Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Sukces w sejmie!

Kilka godzin temu zakończyło się spotkanie pokerzystów z parlamentarzystami zasiadającymi w Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki. Obie strony są bardzo zadowolone z tego meetingu i uznają, że był niezwykle konstruktywny.

Kosecki
Najnowszy fan pokera w sejmie Roman Kosecki
Źródło zdjęcia: sports.pl

Jak informowaliśmy was we wcześniejszym newsie, dzisiaj w okolicach południa na posiedzenie Komisji Kultury Fizycznej, Sportu i Turystyki zostali zaproszeni wysłannicy dwóch organizacji pokerowych, aby przekonać zasiadającej w niej posłów o tym, że pokerowi bliżej do sportu i niż hazardu rodem z kasynowych gmachów.

Byli tacy, którzy obawiali się atmosfery na tym spotkaniu, a wszystko przez wrzucenie do jednego pomieszczenia przedstawicieli dwóch konkurujących mocno ze sobą organizacji pokerowych – mowa oczywiście o Polskiej Federacji Pokera Sportowego pod wodzą Pawła Abramczuka oraz Polskiego Związku Pokera, którego prezesem jest jeden z najważniejszych ambasadorów naszej ulubionej gry w kraju Michał Wiśniewski. Obaj panowie pomimo tego, że nie pałają do siebie wielką miłością, to potrafili odstawić na bok niesnaski i zjednoczeni wejść przed oblicze posłów z Komisji – ku chwale pokera! Chwała im za to!

Obie federacje przygotowały własne prezentacje, które poprzedziła krótka prośba Michała Wiśniewskiego o poważne ich potraktowanie przez posłów oraz uwagę. Będący jednym z delegatów PZP Radosław „Rado” Jedynak określił oba wystąpienia jako – fantastyczne. Powiedział również, że posłowie z ogromnym zainteresowaniem wysłuchali tego, co przedstawiciele społeczności pokerowej mają do powiedzenia. Co więcej, zadawali całą masę pytań, aby jak najdokładniej wyczerpać temat, a jednym najbardziej aktywnych słuchaczy był reprezentant Polski w piłce nożnej sprzed lat Roman Kosecki.

Trzeba dać pokerowi szansę!

Jednym z pierwszych i najważniejszych było pytanie dotyczące vice premiera: Dlaczego nie ma tutaj pana Kapicy!? - Grzmieli posłowie – Dlaczego nie powiadomiliście go o tym spotkaniu?! Odpowiedź oczywiście była jedna – minister Kapica został powiadomiony, ale nie raczył zareagować na zaproszenie i nie pojawił się tym razem.

Oprócz chęci poznania sportowej wartości pokera, mieliśmy również elementy dość humorystyczne, które świetnie rozładowywały napięcie – wiadome, nie zawsze przemawia się przed parlamentarzystami. W swojej prezentacji Paweł Abramczuk powiedział między innymi, że tak jak w innych dyscyplinach sportowych, również w pokerze zdarzają się kontuzje, które wymagają interwencji masażystów. Na pytanie – Jakie to kontuzje? - Abramczuk odpowiedział krótko i treściwie – Bóle kręgosłupa i skurcze. - czym oczywiście rozbawił posłów, a najbardziej chyba Romana Koseckiego.

Rado
Jeden z bohaterów podboju serc posłów
Radosław "Rado" Jedynak

Z relacji Rado wynika, że większość posłów z komisji nie miała zielonego pojęcia co to jest poker i z czym to się je. Niektórzy tylko przyznawali, że znają nieco temat z turniejowych relacji emitowanych przez zagraniczne stacje telewizyjne. Dlatego też takie spotkanie dało im wiele wiedzy i jeszcze więcej do myślenia. Członkowie Komisji doszli do wniosku, że pokerowi w kraju trzeba dać szansę, uporządkować sprawę i dać możliwość reklamy.

Parlamentarzyści byli również zaskoczeni faktem o braku promocji pokera w polskich mass mediach. Niestety, tutaj odpowiedź była bardzo prosta – ustawa hazardowa zabrania nam tego. Przepisy odcięły pokerowemu lobby dostęp do środków masowego przekazu, co zmienia głos naszej społeczności w nic nieznaczący szept.

Wszystko jak na razie wygląda bardzo kolorowo. Zainsteresowanie posłów pokerem urosło na oczach zaskoczonych delegatów. Jednakże zadaliśmy Rado jedno pytanie – Co dalej?

Odpowiedział: Dalej będą kolejne spotkania, bo nie od razu Kraków zbudowano i od czegoś trzeba zacząć, a początek mamy fantastyczny.

Co z tego wyniknie dalej? Czy działacze pokerowi mają szansę, aby pójść za ciosem i doprowadzić sprawę naszej społeczności do szczęśliwego końca? Kiedyś jeden polityk powiedział – Mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. Jak skończył Leszek Miller – wszyscy wiedzą. Mamy nadzieję, że historia naszych bohaterów dzisiejszego dnia będzie zgoła odmienna.

Dziękujemy Radkowi „Rado” Jedynakowi za poświęcenie nam czasu i relację ze spotkania.