Czasem wyłonienie wyróżniającego się bloga trudniejsze jest niż poderwanie lesbijki. Dziś kolej na variata, który swym profesjonalizmem i master-levelem mindsetu zachwyca nie tylko grinderów PLO.
"Problemem ludzi nie jest fakt, że stawiają sobie za wysoko poprzeczkę i im się nie udaje, ale fakt, że stawiają ją za nisko i im się udaje" - gracze z takim podejściem nigdy nie osiadają na laurach i stale chcąc się poprawiać, obierają drogę rozwoju dla pokerzysty optymalną. Już z poprzedniego bloga Adasia biła mindsetowa moc i rozwaga mędrca. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że gracz ten liczy sobie dopiero 21 wiosen.
Dla variata pokerowy zysk wydaje się być tylko miłym dodatkiem do pasji grania. Nasz bohater stara się maksymalizować czerpanie przyjemności z gry, co stało się jednym z argumentów przemawiających za rozpoczęciem romansu z pot-limit Omaha. Szybko okazało się, że nie będzie to gówniarskie zauroczenie, a w pełni świadoma i dojrzała miłość, którą cementuje zaangażowanie i pielęgnacja uczucia. Szkoda, że czterokartowa kochanka często pozostaje niewdzięczna, kierując linię EV w odmęty bessy.
W przewrotnie nie-wariackim blogu obszerność i merytoryczność wpisów zachwyca na równi z w pełni profesjonalnym podejściem do gry i życia w ogóle. Dla variata nie ma zawieszanych w próżni celów, olewania, poddawania się i załamywania rąk - bez względu na to, czy chodzi o edukację, grę, ocenę rozdań czy sportowy tryb życia. Takie podejście gwarantuje sukces. Bez dwóch zdań.