniono, jakie znaczenie przypisuje się temu pojęciu i jakie osoby zalicza się do tej kategorii. Nie jest jasne, czy chodzi o osoby, których wyłączny dochód stanowi dochód pochodzący z wygranych w pokera, czy też o osoby, które z tego tytułu osiągają określony dochód dodatkowy.

Piękny popis ignorancji oraz niewiedzy, pomimo spotkań z przedstawicielami PFPSu, do których pan minister przyznał się w odpowiedzi na trzecią interpelację! O czym zatem rozmawiali na tym spotkaniu? O wpływie zorzy polarnej na menstruację pingwinów? Tworzenie prawa, które dotyka grupę ludzi, o której nie ma się zielonego pojęcia jest totalną niedojrzałością legislacyjną. Jak się bowiem okazuje:

Z badań przeprowadzonych przez CBOS w 2011 roku "Uzależnienie od hazardu" wynika, że wyjątkowo nieliczna jest w Polsce grupa osób grających na pieniądze w gry karciane. Pomijając już stwierdzony w wyniku badań fakt, że co piąty grający w gry karciane na pieniądze zagrożony jest negatywnymi konsekwencjami gry, nie istnieją przesłanki, by dodatkowo zmieniać system podatkowy wyróżniając wskazaną powyżej grupę graczy.

Jeżeli grających na pieniądze jest niewielu, a dodatkowo bardzo niski procent tej grupy zagrożony jest negatywnymi wpływami hazardu, to jakie są przesłanki oraz powody zakazywania tegoż?! Czy w państwie, które w konstytucji ma zagwarantowaną wolność swoich obywateli, zdrowym jest zakazywanie czegoś, co ma znikome znamiona szkodliwości? Problemem nie jest tutaj tworzenie osobnej grupy podatkowej dla paru osób, ale fakt, że zakazuje się pokera, który według badań jest praktycznie nieszkodliwy. Skąd zatem ten ogromny upór pana ministra oraz odporność na wiedzę i fakty?! Skąd cała ta ignorancja?

O misjonarskiej wartości naszej ustawy pan minister Kapica mówił już wielokrotnie – naczelnym jej celem jest ochrona obywateli przed szkodliwością hazardu. Dlaczego zatem poker, będąc jak się okazuje grą mało szkodliwą oraz zajmującą zdaniem pana Kapicy bardzo niewielką część całego rynku jest skazany na aż tak silne obwarowania? Czyż to nie jest polowanie na komara za pomocą bazooki?

Na koniec poruszmy jeszcze kwestię zgodności prawa z dyrektywami unijnymi. Minister Kapica z uporem maniaka twierdzi:

Obszar gier hazardowych, ze względu na swoją specyfikę, nie jest obszarem podlegającym harmonizacji na szczeblu Unii Europejskiej. Każdy z krajów członkowskich we własnym zakresie określa zasady regulujące rynek gier hazardowych w swoim kraju, uwzględniając uwarunkowania danego rynku. Każde państwo członkowskie ma prawo regulować i kontrolować rynek gier hazardowych w celu ochrony konsumentów przed uzależnieniem, oszustwami czy praniem pieniędzy w sposób, jaki uzna za najbardziej efektywny.

Owszem, jest to prawda, jednakże regulacje dotyczące danego sektora nie mogą kłócić się z ogólnymi założeniami wspólnotowymi. Rynek hazardowy nie jest strefą odseparowaną, którego nie dotyczą ogólne założenia wspólnotowe. Fakt, że Unia Europejska nie postawiła jasnych dyrektyw, jak radzić sobie z rynkiem hazardowym, nie oznacza, że jest on totalnie poza strefą jej zainteresowania i można w tym wypadku odkładać na bok prawa, które tworzą Wspólnotę Europejską.

Podsumowując, odpowiedziami na interpelacje posła Tomaszewskiego, pan Kapica dał tylko wyraz swojej ignorancji oraz bardzo słabego przygotowania merytorycznego, które ogranicza się wyłącznie do wyssanych z palca definicji, stereotypów oraz dziwnych teorii nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością. Smutne to ...

Poniżej zamieszczamy oficjalne odpowiedzi Ministerstwa Finansów na interpelacje posła Tomaszewskiego: