Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Pokerowy napastnik

Myśląc o pokerze i wielkich turniejach do głowy automatycznie przychodzą znane nazwiska zza wielkiej wody - Ivey, Negreanu, Hellmuth, Juanda, Brunson. A kto potrafi wymienić z głowy pięciu świetnych, europejskich pokerzystów?

W czołówce prestiżowej listy "All Time Top Money Winners" na próżno szukać nazwisk europejskich, z jednym wyjątkiem. Tym rodzynkiem jest nie kto inny jak Sam Trickett. Do roku 2008 nazwisko znane to było tylko zapalonym kibicom lokalnych rozgrywek piłkarskich angielskiej ligi podwórkowej. Zanim Brytyjczyk postanowił spróbować swoich sił w pokerze, był dobrze zapowiadającym się zawodnikiem, któremu marzyła się kariera na miarę Wayne'a Rooney'a czy Garry'ego Neville'a. 

Niestety, poważna kontuzja kolana pokrzyżowała mu plany i zmuszony był pożegnać się ze swoim ukochanym sportem, przynajmniej jeżeli chodzi o karierę zawodową. Wtedy nie mógł tego wiedzieć, ale kontuzja kolana okaże się najlepszym, co go w życiu spotkało. 

Do pubu? Zawsze 

Fryzura à la późny Beckham

Gasząc pragnienie i uciszając nadszarpnięte ego, Trickett zaczął odwiedzać lokalne puby. To właśnie w jednym z nich po raz pierwszy miał styczność z pokerem - rozgrywany był tam turniej z niskim wpisowym, będący ulubioną rozrywką pubowych regularsów. Oczywiście poza okazjonalnym piwkiem, ewentualnie pięcioma. Razem z grupką znajomych Trickett zasiadł do stołu, w lot złapał zasady i... nie, nie wygrał. Złapał za to bakcyla - tego samego, którego każdy z nas w pewnym momencie pochwycił. 

Od tej pory wycieczki do pubów stały się coraz częstsze, ale znacząco zmienił się cel tych wizyt.
Każdy pokerzysta wie, że im więcej się gra, tym bardziej rośnie na to ochota, a Sam Trickett nie był żadnym wyjątkiem. Zerując kieszenie kolejnych pubowych randomów zdał sobie sprawę, że jeżeli jest w stanie wygrywać z nimi, to równie dobrze może wygrywać z randomami online. Jak pomyślał, tak zrobił i począł grać turnieje Sit & Go za 10 $.

Vegas, baby

Apetyt rośnie w miarę jedzenia i w 2008 roku, mając na karku 22 lata, Trickett spakował walizki i wyruszył do mekki pokerzystów - Las Vegas. Wyjazd okazał się być udany, bowiem w turnieju 5000 $ no-limit Hold'em zgarnął drugie miejsce i 245 927 $. Apetyt dalej był niezaspokojony i po powrocie na łono ojczyzny stanął na szczycie podium Main Eventu Grasvenor UK Poker Tour, za co nagrodzony został, oprócz tytułu mistrzowskiego, 109 050 £.

Rok 2008, tak samo jak następny były dla niego łaskawe, ale Trickett wiedział, że stać go na więcej. Prawdziwy przełom nastąpił w 2010 roku, kiedy to podczas World Series of Poker sześciokrotnie kończył na miejscach płatnych eventów, zaliczając dwa stoliki finałowe. Jeden z nich, notabene dokładnie ten sam, co dwa lata wcześniej, również ukończył jako "pierwszy przegrany", za co tym razem otrzymał 505 725 $. Historia lubi się powtarzać i tym razem po powrocie do Londynu wygrał PartyPoker World Open VI, co zapewniło jego bankrollowi zastrzyk wysokości 200 000 $.

Aussie, Aussie, Oi, Oi!

Wanna play a game?

Styczeń w Wielkiej Brytanii zdecydowanie nie jest okresem sprzyjającym dobremu samopoczuciu. Zimno, mokro (jak zawsze) i do tego jeszcze szaro. Trickett postanowił zamienić wszechobecną szarugę na prażące słońce i wyruszył do Australii na podbój Aussie Millions. Był to strzał w dziesiątkę, bowiem rok miał się dla niego zacząć fenomenalnie.

Najpierw, 22 stycznia wygrał No-limit Challenge z wpisowym wynoszącym 100 000 $, zgarniając przy tym 1 603 744 $. Pięć dni później powrócił na stoliki, aby wziąć udział w turnieju Super High Roller z wpisowym 250 000 $, w którym zajął ostatecznie drugie miejsce, wzbogacając się o kolejne 1 472 289 $. Kiedy już doszedł do siebie po świętowaniu swoich nieprzeciętnych wyników, starym zwyczajem udał się do Las Vegas, jednak amerykańska ziemia nie była równie łaskawa jak australijska i zaliczył "tylko" dwa miejsca płatne w turniejach.

