Jako, że nie do końca znam charakter problemu to proszę się nie sugerować improwizowanym tytułem.
Zacznę może od opisu stanu zawartości mojej głowy. Jestem bardzo świadomym, spokojnym człowiekiem. Kiedyś można było dołożyć do tego sporą cierpliwość, teraz cierpliwy jestem tylko wtedy gdy wiem, że coś jest tego warte. Irytuje mnie wtórność i głupota ale zwykle nie zaprzątam sobie tym zupełnie głowy (mam świadomość niskiej wartości wymienionych). Nadto bardzo, bardzo rzadkie okresy, w których jestem zdenerwowany niemal nigdy nie mają charakteru... aktywnego? Ciężko to opisać. Cała destrukcyjna moc mojego gniewu skierowana jest do środka a nie na zewnątrz. To co u innych jest chęcią niszczenia dla mnie jest paraliżem. Gniew jest bardzo bliskim krewnym strachu ale u innych przybiera formę narwanego, pijanego kuzyna a u mnie jest bratem bliźniakiem. Nie chcę wchodzić w bardzo osobiste szczegóły w kontekście pokerowego forum ale też nie oczekuję odpowiedzi, które mogłyby dać jedynie miesiące czy lata psychoterapii. Chodzi mi bardziej o to jak ten koncept ugryźć i z czym połączyć.
Opisując rzecz nieco bardziej dokładnie. Kiedyś bardzo dobrze rozumiałem i często odczuwałem empatię. Nigdy w stosunku do rzeczy wielkich, powszechnych, globalnych. Tsunami w Japonii mogłem relatywnie spokojnie zbyć przełączeniem telewizora na inny kanał czy zamknięciem zakładki w firefoxie ale jeśli ktoś dzielił się ze mną częścią swojego obrazu rzeczywistości to zwykle odpowiadałem na to sporymi pokładami zrozumienia i wdzięczności. Z większości popularnych, powszechnych kompleksów wyleczyłem się już w dzieciństwie więc odrzucam opcję kształtu mojego gniewu jako jakiejś tam formy karania samego siebie. Relatywnie wcześnie uświadomiłem też sobie, że bardzo istotne jest kreowanie własnej rzeczywistości. Jestem bardzo leniwy i wolno przychodzi mi porządkowanie kolejnych płaszczyzn swojego życia ale wiem, że powinienem eliminować to co mało wartościowe i otaczać się tym co tą wartość posiada. Proces ten jest bardzo wolny ale postępuje. Co się dzieje kiedy jestem wystawiony na długotrwały wpływ czegoś co według mnie wartości nie ma albo bardziej bezpośrednio jest głupie/destruktywne/złe/nudne? Wtedy właśnie zdarza mi się odczuwać tą 'implozję gniewu'. Jaka jest moja reakcja na ową? Staram się odciąć od źródła. Nie zmieniać tego źródła, zwykle odciąć. Może to wina czegoś co zapewne nazywa się tchórzostwem? Może to doświadczenie, które jednoznacznie mówi, że zmiany są możliwe ale tylko przy olbrzymim udziale chęci i woli a większość istot ludzkich takiej woli w stanie naturalnym nie przejawia? Możliwe, że to kompilacja powyższych. W każdym razie dopóki problemem jest istota ludzka, z którą nie mam naprawdę zażyłych stosunków to zupełnie nie próbuje niczego zmieniać (przy czym zażyłe stosunki to nie te nieuchronne oparte na czasie jak więzi rodzinne a te oparte na świadomości chęci i woli czyli przyjaźń/partnerstwo). Mimo świadomości swoich praw i wartości często nawet nie komunikuję co według mnie jest problemem, po prostu znoszę to coś póki muszę i staram się ustalić kiedy będę mógł się od tego uwolnić po czym uwalniam się.
Jeszcze o tej empatii póki pamiętam do czego chciałem nawiązać. Napisałem o niej w czasie przeszłym bo... to pewnie materiał na inny topic ale nie odczuwam emocji zbyt często. To zapewne bardzo oczywista cecha (przypadłość?) i jakoś się nazywa ale jestem niewrażliwy na bodźce emocjonalne o niskim natężeniu. Brzmi niepokojąco ale... hmmmm nie jest. Po prostu moja amplituda uczuć jest bardzo niska. Rzadko skaczę z radości ale też nie miewam depresji. Nie ma w tym jakiegoś zimna. Pewnie odczuwam bardzo podobnie do większości społeczeństwa ale wariancja moich uczuć jest bardzo mała. Na moim grafie szczęścia/nieszczęścia nie ma zbyt wielkich swingów. Naturalnie śmieję się z dowcipów, odpowiadam uśmiechem na uśmiech czy ewentualnie pogrążam w smutnej refleksji na pogrzebie ale wtedy i tylko wtedy gdy dowcip był dobry, uśmiech szczery, a w trumnie leży ktoś kogo w jakiś sposób ceniłem, lubiłem lub kochałem.
Powyższy problem nie jest dla mnie jakiś super istotny bo dbam o to by nie znajdować się zbyt długo pod wpływem czegoś co mi nie odpowiada i uważam to za słuszne podejście. Dodatkowo ta 'implozja gniewu' ma taką samą właściwość jak standardowe 'eksplozje' a mianowicie jest krótka, nie modyfikuje mojej rzeczywistości przez dłużej niż jeden dzień raz na jakiś czas. Poza tym gdy problemem jest jakaś rzecz a nie człowiek to nie mam oporów przed jej zmienianiem i wszystko jest rozwiązywane insta. Niestety występowanie tej 'implozji gniewu' czasami jest nieuchronne, nastąpiło dzisiaj i stąd ten zakładany nieco pod wpływem emocji topi.
Regulars z NL100 bez szczególnej wiedzy na temat psychologii powiedział by pewnie "Hero zauważył, że większość villainów nie ajustuje się i nadal popełnia te same błędy, które go dotykają więc sam słusznie się dostosował nie próbując ich nakłaniać do dokonywania adjustmentów'. Pytanie tylko czy tak jest w istocie czy jest to zwyczajnie to co chcę myśleć.
Tak czy inaczej, jako, że problem nie jest do końca zdefiniowany i nie jest specjalnie dotkliwy to nie traktujcie tego jak błagalną prośbę o pomoc. Chcę zwyczajnie dowiedzieć się czy i co na ten temat myślicie oraz czy doświadczaliście/doświadczyliście/doświadczacie czegoś podobnego, względnie jeśli wypowie się tutaj Leszek to chętnie zapoznałbym się z jego interpretacją i ewentualnymi odnośnikami do powiązanych z problemem konceptów.
Pozdrawiam.