Problem pojawia się w MOTYWACJI DO. Jeżeli mówimy o pokerze, główną motywacją są $. Łatwo sobie wyobrazić motywację do, jeżeli będziemy wygrywać dużo pieniędzy. Problemem jest fakt, iż na wyniki tego celu, nie do końca mamy wpływ. I tego się boję.
Zgadzam sie ze na wyniki nie mamy zawsze wplywu dlatego nie jestem zwolennikiem budowania sobie celow w oparciu o wyniki, bo nie mamy zawsze na nie wplywu. Wniosek prosty nalezy definiowac swoje cele w taki sposob zebys mogl je kontrolowac.
Jakieś 3-4 miesiące temu przestałem planować ile $ wygram w dany miesiąc. Chodziło o prosty mechanizm- jeżeli zrealizuję dany cel; będzie ok, spoko, że mi się udało. Jeżeli jednak to się nie uda- pojawi się frustracja, rozczarowanie, smutek. Zacząłem więc zamiast celu"wygram x $ w miesiąc" wpisywać- "będę dobrze grał". Problem jednak w tym, że ten cel nie jest do końca mierzalny.
Dokladnie, kazde planowanie pod katem finansowym prowadzi do ulgi kiedy Ci sie uda i rozczarowania kiedy sie nie uda. To rozczarowanie jest planowanie juz w momencie tworzenia planu ktory nie jest zalezny od Ciebie.
Z drugiej strony cel pt. "bede dobrze gral" jest zbyt malo precyzyjny i zbyt malo okreslony, w dalszej czesci posta odniose sie jeszcze do planowania.
Oczywiście mogę stwierdzić, czy gram dobrze czy źle. Współpracuję z trenerem, który stale daje mi wskazówki. Jednak nie mam na tyle pewności siebie jeżeli chodzi o moją grę, żeby po zakończeniu miesiąca na 0 lub na - stwierdzić "to był dobry miesiąc, grałem bardzo dobrze". Tutaj z kolei chodzi o przeszłość. W zeszłe wakacje przeżyłem downswing życia. Przegrałem około 3/4 rolla, przegrywając stale przez około 3-4 miesiące. Wtedy cały czas sobie wmawiałem- Jest OK, graj tak dalej, a w końcu wariancja odda co twoje. Faktem jest, że miałem dużo pecha, ale też sporo było słabej gry. Po tym incydencie zakodowałem sobie w głowie "Jeżeli przegrywam przez dłuższy okres(w danym miesiącu nie osiągam profitu) to musi znaczyć, że źle gram.
Pewnosc jest rowniez pochodna komptencji. Chodzi o to zeby Twoja pewnosc byla adekwatna do kompetencji ktore posiadasz. Jesli u kogos pewnosc przerasta kompetencje to taki gracz staje sie zarozumialym bufonem - przyklad to znaczna czesc politykow ktorzy mimo niewielkich kompetencji maja ogromne poczucie ze maja zawsze racje.
Zadbaj o to zeby Twoja pewnosc byla adekwatna do poziomu ktory reprezentujesz - nie za duza ani za mala.
Downswing ktory przezyles potraktuj jako swietna lekcje - forme nauki. Zauwaz jak wiele sie dzieki temu nauczyles. Poradziles sobie w naprawde trudnej sytuacji, w ktorej nie radzi sobie wielu graczy. Taki downswing moze siwetna podstawa pod Twoja pewnosc w kontekscie radzenia sobie z problemami i przeciwnosciami losu.
Dodatkowo za tydzien w srode pojaiw sie film z mojego wczorajszego treningu. Koniecznie go obejrzyj - jest idealnie dla Ciebie.
Napisałem to trochę zagmatwanie, ale chciałem zawrzeć w mojej wypowiedzi jak najwięcej szczegółów, które być może okażą się ważne. Podsumowując nie potrafię założyć sobie ile $ mam wygrać w dany miesiąc, ponieważ niezrealizowanie tego celu wywoła rozczarowanie, a jego zrealizowanie nie da mi wielkiej satysfakcji.
Ustalalajac swoje cele - tworz takie plany ktore zaleza w pelni i do konca od Ciebie. Moze warto rozwazyc budowanie celow w oparciu o umiejetnosci ktore chcesz osiagnac. W takiej sytuacji cel bedzie na tyle precyzyjny ze bedziesz w stanie go zmierzyc i ocenic a z drugiej strony bedzie zostawal pod Twoja kontrola. Np w ciagu roku osiagne umiejetnosci wygrywajacego gracza na NL100. W tym celu podniose moje umiejetnosci:
- dobiernia rangu preflop
- gry w 3bet potach
- grania na blindach
- grania na turnie OOP
- ....
- ....
W tym celu:
-bede pracowal z trenerem
-obejrze takie a takie filmy
-bede analizowal moja gre
-.....
co Ty na to?
