Z cyklu: The Men of the Game - Allen Cunningham
Allen Cunningham nie wygląda na postrach kasyn, ale dobrze wiemy, że pokerowy image to coś więcej niż niski ton głosu i najdroższe binokle. Gracz ten sprawia wrażenie maszyny do miażdżenia rywali, których daremny trud najlepiej skwitować może słynny już komentarz Normana Chada: "What are they thinking of? This is Allen Cunningham!".
Lekcje odrobione? Rozdawaj!
![]() |
| "Don't f... with me, kid" |
Czy musicie stawiać czoła narzekaniom rodziców, czy wręcz ukrywać przed nimi swoją karcianą pasję? Allen Cunningham z pewnością zmagał się z wieloma mniejszymi i większymi problemami, gdy był w szkolnym wieku, nigdy jednak nie musiał martwić się o rodzicielską akceptację chwil, gdy chwytał za karty - siedział wszak przy kuchennym stole i za chwilę rozdać miał sobie, mamie Joanne i tacie Deanowi. Po minucie zgarniał pulę - robił to raz po raz niezależnie od tego, czy do stołu dosiadał się wąsaty wujek Pete, gruba ciotka Cindy, sąsiedzi czy ktokolwiek inny.
Nie potrzeba więcej, by dzieciak zakochał się w kartach. Z niecierpliwością wyczekiwał dnia, gdy będzie wystarczająco dorosły, by przetestować swoje umiejętności w którymś z indiańskich kasyn, gdzie próg wieku był znacznie obniżony. W końcu rozpoczął swą przygodę z pracą zarobkową, dostarczając pizzę. Dostał się na UCLA, gdzie zamierzał uzyskać tytuł inżyniera. Z zaangażowaniem przykładał się do edukacji, jednak nie w wykładowych salach, a w kasynie, gdzie z powodzeniem próbował swych sił w grach low-stakes i freerollach. Na drugim roku zbudował bankroll wystarczający na shoty gier 10 $/20 $. Szybko znalazł odpowiedź na za.....ście ważne pytanie Laski - w wieku 19 lat rzucił studia i szlifował swego skilla w oczekiwaniu na dosięgnięcie amerykańskiego wymiaru pełnoletniości.
Sezamie - otwórz się!
![]() |
| Dobre życie |
Wrota poważnej gry przekraczał w doborowym towarzystwie, stanowiąc część ekipy pokerowych "młodych gniewnych" wraz z Johnem Juandą, Danielem Negreanu, Philem Ivey, Laynem Flackiem i Kirkiem Morrisonem. Stanowili alternatywę dla grupy weteranów i towarzystwa Mayfair Club. Pierwsze lata Cunninghama na wielkiej arenie były dość chude - wygrywał co prawda eventy LA Legends of Poker, ale na pierwszy solidny występ podczas World Series of Poker musiał czekać do 2000 roku, kiedy to pięć miejsc w kasie okrasił 2 pozycją w turnieju 5000 $ Limit Omaha Hi/Lo, gdzie padł dopiero w starciu z uwielbianym dziś Howardem Ledererem.
Allen radził sobie świetnie niemal we wszystkich odmianach pokera. W 2001 roku zdobył swą pierwszą bransoletkę w evencie 5000 $ Seven Card Stud, wygrywając ponad 200 zielonych tysięcy. Kolejny rok to triumf we WSOP-owych mistrzostwach 2-7 Draw, po którym był o krok od obrony tytułu i zwycięstwa w swym debiutanckim turnieju z cyklu World Poker Tour. Znakomicie radził sobie w grach Five-Diamond i Five-Star, organizowanych w Bellagio. Kolejne trzy lata przyniosły mu trzy bransoletki i aż 15 miejsc w kasie królewskiej, pokerowej serii. Całemu światu wyraźnie przedstawił się podczas Main Eventu w 2006 roku, kiedy to, w dużej mierze dzięki wspomnianym wyżej komentarzom Normana Chada, jawić się zaczął jako maszyna nie do ogrania.
![]() |
| I już wiecie, czyja była ostatnia pula... |
Rekordowy turniej zgromadził 8773 graczy, którzy wygenerowali pulę nagród wynoszącą 82 512 162 $, z czego zwycięzca dostać miał monstrualnego dwunastaka. Cunningham gromadził swój stack jak Palikot zwolenników wśród amatorów Purple Haze i do stołu finałowego zasiadł z drugim stanem posiadania, ustępując jedynie nieobliczalnemu Jamie Goldowi. Świadomy bycia faworytem Cunningham nie ukrywał, że dla niego o wiele ważniejszy od ośmiocyfrowej nagrody był mistrzowski tytuł. To jednak Gold gromadził żetony i ostatecznie wysłał do domu naszego bohatera. Przy blindach 200k/400k/50k ante po zakładzie Michaela Bingera na 1,5 mln i callu Golda, Cunningham zdecydował się na push z parą dziesiątek. Binger uciekł, Gold natomiast sprawdził z KJs, by już na flopie doczekać się króla. Ponad 3,6 mln $ nagrody nie osłodziło Allenowi gorzkiego smaku niespełnionych oczekiwań. Rio All Suite opuścił zły jak nigdy, odmawiając komentarza.
Łapiąc oddech
W ostatnich latach Allen Cunningham nieco spuścił z tonu - choć przypomniał się fanom na antenie ESPN rok temu, gdy z turniejem głównym World Series of Poker pożegnał się dopiero na 69 miejscu. Zaserwuje nam dowód swych umiejętności jednak jeszcze wielokrotnie, po części z racji młodego wieku, po części z powodu umiejętności, które nie przemijają jak zespół napięcia przedmiesiączkowego i krystalicznej psychiki profesjonalisty, która stanowi solidny procent w konstrukcji wygrywającego gracza. Cunningham nie hipnotyzuje operatorów kamer - przy stole jest spokojny, cichy i tylko w chwili, gdy przesuwa w swoją stronę przyjemną feerię żetonów rywali, raczy nas swoim szczerym uśmiechem. Zresztą to, że Allen jeszcze namiesza, jest właściwie pewne - w końcu "he is Allen Cunningham!".
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
Turniej życia. Screw you, Jamie!
Easy? Akurat...
Szczęście sprzyja lepszym?
by


