Skip to forum
Notifications
Clear all

[Closed] Fish²

33 Posts
12 Users
0 Reactions
1,354 Views
yuntian
Joined: 23.04.2008

# Damianpat
Zajęć w pierwszym semestrze nie było dużo. W II semestrze będzie więcej, a podobno III semestr to być lub nie być na psychologii (ostry zapierdziel). Co do dostania się... Też słyszałem, że bardzo trudno się dostać. Jednak tak jak pisałem, moja matura, która w roku 2007 była napisana na leciutko ponad średnią, w roku 2008 było w wiele ponad średnią i nie przeszkodziły mi nawet niekorzystne przeliczniki, ponieważ poprzeczka była dla mnie nisko postawiona, natomiast dla maturzystów z 2008 roku dość wysoko.
Jeśli chcesz brać jako drugi kierunek nie radzę. Pierwszy semestr to "lajcik", lecz kolejne to intensywna nauka. Poza tym, żeby robić coś po tej psychologii oprócz magisterki warto jeszcze później się rozwijać i jeśli nie masz szczegółowych planów co do tego, co będziesz chciał robić po psychologii to strata czasu. Lepiej skupić się na jednych studiach i starać się być najlepszym. Tak mi się przynajmniej wydaje :)

# t4ziii
Ano, świat jest mały :) Chociaż dotychczas nie słyszałem o żadnych użytkownikach z Poznania :P


t4ziii
Joined: 22.01.2009

to już znasz, może kiedyś się umówimy na pokera, ale to jak napisałem w przyszłości:).


galer
Joined: 06.05.2008

Dla mnie jednak psychoogia to nie do końca nauka. Przynajmniej nie w takim sensie jak przytaczana przez Ciebie matematyka czy fizyka.
Różnica polega na tym, że tak jak w matematyce np. 2+2 zawsze będzie się równać 4 (wiem wiem..nie zawsze. studenci i wielbiciele "wyższej" matematyki niech zamilaczą :P. to ma być tylko przykład), tak w przypadku zachowań ludzkich nic nigdy do końca nie jest pewne. Tak jak pisałeś: 80%, czy 85%..zawsze to jednak możliwość. Większa bądź mniejsza. Nie ma tu pewników.
W ogóle wydaje mi się, że często cała tajemnica tych wszystkich terapii polega na tym, że pacjent wydał na nią góre kasy i myśli sobie, że skoro tyle wydał to musi działać. Wmawia to sobie i paradoksalnie odnosi to skutek. Tyle tylko, że w takim przypadku, przypomina bardziej jakiegoś wróżbite, do którego przychodzi się by poprawić sobie humor.
Do tego nie jestem przekonany czy ludzie którzy często sami sa po rozwodach i ogólnie średnio sobie radzą z własnym życiem, mogą doradzać innym.. To trochę jak księża, którzy prawią o sexie...


chmurowski
Joined: 10.12.2008

Jesli chcesz zostac psychologiem, to sam musisz przejsc terapie. Takie teraz sa zasady. A czy nauka czy nie? Oczywiscie ze nauka. Posiada wszelkie cechy , chociaz czerpie garsciami z innych dyscyplin i jest stosunkowo mloda. A czlowieka mozna dowolnie zaprogramowac jak klakulator, czego jestesmy wszyscy doskonalym przykladem. Nasze zycia roznia sie, ale w skali makro nieznacznie. W gruncie rzeczy jestesmy podobni do siebie w swej wyjatkowosci :). Kazdemu wydaje sie, ze jest wyjatkowy bo jego punkt odniesienia jest zawieszony dokladnie miedzy jego uszami.


matelusz
Joined: 04.04.2008

Wielu badaczy nie klasyfikuje psychologii jako nauki. Zwłaszcza psychologii osobowości. Dzieje się tak dlatego, że w wielu przypadkach jest to wiedza niefalsyfikowalna. Dla przykładu: psycholog uznaje, że dana osoba jest uzależniona od pokera (:D). Jeżeli się przyzna, psycholog będzie miał rację. Jeżeli się nie przyzna, psycholog stwierdzi, że pacjent odrzuca nieakceptowane przez siebie stany. Z hazardem sprawa jest o tyle prosta, że w pewien sposób można stwierdzić to empirycznie. Natomiast mówiąc np. o motywach pewnych zachowań znajdujących się głęboko w psychice, sytuacja jest bardziej skomplikowana.