-Nie jesteś jednak szczęśliwy, nie napawasz się tym sukcesem zbyt długo. Cieszy cię to jednak tylko przez kilka chwil. Stawiasz sobie od razu ambitniejszy cel "Przecież gra na 0 to żadne osiągnięcie, pasowałoby wygrywać przynajmniej 4-5bb/100
Nie jestes szczesliwy bo nie doceniasz tego co juz masz. Czytalem caly Twoj opis. Przez nastepne kilka lat bedzie istnial limit wyzej i zawsze bedzie mozna miec wiekszy win rate. Docen to co masz. Zamiast pytac sie co musze zrobic zeby byc szczesliwy, zapytaj siebie dlaczego juz jestes szczesliwy? Masz 2 rece, 2 nogi i lepsza sytuacje finansowa niz 85% na swiecie. Masz ogromne mozliwosci i podejscie z ktorym mozesz zajsc bardzo daleko. Jest wiele innych elementow ktore Ty juz masz tylko ich nie doceniasz. Zapytaj sam siebie: "czemu juz jestem szczesliwy'?
-Nie jest to jednak na tyle duża kasa, żeby kupić sobie coś, co na prawdę by cię zadowoliło. Kolejny ciuch, wyjście do kina, impreza na bogato cie nie cieszą. Do tego nie jesteś rozrzutny, żeby duży % z kasy którą wypłaciłeś wydać na jakąś wycieczkę/zegarek/inną zabawkę. Wiesz co prawda, że wydanie tej kasy na taką "głupotę" dałoby ci mase frajdy, ale jesteś zbyt rozsądny, żeby to zrobić.
Poza tym co napisalem wyzej - wypisz sam dla siebie wszystkie najcudowniejsze momenty w swoim zyciu. Wypisz np 5 najcudowniejszych chwil w Twoim zyciu i napisz ile Cie lacznie kosztowaly.
-W swoim myśleniu(nie chodzi tylko o pokera) przez większość czasu kierujesz się przyszłością. Nie skupiasz się na drodze(która powinna sprawiać dużo frajdy) tylko na celu, który cały czas przesuwasz wyżej i wyżej.
Nie ma nic zlego w kierowaniu sie przyszloscia. Osoby chorobliwie przekonanie ze powinny byc zawsze w tu i teraz paradoksalnie nie znajduja sie w tu i teraz poniewaz oceniaja dane zachowanie przez pryzmat swoich przeszlych doswiadczen.
Natomiast jest czas na planowanie i jest czas na skupianie sie na grze. Co jakis czas fajnie jest zaplanowac to co bedziesz robil, ale jak grasz to skupiaj sie na grze, na tu i teraz, na procesie, na tym by grac jak najlepiej. Skupiajac sie na przesuwaniu celu tworzysz mentalnosc niedostatku i ciagle znajdujesz tylko te elementy ktore sprawiaja ze czujesz nieodsyt. Skup sie na tym zeby sam proces wygladal jak najlepiej, bys gral jak najlepiej: dokonywal jak najlepiej selekcji stolow, robil super notatki, podejmoal najbardziej profitowe decyzji i oczywiscie gral caly czas swoja A-game. To jest proces.
-Twoimi działaniami często kieruje chęć udowodnienia sobie czegoś. Tak jak w punkcie wyżej. Nie czerpiesz radości z drogi, tylko jesteś zapatrzony w cel. (Kilka razy w życiu przyłapałem się na tym, gdzie mocno pracowałem na dany sukces, kiedy byłem już bardzo blisko, mój cel nagle przestawał być taki atrakcyjny. Wiedziałem, że mam go w zasięgu, tylko kwestią czasu było, kiedy go zrealizuję, więc rezygnowałem.)
Cokolwiek robisz zeby cos udowodnic to tak naprawde udowadniasz to sobie. A jak juz obie wszystko udowodnisz to co dalej zrobisz?
-Nie czerpiesz radości z chwili(Mówiłeś o tym na którymś z filmików, tylko nie pamiętam na którym). Przykładowo leżysz 3 dzień z rzędu w hamaku na hawajach. Słońce świeci, pijesz drinka. W głowie jednak od razu rodzą się myśli co będzie jak wrócę. Mam do oddania projekt na uczelni, czekają mnie 2 kolokwia, już nie będzie tak pięknie.
Tak, dokladnie, to jest to o czym mowilem. To jest tez zwiazane z zarzadzaniem czasem. Wiele osob mysli ze ich problemy rozwiaze mniej snu. Nie zgadzam sie z tym. To co jest potrzebne wielu osobom to po prostu maksymalne skupienie sie na biezacym zadaniu.
U Ciebie tak samo - to kwestia podejscia. Jak jestes z dziewczyna to jestes z dziewczyna a nie rozmyslasz o przegranej sesji. Jak jestes na wakacjach to cieszysz sie wakacjami a nie myslisz o kolokwiach. Ciesz sie tym co masz, skup sie na chwili biezacej, myslenie o problemach jak jestes na wakacjach i tak Ci nie pomoze.
Zrobmy taka umowe. Zaloz sobie dziennik zmartwien. Umowa jest taka codziennie o 22 przez 10 minut wypisujesz wszystko to co Cie martwi. Ale przez pozostala czesc dnia, nie ma zadnego martwienia. Umowa stoi?
Pozdr i w razie czego pisz:)