Zupełnie tak samo jak rok i dwa lata wcześniej, Trickett powrócił na Stary Kontynent i... wygrał turniej. Tym razem był to Main Event Partouche Poker Tour, a zwycięstwo nagrodzone zostało kolejnymi siedmioma cyframi w tym roku - 1 434 514 $.

Big one, huge one!

Zawiść - straszna rzecz

Większość zapewne kojarzy Tricketta z zeszłorocznego, drugiego miejsca w evencie Big One For One Drop z wpisowym milion dolarów, który zakończył ustępując miejsca jedynie Antonio Esfandiariemu.

10 112 001 $ nagrody za drugie miejsce zdecydowanie przekracza lifetime winnings niejednego starego wyjadacza pokerowych stołów, a jemu samemu zapewniło drugą pozycję na liście "All Time Top Money Winners".  Zdecydowanie "jeden wielki" był jego najgłośniejszym i najbardziej medialnym sukcesem, co paradoksalnie mogło mu zaszkodzić.

Zaraz po zakończeniu stolika finałowego Trickett w towarzystwie swojej lekko plastikowej narzeczonej udali się do jednego z wielu miejsc nocnych uciech Miasta Grzechu. Plan był prosty - jest wygrana, trzeba ją oblać. W pewnym momencie coś poszło nie tak i sześciu (według samego zainteresowanego) panów zwróciło się do niego z grzecznościowym pytaniem: "Masz jakiś problem?".

Nie wiadomo czy Trickett problem miał, może panowie chcieli papierosa, a sportowcy przecież nie palą, a może po prostu zwykła ludzka zazdrość wzięła górę. W każdym razie cała sytuacja nie miała szczęśliwego finału, a Trickett boleśnie przekonał sie o tym, że sukces kłuje w oczy bardziej niż odblaskowa kamizelka. Na szczęście nic poważnego się nie stało i skończyło się na kilku siniakach i urażonym ego.

Where's my money?

Z wielkich sukcesem przeważnie wiążą się wielkie pieniądze, a ludzie zwyczajowo do nich lgną. Nie masz przyjaciół? Zostań bogaczem, będziesz miał ich tuziny. Społeczność pokerowa wydaje się być w jakimś stopniu odporna na to zjawisko - wiadomo, wszyscy się znają, ktoś wygrywa dzisiaj, jutro ktoś inny, wszyscy są szczęśliwi i (w miarę) bogaci.

W każdym środowisku jednak znajdzie się czarna owca, pracująca na czarny PR wszystkich. Tą czarną owcą okazał się w zeszłym roku Andrew Feldman. Niedługo bo wielkim cashoucie Trickett napisał na swoim Twitterze, że pewna bardzo dobrze znana osoba w środowisku pokerowym jest mu winna pieniądze i oczekuje ich zwrotu. Rozpoczęły się spekulacje a w ich wyniku palcem zaczął być wytykany właśnie Feldman.

Próbując ratować twarz, wyzwał do pojedynku na 140 znaków Tricketta, który do tej pory unikał podania nazwiska dłużnika. Tego już było za wiele na swoim profilu napisał: "Bez wchodzenia w szczegóły - nie ufajcie Andrew Feldmanowi. Ja przekonałem się o tym w ten najgorszy sposób".

Sky is the limit

Ptak? Samolot? Nie, Paweł Wilczak

Na przestrzeni ostatnich paru lat Samuel Trickett wyrósł na prawdziwą gwiazdę i ambasadora pokera, czego ukoronowaniem było przystąpienie do teamu pro Titan Poker. Jasne stało się również, że wśród setek tysięcy dolarów czuje się jak ryba w wodzie, toteż jego poczynania możemy śledzić we wszelkiej maści High Rollerach, Super-High Rollerach i cash games z najlepszymi i najbogatszymi. W tym roku udowodnił świetną formę po raz kolejny wygrywając Aussie Millions i zgarniając ponad 2 miliony dolarów.

Dużą część roku Tickett spędza w Macau, gdzie gry są największe na świecie, a chętnych nigdy nie brakuje. Przemysłowe bogactwo i wrodzona skłonność Azjatów do hazardu to mieszanka wybuchowa, ale też ulubiony koktajl pokerzystów. Ponoć horrendalnie bogate gry w towarzystwie najlepszych na świecie oraz chińskich biznesmenów przypadły Samuelowi do gustu tak bardzo, że rozpoczął intensywną naukę mandaryńskiego.

I pomyśleć, że to wszystko dzięki urazowi kolana i typowo angielskiemu zamiłowaniu do piwa...

by philenvyy

//