Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Poker kontra blackjack

My, pokerzyści, szczycimy się, że tylko w "naszej" grze kasynowej decydującą rolę odgrywają umiejętności. Czy faktycznie jesteśmy jedyni? Oto, co o pokerze ma do powiedzenia zawodowy gracz w blackjacka.

Colin Jones jest profesjonalnym graczem w blackjacka. Od blisko dziesięciu lat utrzymuje się z liczenia kart (co wbrew pozorom nie jest nielegalne, a jedynie bardzo niemile widziane przez kasyna). Jones opublikował ostatnio tekst, w którym przedstawia różnice między zawodową grą w pokera i blackjacka. Jak pisze: "Popularność Hold'ema i World Series of Poker sprawiła, że każda gospodyni domowa wie coś o pokerzystach, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że są ludzie, którzy żyją z blackjacka".

EV w blackjacku

21!

Pokerzyści często żyją w przekonaniu, że są lepszej sytuacji niż hazardziści, ponieważ rywalizują z innymi graczami, a nie z kasynem. Colin Jones widzi sprawę odmiennie. Podkreśla on, iż bez względu na to, jak dobrym jesteś pokerzystą, nie odniesiesz sukcesu, jeśli inni przy stole będą lepsi (co przekłada się także na to, że nawet przeciętny gracz może być wygrywający tak długo, jak będzie grał ze słabszymi od siebie). W blackjacku umiejętności innych są bez znaczenia, a ich obecność ma tylko jedną konsekwencję - zawodowiec będzie w stanie rozegrać mniej rąk na godzinę (dlatego Colin unika zatłoczonych stołów).

Idąc dalej tym tropem Jones podkreśla, że w blackjacku na każdym limicie obowiązuje ta sama strategia gry. Czynności i podejmowane decyzje są powtarzalne, a jedynie stawka ulega zmianie. "Czuję się komfortowo wnosząc zakłady liczone w tysiącach dolarów, ponieważ wiem, że postąpiłbym identycznie w grach na wysokich i niskich stawkach. Matematyka da ten sam rezultat, a jedynie stopa zwrotu będzie inna". Trudno przypuszczać, by w pokerze gracz micro poradził sobie przy stole high stakes.

W cieniu pokera

 
Colin Jones

Colin pisze, że to, czy ktoś jest dobry w liczeniu kart można ocenić bardzo szybko (w odróżnieniu od pokera, gdzie fakt bycia graczem wygrywającym można stwierdzić dopiero po dłuższym czasie). Ponadto stosując się do odpowiednich zasad, gracz blackjacka nigdy nie będzie miał poczucia, że podjął złą decyzję. Zdarzy się co prawda, że zostanie "pokonany" przez wariancję, ale na pewno nie przytrafi mu się outplay ze strony przeciwnika.

"Często powtarzam, że gdy ktoś zaczyna swoją karierę w blackjacku, ma setki miejsc zatrudnienia. Z każdym wyproszeniem z kasyna jesteś zwalniany z jednego po drugim" - tak wygląda smutna rzeczywistość zawodowo liczących karty. Gdy tylko kasyno orientuje się, że ma do czynienia z profesjonalistą, oznajmia, że nie jest on mile widziany. To prowadzi do punktu wspólnego z pokerzystami - częstymi podróżami, choć motywacje są zgoła inne.

Z nutką zazdrości Jones opisuje, jak zawodowi pokerzyści zdobywają status celebrytów. W kasynach są serdecznie witani zarówno przez obsługę, jak i fanów, podczas gdy profesjonalni gracze blackjacka muszą ukrywać swoje umiejętności i spotykają się z banicją. Colin ostrzega, że jeżeli komuś zależy na sławie i uznaniu, to liczenie kart nie jest dla niego. Pół żartem dodaje na koniec, że taki styl życia jest jednak idealnym rozwiązaniem, jeśli "lubisz stosować fortele i mieć poczucie, że robisz coś, czego nie powinieneś".

Tekst Colina Jonesa (całość znajdziecie tutaj) zawiera ciekawe spostrzeżenia, szczególnie z punktu widzenia pokerzysty. Colin nie próbuje udowodnić, że jedna gra karciana jest lepsza od drugiej. Przedstawia po prostu różnice między pokerem, a blackjackiem z perspektywy "drugiej strony". Warto wspomnieć, że Jones współprowadzi stronę coachingową dotyczącą liczenia kart, a jego team blackjacka, który operuje bankrollem przekraczającym milion dolarów, jest bohaterem filmu dokumentalnego - "Holy Rollers: The True Story of Card Counting Christians". Ciekawa filozofia i sposób na życie?



by kennajj
//