Siema
Co niektórzy kojarzą mnie z forum - gram na poważnie od jakiegoś roku (wcześniej mikro stawki i wypłaty), wtedy tez założyłem bloga i zacząłem się uczyć.
Efekty były dosyć szybkie - przeszedłem do nl25 w jakieś 3-4 miesiące.
Obecnie jestem regularsem na nl50, czasami w weekendy gram też MTT
Miesięcznie robię volume 50-80k rąk, do tego mam grupę learningową nl50-100, prawie codziennie robię SR z rozegranych sesji - ogólnie widać mega progres w mojej grze nawet sprzed pół roku (na większej próbce mam okolo 4-5bb/100), analizuje nawet gre najlepszych regularsów z moich stawek - czasem po kilka godzin jak mam na nich 50k+ aby znaleźć najbardziej profitowe adjusty...
ALE...
Tak na prawedę od ponad pół roku nie ruszyłem ze stawek - ciągle skacze między nl25-50 co się odbuduje na nl25 dostaje switcha na 50tkach i w kilka dni zjeżdżam 10-15 BI i muszę zejść niżej.... zawsze uważałem że mindset jest moją mocna stroną...dosyć długo zajmowałem się NLP i samorozwojem - co w dużej mierze mi pomagało przy stolikach......jak widać MYLILEM SIĘ
Ktoś mi kiedyś wmówił, że liczy się longrun... co to właściwie jest ?
Według teorii rozdania, których jestem świadkiem powinny się zdarzać raz na kilka tysięcy... niektóre jak wyliczyłem ze względu na zasięgi rywali 1 na 40-50k rozdań a ja na sesje potrafię złapać 4-5 takich coolerów...to przepraszam ale prawdopodobieństwo tego, że małpa skacze na marsie jest mniejsze...
Przez ostatnie 200k rak przefiltrowałem bazę i znalazłem ponad 1000 rozdań gdzie wpieprzam mając na flopie 85%+, dodatkowo jadę pod ev jakieś 20staków i nie widzę końca.
Ogólnie przez pół roku dostalem 3 swingi - utrzymałem się tylko na stawkach dzieki bonusom i rb -ani jednego UP'a tylko momenty normalnej gry przez kilkanaście tysięcy rąk
Wiem wiem nie akceptujesz nie graj... tylko,że tu już nie chodzi o samego pokera tylko o akceptacje tego ze w życiu też się mogą zdarzyć podobne sytuacje jedna na milion .... czy ja mam być tym szczęśliwcem WTF ?

