Organizując sobie szczęście
Gdy siadamy do karcianej rozgrywki, liczymy wyłącznie na własne umiejętności, okraszone tylko uśmiechem Fortuny i niewymuszonymi błędami oponentów. Są jednak tacy, którzy posiadają konkretny plan "B" - a ten niekiedy staje się podstawową strategią.
Pieniądze albo psikus!
![]() |
| "Król jest u mnie. Jesteś daltonistą, chłopcze" |
"Szczęście trzeba umieć sobie zorganizować" - rzecze wyklęty przez pokerowe środowisko, a jednocześnie tak dobrze zapamiętany przez ignorantów Wielki Szu. To, co w zaściankowych umysłach pozostaje uniwersalnym prawidłem, tak naprawdę odeszło bezpowrotnie. Czasy, kiedy szulerzy prawdziwego świata kreślili "marychy", ćwiczyli giętasy i wyciągi na szczęście dla samej gry w pokera pozostały tylko na kartach prozy Purzyckiego i w pamięci hazardowych wiarusów, których ręce zmorzył artretyzm.
Próżno także wyglądać saloonów, w których prawnukowie "Wild Billa" Hickoka czekają przy okrągłym stole na śmiałków, gotowych spróbować ostrego pokerka lub prochu z trzymanych w pogotowiu Coltów. Doyle Brunson nie musi się martwić, że w XXI wieku ktoś posmyra go w żebra kosiwem ostrym jak zapalenie trzustki. Nikt już nie chodzi z wyciągarką na asy, nikt nie przeprasowuje podwójnych mankietów i nikt nie przygotowuje misternej pajęczyny wszystkowidzących luster. Czyli co - już się nie oszukuje? Niezupełnie.
Douche Poker Tour i inni
![]() |
| "Cholerne wszy..." |
W dzisiejszych czasach oszustwo nie jest wyłącznie jedyną szansą dla słabszych - dla pozbawionych zasad jednostek zdolnych bywa niekiedy opcją na zwykłe budowanie edge'a. Partouche Poker Tour już zawsze kojarzyć się będzie z cheatami - w 2010 roku Niemiec Ali Tekintamgac osiągnął życiowy sukces wygrywając WPT Barcelona i wydawało się, że zacznie gruntować swe nazwisko w śmietance najlepszych. Nic z tego - na Partouche 2010 zdyskwalifikowano go przed rozpoczęciem rozgrywki finałowego stołu za to, iż na jego stack pracowało kilka kasynowych "wtyczek".
Całkiem niedawno okazało się natomiast, że także final table z roku 2009 nie był "czysty" - Francuzi Jean-Paul Pasqualini i Cedric Rossi wywindowali się do heads-upu dzięki starej jak Jack Ury metodzie "buzi-buzi-usta-szyja". Zarzutom o oszukiwanie nie oparły się nawet największe pokerowe autorytety. Justin Bonomo oskarżył niegdyś Mena "The Master" Nguyena o szereg tanich trików, łącznie z procederem donoszenia mu wygranych przez siebie żetonów przez członków jego wietnamskiej świty. Kiepską reputację ma także Sorel Mizzi, a jednym z jego ostatnich występków było rozdawanie "spod spodu" w gamblerskiej gierce Chińskiego Pokera z Johnem Racenerem podczas PCA 2011.
World Series of Cheating
![]() |
| Dawaj ante! |
Prawdziwym skupiskiem łasic i tanich cwaniaczków jest jednak World Series of Poker. Oprócz najznakomitszych nazwisk do stołów cyklu zasiadają rzesze leszczy, mających świadomość, iż w starciu z kolekcjonerami bransoletek do zwycięstwa potrzebować będą zestawu asołamaczy i chrystusowego namaszczenia. Zdarzały się przypadki pokerzystów, którzy zabierając ze stołu wygrane w rozdaniu żetony zahaczali o stacki przebywających na sitoucie sąsiadów. W Evencie #9 WSOP'12, który rozgrywany był w formule re-entry, zdecydowali się poszukać szczęścia ojciec z synem. Panowie nosili takie same imiona (i nazwiska), a że ojcu szło znakomicie, a latorośli nie za tęgo - młodzian postanowił wykorzystać drugą szansę należną tacie i wkupił się w sumie trzykrotnie.
