Zaktualizowano 03 mar 26 przez

W imię zasad

Poker - gra łatwa do nauczenia się, ale trudna do opanowania w stopniu mistrzowskim. Również jeśli chodzi o same przepisy, które nie zawsze są tak oczywiste, jak się wydaje.

Konto na internetowym poker roomie założyłem kilka lat temu. Zalogowałem się i usiadłem przy stoliku cashowym no-limit Hold'em z blindami 1/2 centy. W jednej z pierwszych rąk dostałem króla i trójkę (mniejsza o suit). Wiedziony czutką początkującego (każda ręka startowa ma wtedy w sobie to "coś") wszedłem do puli. Po riverze na stole leżał as, dama, ósemka, dziewiątka, dwójka. Wchodzę all-in! Dostaję snap calla. Przeciwnik pokazuje dwie pary. Na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech, ale mina mi szybko rzednie, gdy widzę, jak pula przesuwa się do oponenta. "Jak to możliwe? Przecież miałem strita! A ostrzegali mnie, że soft jest rigged".

Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała moją ówczesną pokerową wiedzę. Układ od damy do trójki nie istnieje i nie daje mi "zawijanego strita". Skąd on mi się w ogóle wziął? Wystarczy kilku sprytnych nowicjuszy i "nauczyciel", który sam nie do końca zna zasady. Podejrzewam, że wielu z was także ma różne anegdotki związane ze swoimi początkami i nauką pokera. Po czasie człowiek poznaje reguły gry dogłębnie i każdy wie, jak należy rozumieć zasady w danej sytuacji, prawda? Nie do końca.

Co do podstaw nikt nie ma wątpliwości. Starszeństwo układów, kolejność wykładania kart i podejmowania decyzji - tutaj panuje zgoda. Jednak czasem dochodzi do sytuacji, które unaoczniają różnice w interpretacji przepisów. Pokerzyści borykają się z nimi zarówno w "szarej codzienności", jak i będąc w blasku reflektorów oraz pod czujną obserwacją obiektywów telewizyjnych kamer.

Twarde przepisy, ale przepisy?

Andy Field to mało znany pokerzysta z Wielkiej Brytanii. Niczym się nie wyróżnia, gracz jakich wielu. Andy opisał niedawno sytuację, jaka spotkała go w jednym z brytyjskich kasyn. Field znalazł się na all-inie po flopie dzierżąc parę asów i kickera w postaci króla. Jego przeciwnik oznajmił, że ma seta. Andy wyrzucił swoją rękę, ale cudowny river dał mu Broadwaya. Sięgnął więc szybko z powrotem po swoje karty zanim dealer zdążył je wziąć. Do rozstrzygnięcia sytuacji wezwany został manager, który stwierdził, że każdy "ruch kart do przodu klasyfikowany jest jako muck".

Tezę dałoby się pewnie obronić, gdyby nie to, że kilku stałych bywalców gier twierdziło, że w analogicznych sytuacjach werdykty były odwrotne i pule przyznawano po prostu lepszemu układowi. Field poprosił o pokazanie odpowiedniego przepisu w spisie reguł obowiązujących w kasynie.  Brzmiał on tak: "Nieodwrócone karty przesunięte za linię uważane są za zmuckowane, jak tylko dotknie ich dealer". Andy wyrzucił co prawda swoją rękę, ale rozdający nie zdążył zareagować zanim pokerzysta sam ją pokazał.

Powodów niekorzystnej dla siebie interpretacji zasad w tym wypadku, Field upatruje w relacjach między graczami i obsługą kasyna. Części goście znają się niekiedy prywatnie z pracownikami i mogli liczyć jego zdaniem na bardziej pobłażliwe traktowanie. Abstrahując zupełnie od tego, czy podejrzenia Brytyjczyka są słuszne, jedno jest pewne - manager sali/dyrektor turnieju jest w pokerze instancją ostateczną. Różne instytucje mogą mieć różne przepisy, ale i tak finalna interpretacja będzie należała do niego.

