Siema, mam taki problem, ze co se wygram to se przegram, powiedzmy ze gram dobrze i wygrywam, jest ok, wygrywam 3 dni i utrzymuje dobra gre grajac sesje dziennie. I przychodzi ten dzien gdzie po prostu wariancja zadziala na niekorzysc, albo trzymajac KK na BTN SB obudzi sie z AA itd itp. w kazdym razie kiedy przegrywam to potrafie to przyjac na klate, stosuje inject logic i czesto nawet sie smieje z bad beatow jak typ dobiera na river, ale co z tego jak tracac kilka BI (grajac dobrze) nie wiadomo kiedy zaczynam spazzowac. Ostatnio na przyklad 4bet blefujac 55 (typ mnie 3betowal jakos 90% vs steal) gosc shove a ja insta call
nawet nie wiem kiedy. A zaraz 77 open call vs 3bet i stackoff postflop z overpara...
Problem pojawia sie tez czasem kiedy odrywam sie od 1 sesji (nie wazne czy na plus czy nie) i siadam do drugiej albo zeby dokonczyc pierwsza i w niektorych spotach juz od pierwszych rak zaczynam wymyslac (bo przeciez typ broni za szeroko vs SB to mu zrobie re-raise shove na turnie bo przeciez on tam nic nie ma...)
Mieliscie tak? Jesli tak to co Wam pomoglo? Z czasem sie "uodporniliscie" dzieki doswiadczeniu? Stop loss? Jakas inna strategia? Po prostu co moge zrobic zeby z czasem wyeliminowac spazzowanie i niszczenie mojego edge nad slabszymi przeciwnikami? Zalezy mi na longtermowym rozwiazaniu bo nie chce cala "kariere" byc tym graczem co spazzuje co 3 dni caly winrate i jest ledwo nad kreska mimo edge w strategii.
Piszcie swoje doswiadczenia i opinie, dzieki za uwage
Aha i odrazu dodam ze volume i liczba stolow nie stanowia problemu to z pewnoscia.