Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Zielona księga Komisji Europejskiej i polskie plany

Komisja Europejska opublikowała tak zwaną zieloną księgę, w której obrazuje sytuację hazardu w sieci. Celem KE jest uregulowanie sytuacji prawnej w Unii Europejskiej dla firm hazardowych działających na jej terytorium. Polska ma jednak zupełnie inne plany legislacyjne.

Faktem jest, że prawo zostało daleko z tyłu za niezwykle szybko rozwijającym się biznesem hazardowym. Według szacunków Komisji Europejskiej na ten moment istnieje około 15 000 stron internetowych oferujących tego typu rozrywkę. W 2008 r. łączny przychód firm zajmujących się gamblingiem online wyniósł 6 mld €, natomiast wedle szacunków w 2013 r. ma to być aż 13 mld €.

Na ten moment Unia Europejska nie ma praktycznie żadnych zasad funkcjonowania firm hazardowych na jej terenie i to ma się zmienić. Na starcie opublikowano tak zwaną „Zieloną Księgę”, w której można znaleźć opis panującej sytuacji. Komisja Europejska chce również szeroko zakrojonych konsultacji, których wynikiem ma być nowe prawo. Unijny komisarz ds. wspólnego rynku Michel Barnier powiedział - Nie narzucamy ewentualnych działań, naszym celem nie jest liberalizacja rynku. Wynika z tego jasno, że UE nie chce stawiać twardych zasad w tym temacie i liczy raczej na kreatywność poszczególnych krajów członkowskich, którym pozostawi raczej wolną rękę. W jakim stopniu ta wolność legislacyjna będzie wykorzystywana przez poszczególne parlamenty, to się jeszcze okaże.

A co na to Polska?

Polska jak na razie nie robi sobie nic z szacunków oraz wyliczeń i powszechnie zakazuje hazardu online. Ma się to zmienić już niedługo, ale nie w takim stopniu, jakbyśmy chcieli. Nasz rząd chce zalegalizować zakłady sportowe, ale pod warunkiem, że firmy oferujące ten typ hazardu będą zarejestrowane na terenie kraju. W sejmie jest już projekt ustawy, jednakże wygląda na to, że będzie to kolejny bubel, ponieważ zawarta w nim stawka 12% podatku od obrotów jest kosmicznie wysoka. Jak powiedział manager jednej z firm bukmacherskich - Nikt się w Polsce nie zarejestruje. We Francji było 8,8 proc. i okazało się to za dużo.

Kapica
Ulubieniec pokerzystów - Jacek Kapica
Źródło zdjęcia: DGP

Jaki niby ma być cel tej ustawy? Możliwości są dwie. Po pierwsze, możliwe, że tworzyli ją ludzie, którzy totalnie nie mają pojęcia o obecnej sytuacji na rynku gamblingowym oraz wzięli z powietrza stawkę procentową. Po drugie natomiast i to bardziej prawdopodobne, rząd polski nie chce widzieć zakładów sportowych w kraju, ale totalne ich zakazanie mogłoby się wiązać z dalszymi konsekwencjami – między innymi kłóciło by się z podstawowym prawem UE o wolnym rynku. Czyli wyjście z sytuacji jest proste – my wcale nie zakazujemy hazardu online, ale damy wam takie wymagania, których nie będziecie w stanie spełnić.

Co na to minister Kapica odpowiedzialny za kwestie hazardu? Powiada:
Dla nas najważniejsze są kwestie bezpieczeństwa graczy i organizacji gier. Nie podoba nam się sytuacja, w której gry hazardowe są legalne w kilku małych krajach, a konsekwencje społeczne ponosi reszta państw UE.

Managerze, czeka Cię kara!

W projekcie ustawy, oprócz teoretycznej możliwości prowadzenia zakładów sportowych, pojawiła się również dziwna możliwość zaocznego karania managerów, których firmy będą operowały na terenie kraju, ale niezgodnie z zasadami umieszczonymi w ustawie. Przykładowo, manager jakiegoś portalu z siedzibą na Malcie dostanie wyrok w Polsce bez konieczności brania udziału w procesie za to, że jego firma przyjmowała zakłady od Polaków. No cóż. Ministerstwo Finansów jawnie mówi, że Malta, czy Wielka Brytania nie wydadzą swoich obywateli, czy rezydentów pod polski sąd, ale minister Kapica ma nadzieję, że managerowie firm, które są notowane na giełdach nie będą chcieli dostać wyroku w naszym pięknym kraju nad Wisłą i zrezygnują z działalności w Polsce.

Wychodzi na to, że Polska świetnie poradziła sobie z niezgodnością z prawem UE i w pełni wykorzysta również wolność legislacyjną, którą da Komisja Europejska. Jaki zatem jest cel oceniania sytuacji oraz wprowadzania zmian w prawie Unii, jeżeli wszystko i tak będzie zależało od tego, co ustalą poszczególne kraje członkowskie?

Na ten temat powiedziano już chyba wszystko. Najodpowiedniejszym wydaje się chyba zarzucenie kotary milczenia i założenie epickiego facepalmu. Jeżeli jednak macie ochotę na dyskusję, to zapraszamy do specjalnie stworzonego w tym celu tematu na forum:

arrow Unia sobie - Polska sobie, czyli nowy pomysł na ustawę