Jednak nie tylko karciany plankton pragnie sam poszukać promocyjnej pożywki - oskarżenia padały też wobec najlepszych, i z ust najlepszych. Podczas H.O.R.S.E. Championship w 2011 roku Daniel Negreanu zarzucił Michaelowi Bingerowi oszustwo w stawianiu zbyt małego zakładu w celu zdobycia informacji jak najmniejszym kosztem. Rok wcześniej w tymże najbardziej prestiżowym turnieju świata ktoś naznaczył paznokietkiem pikowego asa. To była jednak bardzo lipna "żyleta", która może nadawałaby się na taksówkarzy, ale nie na specjalistów od odmian wszelakich. Któż natomiast nie pamięta Prahlada "Cordell Walker" Friedmana i jego żenującego śledztwa w sprawie brakującego ante, którego pożałować miał Jeff Lisandro?
Mess with the best...
![]() |
| John Scarne w akcji |
Dowodem na słabość oszukańczego manewru jest moment, w którym wychodzi ono na jaw. Ale są na tym świecie spece, którzy z uśmiechem politowania obserwować by mogli nie tylko kalambury Rossiego i Pasqualiniego, ale także sztuczki samego Wielkiego Szu. Poczynając od słynnego Jeffersona "Soapy" Smitha, przez niezatapialnego "Titanica" Thompsona, tajemniczego S.W. Erdnase, aż po Richarda Marcusa i jego "Dirty Poker" - każdej dekadzie towarzyszył niejeden majster od karcianych tricków i udziwnień, które oczywiście z biegiem czasu były coraz trudniejsze do ukrycia.
Allan Zola Kronzek w swej książce "52 Ways to Cheat at Poker" napisał, iż większość oszukiwanych przy stołach ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, bo nie wie, co jest w ogóle możliwe. Rzeczywiście -
wiele manewrów szybkością i niezbędną do ich wykonania techniką zaskakuje lepiej, niż Polonez po wymianie rozrusznika. Przez lata największym autorytetem w dziedzinie potencjalnych technik oszustw był John Scarne, który m.in. dublował Paula Newmana w "The Sting" i opatentował "but" do blackjacka. Dla bezpieczeństwa gry w kasynach zrobił on więcej, niż generał Szumski dla pacyfikacji stoczni szczecińskiej. Zresztą wiele kasyn do wykrywania oszustw zatrudnia wirtuozów tego fachu, by wymienić choćby Sala Placente, Steve'a Forte, omnibusa George'a Josepha oraz A.D. Livingstone'a (notabene był on pierwszym autorem, który opisał w książce wariant Texas Hold'em).
Myj ręce!
![]() |
| Warto? |
Technik pokerowego oszustwa jest tak wiele, jak wielu splamionych graczy, dla których cel uświęca środki. Do najprostszych metod należą dziecinne akcje podglądania kart, wrzucanie niepełnych sprawdzeń, unikanie ante czy ratholing. Najprostsze myki są najbardziej powszechne i niejeden z was miał już nieprzyjemność przyglądać się obitym gębom cingciarzy z PKS-u. Samo znaczenie kart także może być wykonane nieudolnie i "na szybko", ale słynne marychy wprowadzają je na wyższy level oszustwa. Dalej mamy porozumienia (świetny przykład cierpiących swąd francuskich zwycięzców Partouche), wariacje związane z tasowaniem i rozdawaniem, double dealing, iluzje i szereg opcji przeznaczonych do wykorzystania online oraz technologie nowoczesne, z różnorakimi chipami i minisłuchawkami. Do tego dziesiątki książkowych publikacji i instruktażowych filmików - zachęcające, prawda?
Nieprawda. Bo właściwi zwycięzcy wychowywani są w przeświadczeniu, że oszustwa są dla słabych. Pieniądz wygrany nie fair wcale nie pachnie tak, jak ten zarobiony tonami wysiłku i hektolitrami wylanego potu. Cheatowanie jest niegodne ludzkich umysłów, które zdolne są do rzeczy wielkich same z siebie. Dopracowane maestrią rękodzieła zawsze będą miały większą wartość niż maszynowe podróbki, godzinami mieszany boloński sos z krojonym żyletką czosnkiem smakował będzie po stokroć lepiej niż słoik z Pudliszek, a pokerowe zwycięstwo jako nagroda za bycie najlepszym zupełnie inaczej zadowalać będzie niż tytuł kupiony czy wydarty z niegodnym handicapem. A tam, gdzie jest inaczej, już dawno umarło człowieczeństwo, a zaścianek ignorantów szuka pożywki.
by
//