Tak samo, jak nie można np. potwierdzić lub zaprzeczyć tezy o istnieniu nieświadomości - w końcu jest ona nieświadoma ;)


yuntian
Joined: 23.04.2008

galer napisał: Dla mnie jednak psychoogia to nie do końca nauka. Przynajmniej nie w takim sensie jak przytaczana przez Ciebie matematyka czy fizyka.
Różnica polega na tym, że tak jak w matematyce np. 2+2 zawsze będzie się równać 4 (wiem wiem..nie zawsze. studenci i wielbiciele "wyższej" matematyki niech zamilaczą . to ma być tylko przykład), tak w przypadku zachowań ludzkich nic nigdy do końca nie jest pewne. Tak jak pisałeś: 80%, czy 85%..zawsze to jednak możliwość. Większa bądź mniejsza. Nie ma tu pewników.
W ogóle wydaje mi się, że często cała tajemnica tych wszystkich terapii polega na tym, że pacjent wydał na nią góre kasy i myśli sobie, że skoro tyle wydał to musi działać. Wmawia to sobie i paradoksalnie odnosi to skutek. Tyle tylko, że w takim przypadku, przypomina bardziej jakiegoś wróżbite, do którego przychodzi się by poprawić sobie humor.
Do tego nie jestem przekonany czy ludzie którzy często sami sa po rozwodach i ogólnie średnio sobie radzą z własnym życiem, mogą doradzać innym.. To trochę jak księża, którzy prawią o sexie...

Tak jak chmurowski napisał, aby samemu zostać terapeutą, najpierw samemu trzeba uczęszczać na terapię. Niestety część terapeutów przynosi złą sławę swojemu zawodowi pomagając pacjentom w stylu: "Mhm, aha, mhm, aha, 85 zł się należy i następne spotkanie za tydzień". Ja osobiście nadal mam podejście, że terapeuta to tak naprawdę "płatny przyjaciel". Jednak badania oparte na doświadczeniach dowiodły o skuteczności terapii w wielu przypadkach. Tak samo, jak zadaniem mechanika jest poznanie budowy pojazdu i w każdym przypadku odnalezienie sposobu odnalezienia defektu, tak samo jest z psychologami - zagłębiają się w tajniki ludzkiej psychiki starając się poznać ją jak najlepiej dzięki czemu mogą efektywnie pomagać.

Zgadzam się, nie ma pewników. Jednak te 80%-85% pozwala odnaleźć metody leczenia dla przeważającej większości osób. Podobnie z resztą jest w medycynie. Zdarzy się przypadek, iż objawy są np. takie jak podczas grypy, jednak kuracja nie pomaga. W tym wypadku ujawnia się drugi odłam psychologii - psychologia kulturowa, która bazuje raczej na indywidualnym podejściu oraz badaniach nie ilościowych, a jakościowych (co zresztą do dziś dzieli psychologów). Pojedyncze przypadki traktuje się indywidualnie, jeśli nie pomaga standardowa "kuracja".

Co do wydawania kasy i wmawiania sobie, że to musi pomóc. Efekt placebo jest powszechny w każdej dziedzinie życia. Biorąc tabletki przeciwbólowe, praktycznie już w parę sekund po ich połknięciu możesz czuć się lepiej, bo przecież "skoro biorę lek przeciwbólowy, musi pomóc", a przecież leki tworzy się na bazie faktów naukowych.

Wróżbita. Interesuję się mową ciała - jak dla mnie jest to fascynujący temat. Jak na razie uważam siebie za dość początkującego w tym temacie, ale czy uznasz mnie za wróżbitę, jeśli potrafię nie słysząc rozmowy, a jedynie polegając na obserwacji rozmówców określić ich stany emocjonalne, odczucia itp.? To wszystko bazuje na badaniach i wyciągnięciu z nich średniej, która pasuje do większości przypadków. Dlatego też nie zgadzam się z tezą, iż dobry terapeuta jest wróżbitą. Musi być to osoba traktująca każdego klienta indywidualnie, doświadczona, z nienaganną wiedzą, wciąż rozwijająca się w swoim zawodzie, jak każdy fizyk, matematyk itp.

matelusz napisał: Wielu badaczy nie klasyfikuje psychologii jako nauki. Zwłaszcza psychologii osobowości. Dzieje się tak dlatego, że w wielu przypadkach jest to wiedza niefalsyfikowalna. Dla przykładu: psycholog uznaje, że dana osoba jest uzależniona od pokera ( ). Jeżeli się przyzna, psycholog będzie miał rację. Jeżeli się nie przyzna, psycholog stwierdzi, że pacjent odrzuca nieakceptowane przez siebie stany. Z hazardem sprawa jest o tyle prosta, że w pewien sposób można stwierdzić to empirycznie. Natomiast mówiąc np. o motywach pewnych zachowań znajdujących się głęboko w psychice, sytuacja jest bardziej skomplikowana.