Tournament Director wszechmogący

Serwis "The Hendon Mob" przedstawił swego czasu cykl artykułów zatytułowany "You are the Tournament Director". Przedstawiane były w nich dyskusyjne, czy wręcz kontrowersyjne przypadki (często autentyczne), które rozwiązać musiało sześciu znanych kierowników turniejowych. Oto przykłady sytuacji, z którymi musieli się zmierzyć:

  • Wczesna faza dużego turnieju. Pięciu graczy zobaczyło flopa w postaci: Js. Rozpętuje się szaleństwo przebijania. Ostatecznie trzech uczestników zostaje w puli. Gracze A i B weszli all-in oraz mamy do czynienia z side potem między graczami B i C.
    A:
    B:
    C: 3d
    Turn przyniósł , a river . Gracz C ma karetę, ale okazuje się, że w talii są dwie i brakuje 3c.
  • Satelita, trzech graczy w grze, jedna wejściówka do wygrania. Na riverze wszyscy są w puli i ponad 50% wszystkich żetonów znajduje się na środku stołu. Gracz B ma zamiar zabetować, jeśli gracz A poczeka. Czas mija, dealer patrzy się na gracza B, który pyta: "Czy A zrobił check?". Dealer nie odpowiada przez kilka sekund i gracz C odwraca swoją rękę mając A-high. Gracz B mówi, że nikt jeszcze nie podjął decyzji, gracz C jest przekonany, że B poczekał. Dealer twierdzi, że nie słyszał dokładnie co powiedział gracz B, ale użył on słowa "check".
  • Gracz A betuje, gracz B sprawdza i zanim gracz C podejmie działanie, zostaje wyłożona pierwsza karta flopa.
Matt Savage, jeden z najbardziej znanych
dyrektorów turniejowych

Decyzje były w wielu przypadkach podobne, ale jednak różniły się szczegółami. Jednak w kilku sytuacjach werdykty mogły zaskoczyć. W pierwszym przykładzie pięciu "sędziów" anulowałoby rozdanie i zwróciło wszystkim ich żetony. Jednak jeden wyłamał się z kolektywu twierdząc, że liczba trójek w talii się zgadzała, więc rezultat pozostaje w mocy (pytanie co by było, gdyby chodziło np. o draw do koloru).

Drugi przykład przyniósł pełne spektrum rozwiązań. Od karania gracza C za odwrócenie swojej ręki przez umożliwienie graczom A i B podjęcia decyzji do stanowiska, że trzeba opierać się przede wszystkim na tym, co mówi dealer.

Trzecia sytuacja, przy dosyć zbieżnej ocenie tego, co należy zrobić (pozwolić trzeciemu graczowi podjąć decyzję, ponownie przetasować pozostałe karty), podkreśliła detal, na który niewielu chyba zwraca uwagę - dużo zależy od techniki wykładania flopa (po amerykańsku - trzy karty na raz lub europejsku - pojedynczo). Należy sobie zdać sprawę z tego, że istnieje więc także coś takiego, jak kulturowe uwarunkowania gry w pokera.

Wyjątek potwierdza regułę

Czasami spory są w gruncie rzeczy proste do rozwiązania. Przykładowo, gdy osoba podejmująca decyzję jako ostatnia ma nutsowy układ i zaczeka, by nie zabierać żetonów znajomemu, należy jej się kara (spekulować można tylko na temat tego jaki powinien być jej wymiar). Niekiedy jednak bywa tak, że bardzo trudne sytuacje przychodzą w newralgicznych momentach ważnych turniejów:



Przepis nr 89 reguł WSOP mówi: "Wszystkie żetony włożone do puli pozostają w puli. Jeśli uczestnik rozdania przebije zakład, ale jego ręka będzie martwa przed otrzymaniem sprawdzenia, traci on wartość zakładu początkowego, a przebicie jest mu zwracane". To właśnie jego interpretacja uratowała prawdopodobnie turniejowe życie Andrasa Koroknaia. Chociaż nie wiadomo też jaką rękę miał Węgier i może to on w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności wygrałby tamto rozdanie. Cała sytuacja śni się pewnie po nocach Gaëlle Baumann, która odpadła z Main Eventu na najgorszym bodaj, 10. miejscu. Wyeliminował ją nie kto inny jak Koroknai.

