Tak, ten w tytule to JA.
Prawdopodobnie przegrałem już całkiem spoko lapka, wakacje, smartphona i kilka innych fajnych rzeczy, bo:
- on tam nie może mieć AA, przecież nie przebijał przed flopem,
- no jak, przecież mam 3 blockery,
- je&^@y fish, cały czas potuje river, moje 2 pair jest zawsze dobre,
- przecież on tam tak nigdy nie gra z nutsami,
- i moje ulubione: no jak on moze to sprawdzać z takim gównem
Ale do rzeczy.
Wydaje mi się, że jestem całkiem dobrym graczem, ogarniającym podstawy, dynamike gry itp. Ale moim głównym leakiem jest wysokie WTSD. I ja to wiem, tylko co z tego?
Jak tylko się pilnuje, żeby grać na 26-28 WTSD wszystko jest pieknie. Ale miewam tragiczne sesje, gdzie poprostu nie mogę się powstrzymać, żeby nie sprawdzić, chociaż wszystkie znaki na ziemi i niebie mowią FOLD. I wychodzą sesje z WTSD po 32+ i - 5 BI. Trace kupe kasy na spotach w których ogarnięci gracze PLO10 maja easy fold.
Wydaje mi się, że to może być problem z handreadingiem, albo poprostu brak wiary we własną intuicję / ready. Ile kasy straciłem na shove z AKK* bo "on ma tam AA 1,5%"... Masakra.. takich przykładów jest sporo, a że gram mocno aggro to mnie bardzo boli i osobiście przeszkadza, bo wiem gdzie mógłbym być, a jestem tam gdzie jestem :/ Podobnie jak gram za duzo stolikow i zaczynam poprostu "klikać" i tak sobie tam calluje, shovuje co popadnie.
Dlatego proszę was drodzy pokerowi / omahahowi strategiści o radę i rozpoczynam dyskusję. Być może kilku z was ma podobne problemy. Być może ktoś się z tym uporał i chciałby się podzielić jakimiś radami. Będę bardzo wdzięczny