Tak samo, jak nie można np. potwierdzić lub zaprzeczyć tezy o istnieniu nieświadomości - w końcu jest ona nieświadoma

Niesfalsyfikowana? Czyli, jeśli dobrze rozumiem, nie można wykazać lub ustalić fałszywości jej twierdzeń? Właściwie to można - wystarczy odnaleźć pacjenta, który nie pasuje do standardowych objawów. Tyle, że wtedy zaczyna być traktowany indywidualnie. Można też stwierdzić, że teorie, twierdzenia czy też fakty psychologiczne mogą być zweryfikowane - wystarczy znaleźć pacjentów, których objawy są standardowe :)
Jeśli mamy już sięgać teorii psychologicznych to także prawa naukowe mogą być sfalsyfikowane np. grawitacja - nie może zostać do końca zweryfikowana, lecz może zostać sfalsyfikowana (np. wystarczy znaleźć dwa obiekty, które nie spełniają wzoru na siłę przyciągania).

Nadal będę twierdził, że psychologia jest nauką. Każda nauka posiada swoją własną specyfikę, jednak wszystkie spełniają podstawowe punkty np. kreowanie faktów i twierdzeń na podstawie rzetelnych doświadczeń. Tak jak w innych naukach są wyjątki, tak samo wyjątki istnieją w psychologii, jednak nie pozostają one niewytłumaczone.

Można polemizować bardzo długo na ten temat - i nie mam zamiaru wcale takiej przyjemnej dyskusji ucinać ;) Tak jak pisałem wcześniej - nie mam na celu indoktrynowanie kogokolwiek, chciałem po prostu rzucić nieco światła na dyscyplinę zwaną psychologią.


yuntian
Joined: 23.04.2008

Czas na stricte pokerowe podsumowanie.
Dzisiejsza sesja była dość nieprzyjemna. Nie wiem, czy to TILT, downswing czy może braki w teorii. Na jeden z tych czynników nie mam wpływu, natomiast mogę jedynie się zastanowić nad tym czy gram poprawnie. Zastanowić to oczywiście za mało powiedziane - muszę ponownie poświęcić jeszcze więcej czasu na powtórkę artykułów oraz przeczytanie i zapamiętanie nowych.

Dotąd udało mi się:
utworzyć bazę danych w SuperMemo z sekcji "Basic" oraz "Bronze"
zdobyć licencję do Elephanta (mam nadzieję, że będzie dostępna po aktualizacji punktów)
poznać większość artykułów z sekcji "Basic" oraz "Bronze" w stopniu zadowalającym, jednak to za mało - nadal pozostaje utrwalanie przy pomocy SuperMemo
na dzień dzisiejszy znalazłem dla siebie dość efektywną metodę nauki, która jednak musi być nadal udoskonalana

Cele:
bye bye Full Ring - przejście na Short-Handed - po oswojeniu się z nową pododmianą, stosowanie agresywnego BRM na mikrostawkach (350 Big Bets)
zapoznanie się z właściwościami statystyk oraz korzystanie z nich
stworzenie bazy danych w SuperMemo z sekcji "Silver"
poszukiwanie jeszcze bardziej efektywnych metod nauki
rozważenie, ile czasu zamierzam poświęcić pokerowi (time management)
zapoznanie się z artykułami z sekcji "Basic" (to raczej uznaję za wykonane, jednak nie zaszkodzi jeszcze powtórzyć) oraz "Bronze"
zapoznanie się z artykułami z sekcji "Silver" w stopniu zadowalającym
kompletnie uwolnienie 100$ bonus na Mansion
granie maksymalnie 4 stolików SH, skupienie oraz dokładna analiza gry przeciwników itp.

Postanowiłem jak najszybciej przejść na SH. Dlaczego? I tak czy siak będę musiał kiedyś przejść na SH, a wydaje mi się, że im wcześniej, tym lepiej, zwłaszcza, że będę chciał się później przenieść na PartyPoker - z takim doświadczeniem podpartym teorią nie będę miał problemów z adaptacją na SH na PP.