Na tegorocznym turnieju głównym WSOP miał zresztą miejsce również inny ciekawy przypadek. W siódmym dniu rywalizacji (wyłonienie finałowego stołu) doszło do błędu, na który zwrócił uwagę Steve Gee. Był on na małym blindzie, gdy dealer rozdał pierwszą kartę buttonowi. Gee powiedział o pomyłce, ale został zignorowany przez resztę siedzących przy stole. Rozdanie, które w istocie było misdealem zakończyło się wygraniem przez Steve'a bardzo dużej puli (full kontra trips Scotta Abramsa). Gdyby dealer rozdał prawidłowo, jego karty otrzymałby Jesse Sylvia, a pechowcem byłby Jake Balsiger. Jakże inaczej mógł się potoczyć Main Event. Obecność kamer nie zapobiegła pomyłce, którą potwierdziły późniejsze powtórki telewizyjne.

Może należałoby więc spróbować zawrzeć wszystkie pokerowe reguły w książce i przedstawić jedną jedyną wytyczną przepisów?

Spisać, wydać, zunifikować

Zasady są po to, żeby...

To zadanie bardzo trudne do wykonania, ale próba została podjęta przez Międzynarodową Federację Pokera (IFP). Książka zatytułowana jest "The Rules of Poker", ma 139 stron i przynajmniej wedle opisu, jest przygotowana na każdą okoliczność, jaka może wyniknąć przy pokerowym stole. Zawiera w sobie przepisy wszystkich istniejących odmian pokera oraz wskazówki, jak radzić sobie w przypadku sytuacji spornych np. nieumyślnego pokazania kart. To niewątpliwe wyjście na przeciw pokerzystom narzekającym na różnorodność reguł i interpretacji obowiązujących w poker roomach na całym świecie.

Ambicją autorów "Zasada Pokera" jest, by książka stała się pozycją obowiązkową w biblioteczce każdego pokerzysty, a może przede wszystkim każdego dyrektora turniejowego. Już uzyskała pozytywne opinie Tournament Directors Association i organizatorów World Series of Poker, European Poker Tour oraz World Poker Tour.

Sama idea wydaje się być trafna, ale od razu rodzą się pytania o granice potrzeb regulacji. Książka oferuje np. wskazówki, jak zorganizować mecz pokerowy. Brzmi dobrze, chociaż trudno będzie spełnić warunek posiadania 75 talii kart na każdy stół, przy którym będzie się toczyć gra w warunkach home game. IFP postanowiła także przedstawić pokerowy "dress code", który zabrania m.in. noszenia kapturów, okularów i czapek. Przykładowo, czy będący najczęściej boso Antonio Esfandiari nie dodaje kolorytu grze?

Regulować?

Na zeszłorocznym WSOP rozgorzała dyskusja czy można omawiać swoją rękę w trakcie trwania rozdania, by spróbować uzyskać jakieś informacje. Oficjalne wytyczne zabroniły tego procederu. U wielu pokerzystów (z Danielem Negreanu na czele) wzbudziło to ostry sprzeciw. Organizatorzy turniejów pozostali jednak nieugięci. Są także decyzje niewiele zmieniające w samej grze, ale sprawiające, że oglądnie jej staje się mniej atrakcyjne np. kary za "nadmierne okazywanie radości".

Nie unikniemy sytuacji kontrowersyjnych. Każda nowa regulacja znajdzie swoich zwolenników i osoby, które stwierdzą, że dane zalecenie nie ma sensu. Często porównuje się pokera do sportu. Czy wobec tego można powiedzieć, iż jest on jak piłka nożna? Pomyłki "sędziowskie" się po prostu zdarzają i są nieodłącznym elementem gry. Także za to ją kochamy.


by kennajj