Z cyklu: The Men of the Game - John Bonetti
Dziś, w czasach ultra-agresywnej gry, której szaleńcze tempo nadają młodzi i nieustraszeni pokerzyści, gotowi w każdym rozdaniu położyć na szali cnotę swych miłości i dobre imię swych matek, opanowanie weteranów nie jest, delikatnie mówiąc, w cenie. Co powiecie więc o zdobywcy trzech bransoletek, który swą pierwszą w życiu poważną pokerową rękę rozegrał w wieku 55 lat?
"Gdyby poker przyciągnął do siebie telewizyjne kamery pięć lat wcześniej, niekwestionowaną gwiazdą byłby John Bonetti" - słowa Phila Hellmutha to nie tylko kurtuazyjny cukier, bowiem gracz ten był postacią tyleż barwną i rzucającą się w uszy, co dziś niemal zupełnie nieznaną.
"Little noisy, huh? Eat your manicotti!"
![]() |
| "To było twoje ostatnie rozdanie, chłopcze" |
John Bonetti urodził się w 1928 roku w nowojorskim Brooklynie w rodzinie włoskich imigrantów, którzy swe korzenie i narodowościową odrębność pielęgnowali w stylu przywodzącym na myśl "Rodzinę Soprano". Choć sporą część swej młodości Johnny spędził w Houston, gdzie brak było Little Italy i gangstersko szemranych kumpli, swą aparycją, ekspresją i charakterystycznym slangiem zdradzał przesiąknięcie podwórkiem Nowego Jorku, mogąc w Houston pozować nawet na przyjaciela przyjaciół.
Niewiele wiadomo na temat jego dzieciństwa i wczesnej młodości. Do początku lat pięćdziesiątych Bonetti handlował nieruchomościami, by po przejściu na emeryturę zająć się okazjonalną grą w pokera, której nauczyli go jego współpracownicy. Jako przywiązany do rodziny na włoską modłę mąż i ojciec unikał jednak wyjazdów, skupiając się na lokalnych gierkach. Kiedy jednak zdał sobie sprawę, że owej rodzinie najlepszy standard życia może zapewnić dzięki karcianym zwycięstwom, zdecydował się na wiekowo jesienny podbój Vegas.
"Gimme my l'Oro, ragazzi"
55-letni John Bonetti z miejsca począł rzucać się w oczy. "Fugetaboutit - vaffanculo that", "ball-busting", ostrzegawcze spojrzenia betonowych butów, sprośne, włoskie żarty i mięsny szał, w jaki wpadał przy udziale nie współpracujących z nim dealerów - brooklyński koloryt ogarnął mury Horseshoe już podczas pierwszego turnieju World Series of Poker z jego udziałem - Main Eventu, w którym zajął 23 miejsce. Po raz drugi turniej o mistrzostwo świata no-limit Hold'em skeszował dwa lata później, by w 1990 roku zająć w nim ósme miejsce i odebrać bransoletkę za tytuł w evencie 5000 $ No Limit Deuce-to-Seven Single Draw.
![]() |
| "Do me a favor - take a walk" |
W kolejnych latach regularnie zasiadał przy finałowych stołach eventów WSOP oraz wygrywał turnieje podczas Amarillo Slim Super Bowl of Poker i LA Poker Classic. Rok 1993 był dlań przewrotny. Po zdobyciu swej drugiej bransoletki zajęciu trzeciego miejsca w kolejnym odcinku WSOP, stanął przed szansą wygrania Main Eventu, gdy przy stole finałowym zasiadał już tylko w towarzystwie Jima Bechtela i pasywnego jak kazachski skoczek na mamucie Glena Cozena, który dawał się wyblindowywać jak Lisa Sparxxx "popychać" w kierunku rekordu... Bonetti mógł spokojnie poczekać na karciane omdlenie shorta, jednak włoski temperament kazał mu tańczyć, przez co zakończył turniej na trzecim miejscu. Wkrótce miał jednak podjąć o wiele groźniejszego rywala.
"Cancer? Fugetaboutit!"
U Johna Bonettiego wykryto raka rdzenia kręgowego i prostaty. Pokerzysta cierpiał, jednak działo się to przy pokerowych stołach, gdzie niekiedy dojeżdżał taryfą inwalidzkiego wózka. Do wielkiej gry powrócił w wielkim stylu w 1995 roku, wygrywając mistrzostwo 2-7 Draw i pokonując w ostatecznej rozgrywce Johnny'ego Chana i Doyle'a Brunsona. Już rok później ponownie stanął przed szansą shipnięcia Main Eventu, przegrywając jedynie z dr Brucem Van Hornem oraz Huckelberrym Seedem. W kolejnych latach jeszcze ośmiokrotnie zasiadał przy finałowych stołach World Series, przez wiele lat plasując się w czołówce All-Time Money List. Daniel Negreanu rzekł kiedyś: "Jestem przekonany, że zdrowy John Bonetti jest najostrzejszym graczem turniejowym z żyjących pokerzystów, bez wątpienia". Niestety, ze zdrowiem włoskiego weterana było coraz gorzej.
Swój ostatni turniej WSOP rozegrał w 2006 roku, w wieku 78 lat. Niedługo potem lekarze orzekli najgorszy wyrok, z kilkumiesięcznym zaledwie odroczeniem. John Bonetti zmarł 28 czerwca 2008 roku.
Bevi l'acqua finche' corre
![]() |
| "Uh, Maronn..." |
Wielu karcianych dealerów i graczy, którzy w kasynie poszukiwali spokoju i skupienia, wspomina Bonettiego jako wybuchowego narwańca i wulkan inwektyw. Prawdą jest, że jeśli ktokolwiek prowadzi statystyki w liczbie karnych sit outów na najważniejszych pokerowych eventach - Bonetti musi zdecydowanie w nich przodować. Kiedy chwilę przed przerwą jednego z Tournament of Champions AK Johna padło na riverze wobec AQ rywala - wyeliminowany z gry zawodnik począł rozsmakowywać się w anglojęzycznych k***ch na tyle głośno, iż stojący trzy stoły dalej "turniejowy" zafundował mu 20 minut przymusowej przerwy, czyniąc z niego prawdopodobnie jedynego pokerzystę w historii, który został ukarany sit outem będąc już poza grą.
John Bonetti był jednak przede wszystkim dobrym człowiekiem - skarbem dla najbliższych i przyjacielem tych, którzy borykają się z kłopotem. Nigdy nie wahał się wspomóc stejkiem młodych, buszujących w satelitach graczy, a w przypadku ich niepowodzenia potrafił zadać o to, by mieli w kieszeni kilka dolarów choćby na taksówkę. Zawsze gotów był do udzielania pokerowych rad i życiowych mądrości, które przekazywał niczym mafijny ojciec chrzestny. Szkoda tylko, że tak, jak potrafił osiągnąć mistrzowski pokerowy poziom po sześćdziesiątce, nie znalazł recepty na dłuższe życie.
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
Johnny B. i Daniel The Kid... 13 lat temu!
Back in biz.
by


