Na początku dzisiejszej sesji byłem chyba 5BI na minus, jeszcze niedawno z nerwów rzuciłbym czymś o ścianę i poszedł zagrać spina za 5$ (gram na nl2). A dzisiaj? Na luziku grałem dalej w ciągu godziny odrobiłem wszystko, a teraz już +5 BI. W końcu doznałem objawienia, nl2 to piaskownica, jeśli trzyma się odpowiedni mindset. Może po 8 latach gry (z duzymi przerwami oczywiście) awansuje w końcu na nl5, ale się nie spieszę. No i w końcu ciesze się grą, teraz jak gram to jakbym malował obraz, jestem artystą, a kiedyś byłem wyrobnikiem, który ciułał cent do centa i był wkurzony na cały świat.
No tak rzeczywiście, bo przecież w radzeniu sobie z tiltem chodzi o to żeby chociaż "odrobić" to co się ujebało
No i super. Fajnie, że widać progres.
Szkoda, że poprzednicy wolą sobie posnieszkowac, niż pogratulować i pomóc koledze. Jeszcze wieksza szkoda, że wśród smieszkow jest moderator.
Nie dziwię się, że w obecnych czasach to forum to głównie pato blogi i brak merytorycznych postow.
Już pożartować nie można? Nie bądźmy tacy sztywni. A autorowi wątku oczywiście, życzę jak najlepiej.
Z tiltem nie wygrywa się tak po prostu po jednej grze. Jestem niemal pewny że twoje problemy prędzej czy później wrócą. Trzeba sporej samoświadomości żeby móc o sobie powiedzieć że się nie tiltuje (albo być obrzydliwie bogatym i mieć w dupie, tylko wtedy dochodzą inne aspekty niż finansowe jak np rywalizacja). Oczywiście życzę ci żeby to była prawda ale miej świadomość jak to wygląda.
Mam dla Ciebie złą wiadomość. Nie pokonałeś tilta, tylko w ostatnim okresie nie miałeś po prostu natłoku sytuacji stolikowych, które skumulowałyby się w wywołanie u Ciebie tiltu

To mój wykres jak wpadłam w tilt na NL25 i NL50 oraz FIX 1 2 i 2 4 niezły zjazd w dół, potem się podniosłam na trzeci dzień łapiąc jakiś pojebany upswing. Poker to ciężka gra dla mocnych psychicznie ludzi.