Cóż, to chyba tyle. Zobaczymy jak się sprawy potoczą.


yuntian
Joined: 23.04.2008

Rozważając nieco ostatnio na poprawieniem skupienia podczas gry w pokera, nauki teorii bądź też skupienia w trakcie nauki w sensie ogólnym, zastanawiałem się nad wpływem muzyki. Niektórych muzyka potrafi dekoncentrować, z kolei innym kompletnie nie przeszkadza. Ja osobiście dość często gram przy cichej muzyce w tle (lub głośnej, zależy od "widzi-mi-się"), jednak nigdy nie zastanawiałem się czy ten czynnik w jakikolwiek sposób może mieć wpływ na grę czy też koncentrację przy stolikach.

Na początku trzeba zacząć od tego czy ktoś w ogóle przepada za jakąkolwiek muzyką. Znam osoby, które na palcach jednej ręki potrafią wymienić znane jej kawałki i bardzo sporadycznie lubią sobie posłuchać jakiegoś "tiri-riri" w radio. Ja nie uważam siebie za pasjonata czy też, bardziej skrajnie mówiąc, audiofila, jednak większości rzeczy czy zajęciom, które wykonuje towarzyszy właśnie muzyka. Jaka? Zależy od humoru, pogody, zachcianki itp. Czasami lubię posłuchać czegoś spokojnego, w innym wypadku preferuję coś bardziej energetyzującego czy też optymistycznego.

W tym momencie nasunęło mi się pytanie: Czy muzyka może przeszkadzać w grze oraz czy rodzaj muzyki ma na nią wpływ? Rozwijając tą myśl posłużę się większości znanym sposobem hipermarketów, który ma wpłynąć na szybkość zakupów itp. klientów. Podczas małego ruchu przy zakupach zazwyczaj towarzyszy nam spokojna, rozluźniająca nutka, skłaniająca nas do ograniczenia swojego pośpiechu, zatrzymania się dłużej przy półkach, a co za tym idzie kupienia produktów, które w pierwotnym zamyśle nie były na naszej liście. Natomiast kiedy ruch jest wzmożony, a kolejki przy kasach długie, często usłyszymy coś o znacznie szybszym, żwawym tempie, przez co zazwyczaj sami żwawo przelatujemy przez półki realizując nasze zakupy czasami w sposób nieprzemyślany. Nawet jeśli nie kupimy więcej niż zamierzaliśmy, szybka rotacja klientów sprawi, iż zysk supermarketu na tym nie straci.

Czy podobnie dzieje się w sytuacji, kiedy siedzimy przy pokerowych stolikach? Czy np. energiczne kawałki zwiększają naszą szybkość w podejmowaniu decyzji, agresję w grze, podejmowanie mniej przemyślanych ruchów, podbić, zwiększanie liczby stolików w celu zwiększenia akcji na stołach pasującej do rytmu muzyki itp.? W moim wypadku zauważyłem pewne, hm, rozkojarzenie lub zwiększenie szybkości gry przy żwawych tonach. W tym momencie zastanawiam się, czy do akcji wkracza problem skupienia się (wsłuchiwanie się w tekst) czy też jakiś inny, powyżej wymieniony aspekt. Z kolei, kolejną dostrzeżoną przeze mnie prawidłowością jest, iż przy, np. kojącej, spokojnej muzyce, jazz'ie czy też innych kawałkach przypisanych do kategorii "chillout" gram spokojnie, staram się dokładnie analizować board, myślę nad zagraniami itp. W takim razie, czy to o czymś świadczy? Wydaje mi się, że ciężko jest to określić - za dużo zmiennych czynników, które mogą mieć wpływ na to porównanie. Pierwszym z nich jest przede wszystkim to, że kawałki jazzowe zazwyczaj nie zawierają słów. Poza tym, aktualny humor, stan emocjonalny czy też inne czynniki zewnętrzne (które u profesjonalisty powinny odciskać znikome jak nie zerowe piętno na jego grze) także wpływają na grę.

Są to luźne rozważania, niektórzy mogą stwierdzić, iż niepotrzebne. Mnie to zaciekawiło, jednak nie w sposób, który zaabsorbuje czas przeznaczony na naukę teorii. Obecnie staram się grać bez muzyki, ponieważ nie jestem w dokładniejszy sposób ocenić jej wpływu, dlatego też traktuję ją jako czynnik niesprzyjający koncentracji.

Jak sytuacja wygląda u Was? Gracie z muzyką w tle? Zauważyliście pewnie prawidłowości lub zależności w stosunku do Waszej gry?

