Czasem wyłonienie wyróżniającego się bloga trudniejsze jest niż poderwanie lesbijki. Dziś przedstawiamy majowy debiut - jeśli autor jest regularsem w kartach w stopniu porównywalnym do blogowego - pękać będą limit za limitem.
Tytuł bloga i nick jego twórcy podziałały na mnie jak propozycja nie do odrzucenia. paddre zostawił pistolet, wziął cannoli i na swój sposób wziął przykład z Luki Brasi. Zamiast jednak spać z rybkami, postanowił przy pokerowych stołach obgryzać je do ostatnich ości. Ale pot-limit Omaha to zanęta działająca zarówno na bezmyślne ławice płotek, jak i przyczajone w karcianych szuwarach szczupaki.
23-letni Marek zaczynał przed pięcioma laty, o pokerowej strategii usłyszał jednak dopiero po trzech latach, uskuteczniając SSS na Evereście. Chleb jadł z niemal wszystkich pokerowych pieców poza studem i drawem - ostatnim jego przystankiem zostało PLO i na cześć swojej czterokartowej przygody ze zrzucaniem easy bottom setów postanowił założyć bloga.
paddre bardzo sumiennie podchodzi do spisywania doświadczeń (oby czas uniknął weryfikacyjnych standardów). Oprócz pracy nad pamiętnikiem, solidnie przykłada się do pielęgnowania mindsetu, w rytm refrenu oldskulowca Miki Urbaniak zdając sobie sprawę z wagi czystości myśli w karierze grindera - a PLO potrafi namieszać w głowie bardziej niż kociołek Panoramixa. Ale co tam - Donowie się nie uginają!