PS. Jeśli już mówimy o muzyce, ten kawałek nie daje mi spokoju :D

Świetny. Musiałem :D (w dobrej jakości na dobrych słuchawkach wymiata :D)


ja na poczatek wlaczam sobie...

to daje mi takiego powera do gry pozniej wlaczam last fm albo jakies radio eska np:) jednak w godzinach 23-5 wole grac bez muzyki...nikt mi nie przeszkadza w grze i moge sie maksymalnie skupic na stolikach a nie na muzyce czy innych rozpraszajacyh rzeczach typu sasiadka stukajaca mlotkiem w kotlety :P


Masterjari na jednym z treningów wypowiadał się na temat muzyki podczas gry w sposób jednoznaczny i imho słuszny - wszystko co robimy/słyszmy/widzimy poza pokerem obniża naszą koncentrację, a co za tym idzie efektywność. Oczywiście jeśli posadzimy Panadola na 2 stolikach 1/2$ to obniżona przez muzykę koncentracja nic nie zmieni, ale grając normalnie myślę, że powinno sie dążyć do maksymalnego wykorzystania swoich możliwości - i tu muzyka może przeszkadzać (i nie ma tu nic do rzeczy stwierdzenie "lubię grać przy muzyce" - rozmawiamy o efektywności, a nie przyjemności).


yuntian
Joined: 23.04.2008

Dlatego też zacząłem rozważać ten aspekt w odniesieniu do różnych wykonywanych czynności. Nie rozważam tutaj wyższości "lubię grać przy muzyce" nad efektywnością i na odwrót - szukam (być może dziury w całym) elementów, które mogą wpływać na grę czy jakość wykonywanych czynności. Oczywiście na początku trzeba weryfikować teorię i popełniane błędy, jednak czasami można sobie pozwolić na luźniejsze rozważania.

Zastanawia mnie jeszcze wpływ dynamicznej muzyki (np. http://www.spike.com/video/duality-slipknot/2640657 ) na agresję w grze :P Zaznaczam, że to czysta ciekawość, nie zamierzam tego testować czy też podnosić sobie AF ostrą łupaniną :P


Myślę, że jeśli ktoś stwierdziłby u siebie taką zależność, że szybka, agresywna muzyka podnosi mu agresję i na odwrót, to powinien szybciutko przelać wszystko co jeszcze ma na konto bankowe i pożegnać się z pokerem :) Jeśli głupi kawałek może wpływać na sposób gry, to do jakiego tiltu mogą doprowadzić badbeaty ?(


yuntian
Joined: 23.04.2008

Prowadzisz samochód. Co może wpłynąć na Twoją jazdę? Wiele aspektów.
- kłótnia z dziewczyną/rodziną/przyjaciółmi/szefem, która znacznie wpłynęła na Twój stan emocjonalny
- także DYNAMICZNA muzyka
- 500 koni mechanicznych pod maską
- zachowanie innego kierowcy
- chora ambicja typu: "Przecież ten Cieńkus nie może mnie tak bezkarnie wyprzedzać"
- stan upojenia/odurzenia
- pobudzenie
- pośpiech itp.

Wydaje mi się, że podobnie jest z pokerem, tyle, że tak jak wspominałem, przelałem przelotną myśl odnośnie muzyki i pokerze ponieważ chciałem poruszyć ten luźny temat i cieszę się, że mi się udało :)
Na naszą grę wpływają o wiele poważniejsze czynniki niż muzyka - stan emocjonalny, bad beaty, fishowate zagrywki przeciwników, stan upojenia, pośpiech (muszę szybko wskoczyć na wyższy limit) itp. Bawiąc się w metafory, dla części graczy 500 koni pod maską jest "znajomość" artykułów PokerStrategy, przez często wyrabiają sobie przeświadczenie, że są ponad graczami, bo przecież wszyscy na mikro to fishe :P Hm, dużo analogii. Niestety nie dam sobie wmówić, że ktoś ma to wszystko opanowane i nic na niego nie wpływa. Na to należy poświęcić ogrom pracy, takiej samej jak przy teorii pokera i większość graczy nigdy nie tego nie dojdzie. Wspominając tutaj o muzyce poruszam aspekt, który przez część początkujących pokerzystów może być niezauważony - dokładniej, są oni świadomi podstawowych problemów, jednak często nie wiedzą, że otoczenie, w którym gramy, muzyka też mogą mieć wpływ.

Czy każdy, kto zauważył, że muzyka przyśpiesza jego jazdę samochodem powinien wymontować radio w samochodzie lub oprawić prawo jazdy w ramkę i powiesić na ścianie? :) Pierwszy ważny krok to uświadomienie sobie swoich błędów, później pozostaje "tylko" droga do ich naprawy bądź wyeliminowania/zminimalizowania.